Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

O jedną fantazję za daleko

Powieści erotyczne okupują pierwsze miejsca światowych list bestsellerów. Cudze fantazje mogą być początkiem niezwykłej wyprawy w świat intymnych doznań. Pod warunkiem że przestaniemy bezmyślnie kopiować gotowe schematy i bez lęku skomunikujemy się z własnymi pragnieniami. Jak marzyć, by się nie sparzyć

Oto piękna Natalie, zmęczona pasmem zawodowych sukcesów, wyjeżdża na weekend do kurortu, gdzie praktykowany jest sadomasochizm w luksusowym otoczeniu. Tam poznaje Simona, który zawsze dostaje to, czego chce. Teraz chce Natalie. Poznajcie Ellen, która jest z Hyper. Do czasu, aż spotyka Irinę, która chodzi z Oskarem. Potem następuje erotyczny zawrót głowy. Każdy jest z każdym i ten namiętny kwartet seksualny wydaje się upojną zapowiedzią rozkosznej przyszłości. Gdyby tylko wszyscy w tym gronie byli równie szczerzy, co bezpruderyjni. Czas na śliczną Elle. Pragnie mieć wszystko pod kontrolą. Funduje sobie seksualne przygody, programowo stroniąc od bliskości. Po spotkaniu tajemniczego uwodziciela musi jednak zmienić swoje priorytety. Nic już nie będzie po jej myśli, ale ona właśnie tego chce! 

Reklama

Forum: Hormony szaleją, a on śpi ~ angiella

Natalie, Ellen, Irina i Elle - wszystkie te kobiety coś łączy. To heroiny współczesnych powieści erotycznych, które przeżywają prawdziwy renesans na rynku medialnym. Wydawnictwa tworzą specjalne serie, a księgarnie wyodrębniają działy z książkami dla dorosłych. Za sukcesem literatury erotycznej prawdopodobnie stoi znudzenie kulturą obrazkową, która spłyca wyobraźnię, podsuwając gotowce do przeżywania. Natomiast przestrzeń między słowami jest idealnym polem do wypełnienia indywidualną treścią.

A wszystko zaczęło się od debiutu pisarskiego angielskiej blogerki E L James. Jej "Pięćdziesiąt twarzy Greya" sprzedało się w ponad 50 mln egzemplarzy na całym świecie. Więcej niż książek o przygodach Harry’ego Pottera! To jednak nie żadne czary, ale sprawny marketing, który trafił w potrzeby kobiet niezależnie od miejsca ich zamieszkania, statusu intelektualnego czy wykształcenia. Okazuje się, że po pikantne książki sięgają również te kobiety, które na co dzień niczego nie czytają. Tak jak Kamila.

- Wreszcie ktoś pomyślał o nas. Nie wszystkie marzymy o tym, żeby być króliczkiem "Playboya" i przechadzać się z tacą, służąc mężczyznom - wyznaje atrakcyjna, 33-letnia menedżerka w firmie farmaceutycznej, matka dwójki dzieci. - Uważam, że popkultura jest zdominowana przez męskie fantazje. Musimy być jak najbardziej seksowne i uwodzicielskie, a przecież my również mamy swoje zachcianki! Chcę czegoś więcej niż nagich klat chippendalesów na wieczorze panieńskim kuzynki! Dlatego namiętnie kupuję e-booki. Mogę z nich korzystać nawet w zatłoczonym metrze, nie bojąc się, że okładka mnie zdradzi.

Forum: Wiosna. Moje libido w szczytowej formie, a on odmawia ~ angiellla

Wstydzisz się, że czytasz porno dla mamusiek? - pytam. Na to określenie od razu się oburza: - Tę nazwę na pewno wymyślił jakiś wiecznie zmęczony tatusiek. Ktoś w rodzaju mojego męża. Ryzykuję, zadając intymne pytanie: - Często się kochacie? Ale Kamila odpowiada bez skrępowania: - Dostatecznie często, żeby nie zapomnieć, jak to się robi, i dostatecznie rzadko, by coś z tego zapamiętać. Milknie na moment, a potem dodaje: - Problem w tym, że mój ślubny ma tylko jedną drogę do orgazmu. W dodatku najczęściej pokonuje ją na skróty. Walczyłam z tym, ale niczego nie wskórałam. Na szczęście posiada inne zalety: mogę na nim polegać, jest czuły i bardzo pomaga mi w prowadzeniu domu.

- Czytając o bujnym życiu erotycznym, kompensujesz sobie to, czego nie masz? - Być może, ale czy jest w tym coś złego? Relaksuję się, odpływam w krainę idealnych kochanków i marzę... Wygląda na to, że Kamila to współczesna wersja rozważnej i romantycznej libertynki. Czuje się kobietą wyzwoloną aż do granic perwersji, jednocześnie mało aktywną seksualnie. I chyba nie widzi w tym nic sprzecznego.

Pięćdziesiąt twarzy perwersjonistki

Współczesne erotyczne wyroby literaturopodobne są tworzone nie po to, by rozkoszować się erudycją i stylem autora, ale by doznawać przyjemności fantazjowania. Kobiety czytają, by marzyć, a nie by zdobyć instrukcję. Powieść erotyczna jest rodzajem silikonu dla wyobraźni sformatowanej do rozmiaru bezpłciowej agendy z zapisem służbowych spotkań i obowiązków domowych. I dobrze!

Wyobraźnia erotyczna to część naszej kreatywności. Seksualne fantazje niosą z sobą olbrzymi potencjał twórczy. Wyzwalają nowe pokłady energii i radości życia. Ośmielają. Marząc, czujemy się swobodniejsze i pewniejsze siebie.

Katarzyna jest 45-letnią księgową i miłośniczką powieści z pieprzykiem. - Myślałam, że wszystko, co najlepsze w seksie, mam już za sobą, ale nagle rok temu odkryłam, że najbardziej mnie kręcą hardcore’owe historie sadomasochistyczne. Ze wstydem przyznaję: miewam fantazję, że jestem gwałcona lub poniewierana przez partnera. A nawet wielu agresywnych typów. To dziwne, bo teraz jestem w poważnym związku z mężczyzną, z którym mam co prawda średnio udany seks, za to poprzedzony wspaniałymi, delikatnymi pieszczotami i kojącymi pocałunkami. Potrzebuję tej czułości, ale jednocześnie chyba pragnę ultraniebezpiecznych podniet. Co mam robić? Namówić go na seks z wiązaniem czy podduszaniem?! Na widok mojego misia z pejczem prędzej umarłabym ze śmiechu, niż się podnieciła. Ale dlaczego nie mogę przestać myśleć o tych ohydnych przygodach? Coś ze mną jest nie tak? - niepokoi się.

Fantazje rządzą się swoimi prawami. Nie ma sensu ich cenzurować, tłumić czy mieć z tego powodu poczucie winy albo samoobrzydzenia. Lepiej pozwolić, by się spontanicznie pojawiały i odpływały. Nie wszystko, co nas podnieca, domaga się realizacji. Badania seksuologów pokazują, że około 12 proc. kobiet miewa fantazje sadomasochistyczne. Większość z nich nigdy nie zostaje wcielona w życie. Niektóre osoby decydują się na eksperyment, ale okazuje się, że doświadczają przy tym więcej strachu i niepewności niż radości i nigdy go nie powtarzają.

To, że coś sobie wyobrażamy, nie oznacza, że właśnie tego pragniemy na jawie. Już same wizje ekstremalnych doznań są elementem ich spełnienia. To bezpieczne przeżywanie niebezpiecznych wyzwań. Kontrolowane doświadczanie totalnego braku kontroli.

Powieści erotyczne często bazują na zakazanych pragnieniach. To zresztą jest ich wielka zaleta. Uświadamiają kobietom, że także te najbardziej mroczne, "nienormalne" czy "zboczone" fantazje są zdrową częścią seksualności. Nawet kiepskiej jakości książkowe historie erotycznych spotkań mogą być pełnowartościowym źródłem inspiracji. Odkrywamy dzięki nim nowe wcielenia, które urozmaicają i ożywiają nasze intymne kontakty. Można je stopniowo wprowadzać w życie, co wyeliminuje zdziwienie czy szok u partnera. Na przykład kajdanek użyjmy najpierw w niewinnej zabawie, która z czasem może stawać się coraz mroczniejsza.

W erotyce jak na wojnie - wszystkie chwyty są dozwolone. Pod warunkiem że nikt nie jest do niczego przymuszany. Niektórym kobietom trudno jednak zaakceptować fakt, że najwięcej radości przynosi im na przykład rola seksualnej niewolnicy. A przecież idea partnerstwa w związku wcale nie kłóci się z seksfantazjami o męskiej dominacji. Asertywna kobieta ma prawo być uległa, jeśli sprawia jej to przyjemność. To właśnie świadczy o jej niezależności i sile. Musi tylko znaleźć mężczyznę, który będzie dla niej zarówno czułym partnerem, jak i macho eskortującym w świat dwuznacznych przyjemności. Być może dlatego wiele kobiet nie wyjawia swoich prawdziwych pragnień i zachowuje je tylko dla siebie. Woli ucieczkę w marzenia, dzięki niej unika rodzinnych kłopotów. To, niestety, najprostsza droga do tego, żeby zablokować swoje zmysłowe potrzeby i uzależnić się od fantazjowania. A wtedy dopiero pojawią się całkiem realne problemy.

Ściąga z seksu

Czterdziestoletnia stomatolożka Alicja z trudem przyznaje, że spędza więcej czasu z nosem w tablecie niż z mężem. Woli podglądać bohaterów pornopowieści, niż kochać się z facetem, z którym tworzy superzwiązek. - Nic na to nie poradzę, ale każdą próbę zbliżenia ze strony męża odbieram jak nędzną podróbkę prawdziwych namiętności. Jego uwodzenie to nie żadne uwodzenie. Takie to jest oczywiste, banalne i byle jakie. Bez ognia! Nie potrafi uwodzić, prawić wyszukanych komplementów. Odpowiednio miksować czułych słówek i świntuszyć.

- Kocham go, ale kompletnie mnie nie podnieca kojący seks małżeński. Amerykanie mówią o nim "waniliowy". Nie mam żalu, że mój mąż nie ma wyobraźni pisarza, ale niech nie oczekuje, że jak mnie dotknie, to rozpadnę się ze szczęścia na tysiąc kawałków. Dopiero w książkach zobaczyłam, ile może się dziać między kobietą a mężczyzną.

Rzeczywiście, jeżeli zbyt dużo czasu spędzamy w sztucznym świecie hiperromantycznych związków i fantastycznych uwodzicieli, możemy mieć problemy z poruszaniem się w realnym. Gdy jesteśmy samotne, trudniej nam nawiązać nową znajomość, nie potrafimy stopniowo, w wyciszeniu budować uczuciowej więzi. Możemy wikłać się w krótkotrwałe historie, oparte wyłącznie na wspólnocie ostrych seksualnych temperamentów. Chyba że właśnie tego chcemy. Jeżeli już jesteśmy z kimś, pojawia się błędne koło.

Im więcej czytamy fantastyki erotycznej, tym mniej ciekawe wydaje się nam małżeństwo, tym bardziej jesteśmy znudzone mężem i tym częściej uciekamy w marzenia. W uzależnieniu od fikcyjnej erotyki pojawia się niebezpieczeństwo traktowania intymności jako sportu wyczynowego albo filmu z pogranicza kostiumowego romansu i horroru. Znika wrażliwość na dotyk bliskiej osoby. Dotyk fizyczny, ale też emocjonalny.

Amerykańska psycholożka kliniczna, doktor Lisa Firestone, analizując na łamach miesięcznika "Psychology Today" światowy fenomen "Pięćdziesięciu twarzy Greya", stwierdziła, że erotyka traci swój intymny, niepowtarzalny i unikatowy wymiar. Masowo ulegamy zbiorowym fantazjom, ściągamy gotowe klisze seksualnych gier i zabaw. Wierzymy, że kopiowanie takich eksperymentów pomoże nam w walce z małżeńską rutyną i będzie drogą do odkrycia nowego intymnego szczęścia. Kobiety uważnie i świadomie pracują nad budowaniem relacji. Starają się utrzymać bliskość emocjonalną w związkach z długim stażem, ale często zapominają o fizycznym wymiarze bycia razem.

Fantazje prowokowane przez literaturę czy filmy mogą zachęcać do zaglądania w głąb własnej niepowtarzalnej seksualności, ale nie powinny dla nas stanowić gotowców do przeżywania. Budując bliskość, nie koncentrujmy się tylko na dodawaniu wrażeń, lecz zadbajmy też o prawdziwe spotkanie dwojga indywidualności, jakimi jesteśmy. Dobrze jest wprowadzać ukochanego w świat swoich fantazji, choć początkowo bywa to zawstydzające. Pozwala jednak nie tylko zabawić się, zrelaksować, ale i nacieszyć sobą na innym, głębszym poziomie.

Jak więc połączyć miłość do literatury erotycznej z utrzymaniem intensywnego i szczerego związku? Może czytać takie książki we dwoje, na głos, z podziałem na role? Śmiech z kiczowatych powieści i wcielanie się w miłośników megapożądania to dobry początek, by z czasem uwolnić własne, unikatowe, oryginalne i niepodrabiane fantazje. 

Zyta Rudzka

Pani 6/2013

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje