Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Przestajemy ufać medycynie konwencjonalnej?

- U podłoża współczesnego powrotu do natury leży fakt, że to właśnie ona wyposażyła ludzi, zanim jeszcze pojawiła się farmakologia, w wiele substancji leczniczych i zdrowotnych - mówi dr n. med. Marek Grabski.

Magdalena Tyrała, INTERIA: Jesteśmy coraz bardziej świadomym społeczeństwem i coraz większą uwagę przywiązujemy do zdrowia. Poszukujemy alternatywnych metod leczenia, zaczynamy doceniać szczególnie te naturalne. Ten nowy trend powoduje, że dbając o zdrowie wybieramy również naturalne produkty, które cechują niezwykle właściwości - nasiona chia czy siemię lniane. Obserwujemy powrót do ziołolecznictwa - zainteresowanie czystkiem, ostropestem itd. Czy to oznacza, że przestajemy ufać prężnie rozwijającej się medycynie konwencjonalnej?

Reklama

Dr n. med. Marek Grabski, specjalista chorób wewnętrznych, rehabilitacji medycznej, balneoklimatologii i medycyny fizykalnej, konsultant Malinowych Hoteli: - U podłoża współczesnego powrotu do natury leży fakt, że to właśnie ona wyposażyła ludzi, zanim jeszcze pojawiła się farmakologia, w wiele substancji leczniczych i zdrowotnych. I to zarówno w zakresie ziół, minerałów, soków, klimatu, leczniczych właściwości różnego rodzaju glinek, błot, torfów, wód mineralnych oraz różnego rodzaju solanek.

- Natomiast sięganie do tego rodzaju metod jest chyba taką wypadkową związaną z poszukiwaniem nowego, uzupełnieniem terapii konwencjonalnych. Prawdopodobnie jest również wygenerowaną przez media potrzebą poszukiwania tych zdrowotnych rozwiązań. Na pewno jest to także wina systemu zdrowia, który powoduje to, że do tej nowoczesnej medycyny, która naprawdę ratuje wielu ludzi w sytuacjach skrajnie beznadziejnych, ten dostęp jest obecnie coraz bardziej utrudniony, ograniczony.

- Poza tym czas poświęcony przez lekarza pacjentowi jest coraz krótszy, w związku z tym pacjent czuje niedosyt, ma wrażenie, że jest niedodiagnozowany, uważa, że te leki niekoniecznie są dla niego skuteczne, nie widzi efektów farmakoterapii. Czuje za to, że środki naturalne są dla niego niezbędnym jej uzupełnieniem. Wobec tego często dzieje się tak, że bierze i leki, i zioła albo, jeśli medykamenty nie działają, zaczyna stosować tylko zioła. Poza tym są też tacy pacjenci, którzy z założenia opierają się wyłącznie na medycynie naturalnej, na homeopatii, na różnego rodzaju działaniach niekonwencjonalnych.

Coraz większe jest także zainteresowanie zdrowotnymi właściwościami wód podziemnych. Czy faktycznie - i na co konkretnie - mogą pomóc nam kąpiele?

- Zgadza się. Balneologia - wykorzystanie w leczeniu naturalnych surowców występujących w przyrodzie, a mianowicie w ziemi, związanych z klimatem lokalnym, określonymi warunkami nasłonecznienia czy określonymi parametrami atmosfery - cieszy się coraz większym zainteresowaniem Polaków. I faktycznie, jej ważnym elementem jest leczenie wodami, wszelkiego rodzaju błotami i glinkami.

Na czym więc polega kąpiel lecznicza, np. w siarce?

- Ideą wszystkich kąpieli mineralnych jest nie tylko dostarczenie naskórkowi substancji czynnych, ale też przeniknięcie ich przez naskórek do warstwy podskórnej naskórka, do skóry właściwej, a następnie przeniknięcie tych substancji  do naczyń włosowatych i wprowadzenie ich, z ominięciem przewodu pokarmowego, do krwiobiegu. Stamtąd krew rozprowadza te wszystkie cenne substancje czynne po całym organizmie. Taka jest filozofia leczniczych kąpieli mineralnych.

- Woda siarczkowo-siarkowodorowa słona, zawiera aż 25 różnych pierwiastków i 22 związki chemiczne.  Pierwszym wskazaniem do jej stosowania, historycznie rzecz biorąc, były schorzenia skóry, bo ma działanie odkażające i grzybobójcze.

- Później okazało się, że woda ta daje bardzo pozytywny efekt u osób z chorobami stawów - dzięki kąpielom zmniejszają się dolegliwości, obrzęki, bóle i rzadziej dochodzi do nawrotów choroby. Ostatecznie okazało się, że działanie wód siarczkowych jest przede wszystkim przeciwzapalne, zmniejszające postęp zmian zwyrodnieniowych. Uważa się również, że siarka, będąc elementem budulcowym chrząstki, jest poprzez kąpiele w pewien sposób bezpośrednio do niej suplementowana.

To co zrobić, by tych substancji podczas kąpieli wchłonęło się jak najwięcej?

- Najwięcej substancji wchłonie się, gdy droga wchłaniania będzie jak najbardziej czysta - skóra dobrze przygotowana do zabiegu - zmyta, lekko wilgotna i ciepła. Następnym ważnym elementem jest powierzchnia wchłaniania - im bardziej pacjent jest zanurzony, tym lepiej. Bardzo dobrym zabiegiem przed kąpielą może być masaż podwodny  albo bicze szkockie - doprowadzają  one do przekrwienia skóry, jej oczyszczenia i powodują szybszy przepływ krwi przez warstwę podskórną. Nie bez znaczenia jest również wiek pacjenta - młodsze osoby, przez to, że ich skóra jest bardziej nawodniona - wchłaniają lepiej.

- Kolejna rzeczą, która powoduje dobre wchłanianie jest stężenie związków leczniczych - im wyższe stężenie substancji czynnych,tym lepiej z punktu widzenia wchłaniania. Akurat najwyższe stężenie siarkowodoru na świecie ma źródło Malina w Solcu Zdroju.

Czytałam, że woda siarczkowa przeciwdziała nawet zaburzeniom erekcji.

- Tak, kolejnym elementem działania - który uwidacznia się w badaniach na całym świecie - jest wykorzystanie siarkowodoru, jako gazu biologicznie czynnego, który jest produkowany przez organizm i jest niezbędny do niektórych funkcji fizjologicznych. Siarkowodór produkowany jest przez mózg, wątrobę, nerki, śródbłonek naczyń. Siarkowodór  jest niezbędny także do produkcji tlenku azotu w śródbłonku naczyń, a w związku z tym odpowiada również za funkcje relaksacji naczyń. Dzięki temu jego dostarczenie do organizmu może przeciwdziałać chorobie wieńcowej, a także zaburzeniom erekcji związanym z zaburzeniami naczyniowymi.

- Siarkowodór jest gazem toksycznym i przerobienie go na formę terapeutyczną - tabletkę, syrop, aerozol, właśnie z uwagi na ową toksyczność jest ryzykowne i póki co niemożliwe. Można powiedzieć, że w tym przypadku natura wyprzedziła ludzi i dała im szanse w postaci suplementacji siarkowodoru  poprzez wody mineralne, gdzie jest on bezpiecznie rozpuszczony i nie wchłonie się w skórę w większej ilości, niż powinien.

Lekarze dość często kierują swoich pacjentów do uzdrowisk, by wspomóc ich powrót do zdrowia, traktując to, jako terapię towarzyszącą tej konwencjonalnej. Skuteczność takiej kompleksowej terapii jest faktyczna większa?

- Model leczenia uzdrowiskowego na przestrzeni ostatnich lat się zmienił, przeszedł transformację technologiczną. Podstawy są te same - naturalne surowce wykorzystywane w lecznictwie - one pozostały. One są teraz lepiej, bardziej nowocześnie i ładniej podane. Sfera hotelowa i restauracyjna również się bardzo poprawiła.

- Bywanie u wód jeszcze w okresie międzywojennym było elementem życia, modą taką, jak obecnie bywanie w spa. Ponieważ nastąpiła zmiana, to leczenie uzdrowiskowe stało się teraz częścią szeroko pojętej rehabilitacji. I jako taka rehabilitacja jest bardzo potrzebna przy wielu schorzeniach, zarówno przy tych bardziej i mniej zaawansowanych.

- Leczenie uzdrowiskowe wyróżnia się tym, że pacjent rzeczywiście, gdy przyjeżdża, może skupić się wyłącznie na leczeniu, jeśli chce. Natomiast wolny jest od wszystkich czynności, które mu to uniemożliwiają, nie tylko psychicznie. Wyobraźmy sobie kogoś, kto o godz. 8 rano idzie na zabieg rehabilitacji, a następnych 8 godzin spędza w pracy, albo odwrotnie, jest po całym dniu pracy i na sam koniec pędzi na rehabilitację. W takiej sytuacji właściwie ma za zadanie tylko odbyć to, odhaczyć z nadzieją, że zabieg spełni swoje zadanie, nie zwracając uwagi na wszystkie czynności towarzyszące - zakupy, praca, tempo, stres. Natomiast leczenie oddzielone od miejsca zamieszkania daje możliwość tym, którzy chcą się skupić tylko na leczeniu, na tej głównej potrzebie.

Czyli funkcja takich miejsc uległa zmianie. Wracamy w nich do zdrowia.

- Tak. Kierowanie przez lekarzy do takich miejsc odbywa się na kilka sposobów - można do niego trafić przez system świadczeń publicznych - zupełnie bezpłatnych. Wiele oddziałów rehabilitacji zlokalizowanych jest w szpitalnych uzdrowiskach, gdzie bezpośrednio kierują lekarze. Natomiast bolączką tego systemu jest to, że od momentu zachorowania do leczenia często upływa kilka lat. Znam pacjentów, którzy mają skierowania do szpitala uzdrowiskowego, gdzie wydawać by się mogło, że podstawa do realizowania skierowania jest natychmiastowa, a oni mają terminy na 2018 r./2020r.

- To jest kompletnie oderwane od rzeczywistości. I albo ten pacjent nie jest tak bardzo chory i nie wymaga natychmiastowej rehabilitacji, albo system jest na tyle nieuczciwy, że przyjmuje wszystkich - tych bardziej i tych mniej chorych, tak zwanych bardziej znajomych i mniej znajomych. W związku z tym ci rzeczywiście chorzy mają ten dostęp mocno utrudniony. Wówczas ostatnią deską ratunku jest forma komercyjna.  

Mamy w Polsce bardzo dużo uzdrowisk, zdaje się, że zarejestrowanych jest ok. 45 placówek. Jednak chyba nie wyróżniamy się na tle świata, bo są one bardzo popularne zarówno w Niemczech, Austrii, na Węgrzech, ale także w Japonii.

- Zdecydowanie się wyróżniamy, bo w niektórych krajach taka forma leczenia w ogóle nie istnieje. Niemcy faktycznie mają tradycję uzdrowiskową, ale jest to objęte raczej systemem ubezpieczeniowym, który gwarantuje pacjentowi raz na 3 lata refundację i jest to raczej coś na zasadzie "należy mi się, wiec skorzystam", bardziej forma nabierania sił. Ciężko pracuję przez ileś tam czasu i niekoniecznie jestem ciężko chory, ale potrzebuję zregenerować siły.

- Z kolei u nas to leczenie uzdrowiskowe oferuje cały zakres usług - od leczenia najbardziej chorych, czyli rehabilitacja pozawałowa, po zabiegach operacyjnych, po formę profilaktyki chorób przewlekłych, podtrzymania zdrowia w przypadku chorób przewlekłych.

- Kiedyś, dla przykładu, Stany Zjednoczone miały bardzo rozwinięte leczenie uzdrowiskowe, jak również balneologię. Jednak rozwój ich rynku farmaceutycznego i rozwój nowych technologii praktycznie wyparł tę formę. Obecnie środowiska lekarskie próbują ją reaktywować, starają się na nowo uskuteczniać powrót do natury.

- Nowe technologie są coraz droższe. Ekonomia też bierze udział w leczeniu, czynnik ekonomiczny jest bardzo ważny. Wydawać by się mogło, że zioła zbierane na łące są znacznie tańsze, natura nas wyposażyła w wiele takich łatwo dostępnych surowców. Tylko człowiek je podzielił, zamknął w pudełeczku, zaczął dystrybuować w formie aptecznej, w formie wyciągów, preparatów glinkowych czy okładów borowinowych do wykonywania w domu.

Jaka jest średnia wieku w uzdrowiskach? Czy to, że do uzdrowisk jeżdżą głównie starsi ludzie to stereotyp czy wciąż prawda?

- W Solcu w Malinowym Zdroju grupa najbardziej zainteresowanych pacjentów to ta w przedziale między 40-60. rokiem życia. To oznacza, że ta potrzeba świadomego leczenia pojawia się stosunkowo wcześnie. Trzeba też wziąć pod uwagę to, że sama potrzeba leczenia uzdrowiskowego , czyli spokoju, stateczności, skoncentrowania się na sobie - a nie na poznawaniu nowych osób i na wdrapywaniu się na szczyty górskie - ujawnia się i jest związana z rozwojem schorzeń.

- Trzeba pamiętać, że 25-latek jest zasadniczo zdrowym człowiekiem i w sumie jedyne, co może go spotkać, to różnego rodzaju urazy i wtedy też bywa pacjentem w takich miejscach. W miarę upływu czasu życiowego fizycznie jesteśmy coraz słabsi i w związku z tym ryzyko wystąpienia chorób, a szczególnie chorób układu ruchu, po 40. roku życia zaczyna dotyczyć wszystkich. Nie wszyscy są jednak przebadani, a próg odczuwania dolegliwości lub dysfunkcji z tym związanych jest różny. Ktoś mało aktywny, jeżdżący samochodem przez wiele lat, mając nawet chorobę zwyrodnieniową  kręgosłupa czy stawów, nie będzie odczuwał dolegliwości, bo nie ma ku temu okazji. Poczuje je wtedy, gdy wyjdzie na dłuższy spacer lub zacznie uprawiać sport. Jeśli tego rodzaju potrzeba się u niego ujawni, na pewno zacznie go coś tam pobolewać.

- Natomiast są pacjenci, którzy przekraczają 90. rok życia i chcą żyć jeszcze długo. I oni realizują program zarówno podtrzymania, jak i odpoczynku i wchłonięcia pewnej dawki zabiegów, wchłonięcia pewnego rodzaju pozytywnej energii płynącej z kontaktu z zabiegami, z tym miejscem, i z faktu, że 90 proc. ludzi w tym samym czasie w jednym miejscu jest skupionych wyłącznie na sobie, na swoim zdrowiu. Zresztą, jako główny motyw korzystania z ośrodków spa i wellness, we wszystkich ankietach kuracjusze wymieniają -  zdrowie.

A motyw matrymonialny nie jest silny?

- Jako miejsce poznawania nowych osób, tak. Jednak ten element towarzyski jest bardzo silnie zaakcentowany w tradycyjnym systemie uzdrowiskowym. Jest on zakorzeniony, jest on stałym elementem i faktycznie bez niego sanatoria pozbawione byłyby smaczku.

- Natomiast w systemie komercyjnym, takim jak np. Malinowy Zdrój, w którym pracuję, element towarzyski prawie w ogóle nie istnieje. W systemie komercyjnym cel jest zupełne inny i jest nim zdrowie. Ludzie wydają określone środki na kilkutygodniowe pobyty, w zależności od rodzaju schorzeń, by powrócić do zdrowia. W związku z tym w systemie komercyjnym ten element towarzyski jest mało zauważalny.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje