Przejdź na stronę główną Interia.pl

Paradoks singla

Współczesny singiel nie ma łatwo. Cokolwiek by zrobił, będzie źle. Wyzna, że rozpaczliwie pragnie znaleźć swą drugą połówkę – usłyszy, że jest żałosny, że powinien cieszyć się wolnością. Powie, że chce cieszyć się wolnością – dowie się, że jest egoistą. Albo że nikt go nie chce.

A wszystkiemu winna kultura. To zmiany kulturowe sprawiły, że współczesnej kobiecie mężczyzna nie jest już do szczęścia potrzebny. Bez niego nie tylko może się utrzymać, ale też, żyjąc samodzielnie, z łatwością zrobi karierę i osiągnie sukces. Samotna matka również nie wywołuje już kontrowersji. Podobnie wolny facet - pan swojego czasu i życia - też raczej nie powinien narzekać.

Paradoks pierwszy: Niezależność jest modna, związki są naturalne

Reklama

Skoro tak dobrze się dziś wiedzie samotnym ludziom, to - zapyta ktoś - w czym problem? W naturze. Ona nie zmienia się tak łatwo jak uwarunkowania kulturowe. Współczesne kobiety, podobnie jak ich przodkinie kilkaset lat temu, potrzebują realizować się uczuciowo, emocjonalnie i fizycznie.

Mężczyźni nie mają wcale łatwiej. Z jednej strony kultura daje im większe przyzwolenie na to, co zawsze było im zakazane (czyli posiadanie wielu partnerek i pozostawanie tzw. wolnym strzelcem), ale z drugiej strony i tak stoi natura, która -  troszcząc się o przedłużenie gatunku - chce, abyśmy łączyli się na stałe w pary.

Nowoczesne społeczeństwo par już tak bardzo jak kiedyś nie potrzebuje. Co więcej, domeną singli jest konsumpcyjny styl życia - stan bardzo pożądany z punktu widzenia rozwoju gospodarki. Wiadomo: żyjący w pojedynkę konsumują więcej. Dwóch rozwodników wydaje znacznie więcej niż jedno żyjące w zgodzie małżeństwo. Zamiast jednego mieszkania rodzinnego muszą mieć dwa, zwykle wydają też więcej na kulturę, ubrania i przyjemności, mając przy tym niejednokrotnie dzieci, które również swoje koszty generują.

Paradoks drugi: Ideał albo nikt

I tu pojawia się kolejny paradoks: kultura popularna, jak nigdy wcześniej, gloryfikuje miłość romantyczną, braterstwo dusz i partnerstwo - słowem wyidealizowany model związku, który sprawdza się tylko w filmach.

Jak podkreśla amerykańska socjolog  Ellen Kay Trimberger, autorka książki "Nowa singielka", kultura sugeruje nam, że warunkiem ludzkiego szczęścia jest znalezienie swojej drugiej połówki. Jeśli nie znajdujemy ideału, osoby, z którą nadajemy dokładnie na takich samych falach, dużo łatwiej nam teraz, niż jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu, zdecydować się na życie w pojedynkę.

"Niezliczone fabuły filmów oraz powieści koncentrują się wokół losów postaci, które znalazły swoje pokrewne dusze po latach zmagań z dojmującym uczuciem pustki towarzyszącej samotnemu niespełnionemu życiu" - pisze Trimberger. Więc jeśli nie jesteśmy dla siebie stworzeni, co najmniej jak Big i Carrie z "Seksu w Wielkim mieście", rozejdźmy się i szukajmy dalej.

A co, jeśli ideału nie ma? Albo jeśli nasza druga połówka żyje na drugim końcu świata i nigdy na nią nie trafimy? A może mój książę na białym koniu zginął gdzieś po drodze, jadąc do mnie? - takie pytanie single zadają sobie bez przerwy, nawet jeśli nie chcą się do tego przyznać.

Naszym rodzicom, a tym bardziej dziadkom, było zdecydowanie łatwiej - ślub w pewnym wieku trzeba było wziąć i tyle. Nikt nie oczekiwał, że będzie łatwo i idealnie, ale ludzie mimo to starali się trwać przy sobie latami. Czy byli szczęśliwi? Tego nie wiemy. Ale wieczne poszukiwanie ideału też nie gwarantuje, że będziemy spełnieni. I tu znów myśli singla wpadają w matnię, w której nie znajdują jednoznacznie dobrych odpowiedzi...

Paradoks trzeci: Singiel kontra singiel

W tym miejscu, wielu singli czytających ten tekst znalazło już pewnie co najmniej kilka stwierdzeń, z którymi się nie zgadzają. Bo singiel singlowi nierówny i w tym także tkwi paradoks krzywdzący wielu samotnych.

Osoby, które dobrze czują się w swoim wolnym stanie i nie tęsknią za miłością romantyczną, patrzą z politowaniem na innych - skądinąd również singli - wygłaszających długie, kwieciste wywody o tym, jak to czekają na tę jedną jedyną miłość i dopiero gdy ją odnajdą, ich życie nabierze sensu. Prawda jest taka, że zarówno jedni, jak i drudzy, mają czasem myśli zupełnie odwrotne, ale się do tego nie przyznają. Po prostu jedni lubią podkreślać swoją niezależność, inni traktują samotność jako stan przejściowy i otwarcie mówią, że czekają na zmianę statusu.

Dowiedz się więcej na temat: single | singielka | samotność

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje