Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wokół tabu

Jakie jesteśmy w łóżku my, współczesne kobiety? Ostatnie dwadzieścia lat sprawiło, że wolno nam niemal wszystko. Mamy prawo mieć seksualne fantazje i wymagać od mężczyzny, by je spełniał, możemy stosować skuteczną antykoncepcję i zmieniać partnerów. Co zyskałyśmy, co straciłyśmy? I czy istnieje dziś jeszcze jakieś tabu - pytamy seksuolożkę Alicję Długołęcką.

Twój STYL: W ciągu ostatnich dwudziestu lat chyba największa zmiana zaszła w sferze seksualnej wolności. Seks jest wszędzie. Nagość króluje na billboardach, rozmawiamy o seksie w mediach, na imprezach. Są swingersi, trójkąty, wolne związki... Czy można dziś w ogóle mówić o jakimś tabu?

Reklama

Alicja Długołęcka: To prawda, dużo się zmieniło, a najwięcej w sytuacji kobiet. Kobieta ma prawo mieć wielu partnerów, przyznawać się do tego, że seks sprawia jej przyjemność, masturbować się, mieć fantazje seksualne. To znajduje odzwierciedlenie w języku: zniknęło wiele stygmatyzujących nas określeń, np. łatwa dziewczyna, stara panna, nieślubne dziecko.

- Jednak nie przesadzałabym z tą dzisiejszą wolnością. Jesteśmy w okresie przejściowym. Niektóre środowiska są rzeczywiście wyzwolone. Inne - wciąż mocno konserwatywne. Mimo że tyle różnych tematów oswoiliśmy, nasza kultura wciąż jest bardzo opresyjna wobec kobiet. Mówię o seksualności przeżywanej, a nie teoretycznie możliwej. Czyli o tym, jakie jesteśmy, a nie o tym, co deklarujemy. Tu mamy olbrzymi rozdźwięk. Ale to dopiero widać w gabinetach terapeutycznych albo na warsztatach rozwojowych. Nie na ulicy. Poza tym dziś inne rzeczy zaczynają być tabu.

Jakie?

- Największym współczesnym tabu jest ciało kobiety. Coraz bardziej wstydzimy się tego, jak wyglądamy. Nie wiemy też, jak wyglądają inne kobiety, te prawdziwe, a nie z gazet: te, które rodzą dzieci, starzeją się, są niepełnosprawne. Czy to nie absurd? Przez to tracimy ze sobą kontakt na najbardziej podstawowym, fizycznym poziomie. A jak uprawiać seks, nie pokazując ciała? W łóżku od razu wychodzą wszelkie zahamowania i kompleksy dotyczące wyglądu. Na skutek rozpowszechnienia pornografii, kobiety wstydzą się nawet tego, jak wyglądają ich narządy płciowe. Bo na zdjęciach wargi sromowe są zawsze niewielkie, równiutkie, różowe. W rzeczywistości bywa różnie. Dlatego coraz bardziej popularne jest operowanie ich, by przypominały te w gazecie... Mam wrażenie, że kobiety dwadzieścia lat temu bardziej akceptowały swoje ciało, słuchały swoich potrzeb, a nie tylko narzuconych norm.

Ale miały inne ograniczenia.

- To prawda. Istnieje prawdziwa przepaść między pokoleniem dzisiejszych dwudziestolatek, które dojrzewały już w atmosferze seksualnego wyzwolenia, a naszym, czyli kobiet czterdziestoletnich. My nie mogłyśmy odkrywać tej sfery w sposób naturalny, nieograniczony. W rezultacie wiele z dzisiejszych czterdziestolatek seksu dotąd w ogóle nie odkryło. Na warsztatach rozwojowych, które prowadzę, zauważam w związku z tym ciekawą tendencję: dzisiejsze czterdziestolatki chcą robić to samo, co dwudziestolatki.

Co to znaczy?

- Na przykład uczą się od dwudziestolatek mówienia o swoich reakcjach seksualnych. Młoda dziewczyna nie ma dziś problemu, by mówić o sposobach pieszczenia łechtaczki, o tym, jak się masturbuje czy o swoich fantazjach seksualnych. Czterdziestolatka musi się przełamać, by to zrobić. Ona skupia się raczej na relacji, emocjach, a nie na fizjologii. Dlatego czterdziestolatka częściej uda orgazm, niż się przyzna, że go nie odczuwa. Dwudziestolatka nie ma problemu, by o tym opowiedzieć. Dlatego te starsze kobiety próbują nadrobić stracony czas. Przeżywamy więc dziś wielopokoleniowe, pospolite ruszenie seksualne.

To chyba dobrze? W końcu nam wolno...

- I tak, i nie. Dla mnie jako seksuolożki to odwrócenie ról. Właściwą fazą rozwoju tej sfery jest czas, kiedy mamy dwadzieścia, góra dwadzieścia parę lat. Poza tym na skutek tego pomieszania ról dziewczyny, które dopiero wchodzą w życie seksualne, nie mają w starszych kobietach właściwego oparcia, bo często są od nich bardziej "uświadomione" - co oczywiście nie znaczy świadome. Rozmawiałam niedawno z kobietą, która powiedziała, że nie umie się z córką dogadać, że przeraża ją to, co ona wyprawia. A córka miała kilku partnerów i nie zamierzała się jeszcze z nikim wiązać na stałe. Coś, co dla wielu dziś jest normą, wciąż dla niektórych kobiet bywa nie do zaakceptowania. Dlatego młode dziewczyny są w zasadzie zdane na siebie, internet, koleżanki albo media. Potrafią się w tym kompletnie pogubić.

Przerażają mnie co prawda historie o gimnazjalistach, którzy na imprezach w ramach towarzyskiej gry wymieniają się partnerami seksualnymi. Ale przecież my też uprawiałyśmy seks na imprezach. Czy to, co robią dzisiejsze nastolatki, wyróżnia się jakoś szczególnie?

- Moim zdaniem coś się jednak zmieniło. Przez to, że dzisiejsze granice są tak rozluźnione, trzeba zrobić coś naprawdę ekstremalnego, by je poczuć. Niedawno nastolatka zwierzyła mi się: "W zasadzie to nie cierpię oralnego seksu, ale robię to, bo wszystkie koleżanki to robią". W modzie jest "lubienie", więc ona też udaje, że lubi. W modzie są "szybkie numerki", więc na imprezie dziewczynki zaliczają ich po kilka, nawet się nie zastanawiając, czy naprawdę tego chcą. To rodzaj gwałtu na sobie. Do czego to prowadzi, pokazuje ekstremalny, ale bardzo istotny przykład tzw. galerianek, dla których seks za pieniądze jest czymś zupełnie naturalnym. Odcięcie od uczuć to naturalna konsekwencja odzierania sfery seksualnej z intymności i tego, że ciało jest tabu, że traktujemy je instrumentalnie.

Takie dziewczyny przychodzą z tym na terapię?

- Te młode zdecydowanie wolą rozmawiać o konkretach niż o emocjach. Na przykład niedawno przyszła do mnie młodziutka dziewczyna, która opowiedziała mi, że uprawia seks od dwóch lat, woli stosunek oralny od waginalnego, bo to bezpieczniejsze. A po chwili okazało się, że nie była jeszcze nigdy u ginekologa, bo się wstydzi przed nim rozebrać. Kompletny chaos emocjonalny.

- Przełamywanie tabu w seksie nie na tym polega, by robić coś wbrew sobie, bo tak trzeba. Rozmawiałam z wieloma dziewczynami, które zdecydowały się iść do łóżka z pierwszym lepszym chłopakiem, żeby wreszcie stracić dziewictwo - bo w niektórych środowiskach być osiemnastoletnią dziewicą jest podobnie nieciekawie, jak dawniej starą panną. To właśnie mam na myśli, mówiąc, że w dzisiejszym świecie kobiety wciąż są poddane presji. Wydaje się nam, że musimy spełniać czyjeś wymagania. Pomimo że to brzmi banalnie, nie mamy odwagi być sobą.

Dowiedz się więcej na temat: seks | partnerstwo | związki

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje