Przejdź na stronę główną Interia.pl

Katarzyna Bosacka: Algi na fali

Wodorosty, chcąc nie chcąc, jemy wszyscy. Nie wierzycie?

Można mówić o nich: trawa z morza, algi, sałata morska, wodne spaghetti, ale najlepsze określenie to "wodorosty".

Reklama

Najwięcej jadają ich Azjaci, zwłaszcza Japończycy, Chińczycy i Koreańczycy. W Europie ich znikome ilości spożywają Skandynawowie i mieszkańcy Wysp Brytyjskich.

Wodorosty rozwijają się w słonej wodzie morskiej, czerpiąc z niej składniki odżywcze, ale do ich wzrostu potrzebne jest też światło słoneczne. Ta kombinacja sprawia, że są pokarmem bardzo wartościowym. Spośród 10 tys. gatunków co najmniej kilkadziesiąt jest jadalnych.

Nori to chyba najpopularniejsze wodorosty na świecie, należą do grupy krasnorostów z najbardziej znaną szkarłatnicą delikatną. W Japonii używa się ich głównie do sushi, zwłaszcza do różnego rodzaju maki. Wyławia się je, suszy, prasuje, a potem formuje w arkusze. W Walii wykłada się nimi formy, w których piecze się tradycyjny chleb.

Kombu (listownica japońska) oraz wakame (undaria pierzastodzielna) to wodorosty brązowe. W kuchni japońskiej tak popularne jak u nas ziemniaki. W niewielkich ilościach jadane są też przez Irlandczyków, Skandynawów czy Australijczyków. Japończycy dodają je do zupy miso, sałatek, tofu.

Za to chrząstnicę kędzierzawą, zwaną inaczej mchem irlandzkim, jadamy wszyscy, bo jest surowcem do produkcji jednego z najpopularniejszych zagęstników spożywczych E 407, czyli karagenu, który jest tak plastyczny, że świetnie udaje w produkcie tłuszcz czy skrobię.

Dodaje się go powszechnie do dżemów, galaretek, wędlin, napojów mlecznych, keczupu, sosów majonezowych, wyrobów garmażeryjnych, ciast, konserw, a nawet piwa - jego lekki rybi zapach zanika podczas pasteryzacji.

Agar-agar (E 406) - roślinny odpowiednik odzwierzęcej żelatyny - też pozyskuje się z wodorostów. Znajdziemy go w galaretkach, deserach, słodyczach.

Chlorellę - glon z grupy zielenic - i spirulinę (handlowa nazwa sinic) kupimy dziś w każdej aptece i większej drogerii. To one, najczęściej w formie proszku, zalegają półki z suplementami diety. Polecane są niemal na wszystko - od anemii po nowotwory. Tylko czy glony rzeczywiście są takie zdrowe?

Z pewnością środowisko, w którym żyją, powoduje, że jak gąbka chłoną składniki odżywcze. Mają mało tłuszczu, dużo białka i więcej wapnia oraz żelaza niż rośliny lądowe, a dwie łyżki suszonego kombu to więcej wapnia niż szklanka mleka. Podobna porcja alg dulse ma więcej żelaza niż 100 g polędwicy wołowej (choć jest to żelazo gorzej przyswajalne).

Wiele wodorostów - podobnie jak jaja czy warzywa strączkowe - ma dużo niezbędnych aminokwasów. W algach znajdziemy też jod potrzebny do prawidłowego funkcjonowania tarczycy, witaminy A, C, E i rzadko występującą w produktach roślinnych "zwierzęcą" witaminę B12 (to ważne dla wegetarian).

Do tego błonnik (alginiany, karaginiany i agar), który nie ulega trawieniu, dając szybko uczucie sytości. Wiele mówi się o tym, że niektóre polisacharydy w wodorostach brązowych, jak kombu i wakame, mogą mieć właściwości przeciwnowotworowe. Przeciwutleniacze zawarte w chlorelli, spirulinie czy ecklonii mogą wspomagać leczenie chorób serca i otyłości. Ale wciąż jest zbyt mało badań dokumentujących działanie alg na zdrowie człowieka.

A smak? No cóż... woda w gębie.

 Jak i z czym najlepiej je jeść?

Wodorosty można jeść na surowo oraz jako dodatek do potraw. Są doskonałym składnikiem zup, sosów, gulaszu, bigosu, pasztetu, duszonych warzyw, ryżu, kasz czy deserów. Można je dodawać również do kanapek zamiast sałaty. Do najczęściej spożywanych oraz najbardziej wartościowych glonów należą: wakame, kombu, nori, dulse, hiziki, arame, mech irlandzki oraz agar-agar.

Zobacz także:

 PANI 6/2016

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje