Reklama

Reklama

Dawaj siły, dawaj nadzieję, nie płacz razem z chorym

- Chory ma prawo wykrzyczeć swój ból i smutek, pozwólmy mu na to. W jego przypadku nie ma przestrzeni na empatię, to my musimy być empatyczni - mówi psychoterapeutka Joanna Perun. Rzecz o tym, jak powinniśmy rozmawiać z pacjentami onkologicznymi, i jak faktycznie możemy ich wesprzeć w trudnym czasie choroby.

Monika Szubrycht, Styl.pl: Moja przyjaciółka ma raka. Jak mam z nią rozmawiać, żeby ją wesprzeć?  

Reklama

Joanna Perun: Mogę pani dawać ścisłe wskazówki, jako psychoterapeuta interwencyjny, kryzysowy. To jest ważne, bo obejmuje pracę z pacjentem w kryzysie i pracę z rodziną, którą dopadł kryzys. Poważna choroba, a choroba nowotworowa w szczególności, to jest samotna podróż. Z bliskimi, czy ze znajomymi rozmawiamy o sposobach leczenia, natomiast pomijamy, że kryją się za tym wewnętrzne przeżycia pacjentów, całe ich emocje. Pierwsza rzecz, jaka dotyka pacjentów onkologicznych, a to będzie się wiązało z naszym stosunkiem do nich, jest strach. Potwornie się boją, że będą zdefiniowani przez chorobę jako osobna kategoria ludzi - ludzi niewidzialnych. Przestaną jakby istnieć, bo nie każdy im spojrzy w oczy. 

- Sama jestem pacjentką poonkologiczną, więc jest mi o tyle prościej odpowiedzieć na takie pytania, że mówię też o własnych doświadczeniach, a nie o tym, co przeczytałam w książce. Oprócz tego, nie wiedząc, że jestem chora, pracowałam z pacjentami onkologicznymi w Unicorze - polsko-amerykańskim centrum wspierania onkologii. Zajmowałam się stroną dietetyczną, ale przede wszystkim pracowałam nad tym, żeby zbodźcować pacjentów do życia. Chorzy bali się, że ludzie nie będą umieli się z nimi nawet przywitać. I powiem, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, że gdy dostałam diagnozę - a pracowałam wtedy też na klinice psychiatrii, że ludzie: psychiatrzy, psychologowie, terapeuci - nie umieli ze mną rozmawiać. Uciekali wzrokiem, nie podawali ręki. Powiedziałam więc, że przecież się ode mnie nie zarażą. Był to dla mnie cios. Odeszłam potem z kliniki, nie umiałam sobie poradzić z tym, że nie dostałam od nich żadnego wsparcia. Zachorowałam w listopadzie, a w grudniu nie poproszono mnie już na wigilię oddziałową. Wykluczyli mnie. Myślę, że to był dla mnie jeden z wielkich wstrząsów, który zmotywował mnie do walki. Mówiąc brzydko, w myślach pokazałam im środkowy palec. Inaczej nie potrafiłam się obronić.  

Dlaczego tak trudno jest rozmawiać z osobami, które są w leczeniu onkologicznym?   

- Myślę, że jesteśmy terapeutami, psychologami, psychiatrami, bazujemy na teorii, natomiast nie bazujemy na praktyce. Bo w praktyce mamy książkowe przykłady, ale kiedy dopada nas to personalnie, czy towarzysko, wiedza kompletnie wyparowuje. Co jest najważniejsze, jak rozmawiać z taką osobą? Przede wszystkim pokazać jej, że nie jest niewidzialna, że dalej jest normalnym członkiem czy zespołu w pracy, czy dalej jest moją kochaną przyjaciółką, przyjacielem. Nic się nie zmieniło poza tym, że dodatkowo przyszła choroba i w związku z tym będziemy musieli te kontakty troszeczkę przeprofilować. Kiedy rozmawiamy z bliskim chorym, musimy sobie zdawać sprawę, że nasi rozmówcy czują ogromną stratę - mam poczucie straty, bo tracę obraz własnego ciała. Mogę mieć amputowaną pierś, wycinaną tarczycę itd., więc moja podatność na zranienie wzrasta. Musimy zdawać sobie sprawę, zanim zaczniemy rozmawiać, że mogą mieć w sobie strasznie dużo gniewu, czują się zagrożeni, bo są bezradni. Niestety, w dzisiejszej polskiej służbie zdrowia, przy braku dotacji na onkologię, czują jeszcze większą bezsilność.  

- Mają poczucie, że inni doprowadzają ich do szału. Dlaczego? Bo inni żyją, a oni nagle zatrzymują się. Nie mogą przestać myśleć o tym, czego mogli uniknąć, czyli o przeszłości, która doprowadziła ich de facto do teraźniejszości. Generalnie są wściekli na raka, a my w tym wszystkim musimy, a raczej chcemy się jeszcze z nimi porozumieć. Są pewne centralne punkty, które mogą być takimi wskazówkami, jak rozmawiać. Pierwszy z nich to po prostu - bądź. Bądź  z osobą chorą, bo to jest dla niej bardzo trudny czas. Nie można zostawić jej samej. Powiedz: "Słuchaj, wiem, że teraz się opędzasz od takich jak ja, że każdy chce wiedzieć, jak się czujesz, ale pozwól, że od czasu do czasu zrobię 'puk, puk' - sprawdzam, skontroluję jak się czujesz".  

- Musimy wyjść z martyrologii, nie możemy rozmawiać z pacjentem, jakby on właśnie umierał. Nie. Rozmawiamy z nim w momencie, kiedy jest bardzo chory, ale ani on, ani my, ani nikt nie wie, kiedy umrze.   

Moja przyjaciółka jest bardzo waleczna, potrafi tryskać czarnym humorem albo ironią mówiąc: "O, dzwonisz do mnie częściej, bo mam raka!"  

- Stosuje jeden z mechanizmów obronnych. Wyparcie. Wyparcie, tłumienie, mówienie, że się nie boję, żartuję, wymieniam tego raka, jakby był moim sąsiadem. Jedne z mechanizmów obronnych jest taki - nie dać się.   

- Bądź, nawet milcząc. Ważne, żeby nawet, kiedy nas odpycha, stosuje mechanizm wyparcia czy racjonalizacji, powiedzieć: "Dobrze, w porządku, ja sobie z tobą pomilczę". Jak już jesteś to pytaj. Zapytaj: "Jak ci pomóc?", bo tylko ona wie, czego potrzebuje, my - nie. Pytaj wprost: "Trzeba ci pójść po leki? Opatrunki? Potrzebujesz konkretnej rzeczy? Nie. OK. Ale pamiętaj, że jestem". Jeżeli ktoś uważa, że jesteśmy egzaltowani, szczodrzy i chętni do pomocy, powiedzmy wprost: "Jakbyś złamała nogę, też bym o to zapytała. Jakby ci wycięli ósemkę - też, więc nie rób ze swojego raka jakiegoś demona". Wtedy przechodzi się na inną płaszczyznę. Trzymanie za rękę i patrzenie w oczy może spowodować tylko to, że chory się wkurzy.  

- Kolejny punkt - oferuj pomoc. Ważne, żeby sprawdzić, czy chory jej chce, bo jeżeli ktoś oferuje pomoc i słyszy: "nie, nie, dam sobie radę" a my napieramy, że może jednak, i tak kilka razy, to wtedy ta osoba może powiedzieć: "Nie rób ze mnie niedorajdy". Dla chorych trudne jest proszenie o pomoc, jak i trudne jest zmierzyć się z tym, że nagle wszyscy chcą pomóc. Gdy zobaczymy, że przyjaciel nie umie prosić, to przejmijmy inicjatywę, dzwońmy, oferujmy gotowość i wsparcie. A jeżeli opędza się od nas, przyjmijmy to i powiedzmy: "Dobrze, cieszę się, że dobrze się czujesz, że możesz to ogarnąć sama".   

- Czwartym punktem jest szczerość. Bądź szczery. Dostawałam furii, jak ktoś mówił: "wiem co czujesz". Myślałam sobie, przepraszam za słowa,: "gówno wiesz, co czuję". Nawet ja, która przeszłam nowotwór 10 lat temu, nie wiem już, co czuje osoba teraz, ponieważ wtedy nie byłam przytłoczona pandemią, nie byłam przytłoczona aż takim deficytem w służbie zdrowia, jaki jest w tej chwili, w związku z tym, wtedy miałam inne lęki, teraz są inne.  

A gdy zapyta, czy będzie dobrze?  

- Zapyta, bo to jest kolejny mechanizm obronny. Może usłyszy, cudowną wieść, że na pewno będzie dobrze. Tymczasem my tego nie wiemy. Jeśli chcemy być szczerzy, powiedzmy: "Słuchaj, z tego co wiem, to są przypadki, że ludzie potrafią i z gorszego bagna wyjść. Miejmy nadzieję, że tobie też się uda".

O tym, jak rozmawiać z chorym na nowotwór, czytaj na następnej stronie >>>

Dowiedz się więcej na temat: rak | jak pomóc choremu | chory

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje