Przejdź na stronę główną Interia.pl

Znów będą wakacje

Na urlopie obniża się ciśnienie krwi, w organizmie krąży mniej hormonów stresu, a sen lepiej regeneruje. Niestety, po powrocie sytuacja wraca do „normy”. A nawet się pogarsza, bo łapie nas powakacyjna depresja. Da się temu zapobiec

Niedawno spałaś do południa, pływałaś w morzu, wylegiwałaś się na piasku, czytałaś do północy i nie patrzyłaś na zegarek. A teraz jesteś zmęczona, przygnębiona, nie masz apetytu i nie możesz się skoncentrować na pracy, bo myślisz, że i tak na wszystko nie wystarczy ci czasu. To znak, że dopadł cię syndrom PHT (z ang. post holiday tension), inaczej - napięcie pourlopowe.

Reklama

Doświadcza go aż 70 proc. pracujących Europejczyków - wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie portalu podróżniczego TripAdvisor. Reakcja pojawia się na skutek przytłoczenia obowiązkami - przekonują holenderscy naukowcy z uniwersytetu w Bredzie, którzy zbadali niedawno wpływ wakacji na nasze poczucie szczęścia. Wnioski? Trzeba trochę poudawać, że nadal jesteśmy na urlop.

Startuj powoli

Ważne, by w pierwszych dniach po powrocie z wakacji unikać pośpiechu - radzą eksperci. Naukowcy dowodzą, że wywołany w ten sposób stres może powodować kłopoty z ciśnieniem, apetytem, bóle żołądka. Jak się nie spieszyć? Warto np. podobnie jak na urlopie celebrować śniadania i kolacje. Gdy jesz powoli, lepiej trawisz i zwiększasz szanse na utrzymanie zgrabnej sylwetki (bo najesz się mniejszą porcją).

Wyłącz to!

Dotarłaś do biura i nie możesz się zabrać do pracy? Ogranicz bodźce, które nie pozwalają ci się skoncentrować. Spokojnie, psychologowie nie zabraniają nikomu wchodzić na Facebook i sprawdzać maili czy esemesów. Ale radzą wyłączyć powiadomienie dźwiękowe o przychodzących wiadomościach w komórce i komputerze. Udowodniono, że na sygnał dzwonka następuje wyrzut kortyzolu, czyli hormonu stresu do krwi (z tego samego powodu nie powinniśmy zabierać telefonu do sypialni).

Zaplanuj podróż

Starasz się wreszcie przestać myśleć o wakacjach, bo dodatkowo cię to przygnębia? Zrób inaczej: spójrz w kalendarz i już zaplanuj termin kolejnego wyjazdu. Wspomniane badania holenderskich uczonych dowiodły bowiem, że na nasze samopoczucie i zdrowie pozytywnie wpływa już samo oczekiwanie na wolne dni.

Obmyślanie podróży wywołuje wyrzut dobroczynnych endorfin, czyli hormonów, które poprawiają samopoczucie, i podwyższa poziom ważnego neuroprzekaźnika - dopaminy, odpowiedzialnej za uczucie przyjemności. Zbadano, że im częściej ją odczuwamy, tym lepiej dla naszego zdrowia, bo wtedy m.in. spada ciśnienie krwi, poprawia się odporność.

Zdrzemnij się

Już dziś pomyśl też, co przyjemnego będziesz robić w weekend. Sobotę i niedzielę spędź aktywnie - spaceruj po ulicach z aparatem i rób zdjęcia, odwiedź muzeum, pójdź na basen, nie myśl o pracy. A jak się zmęczysz, utnij sobie drzemkę. Jej zalety dla zdrowia naukowcy wychwalają od lat. Krótki, najlepiej 15-minutowy sen w ciągu dnia obniża ryzyko chorób serca aż o 30 procent. Prawda, że może być jak na urlopie?

Amerykanie wymyślili nawet specjalny termin na pseudowakacje bez ruszania się z domu. To tak zwane staycation (od ang. stay - zostać). I jak przekonywała niedawno w magazynie "Psychology Today" prof. Susan Krauss Whitbourne, psycholog z University of Massachusetts, niezależnie od tego, gdzie wypoczywamy, na naszą psychikę działa to równie dobrze.

Grażyna Morek

TWÓJ STYL 9/2014

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje