Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bosacka: Rosół czy bulion?

​Stawia na nogi przeziębionych, podnosi z kolan skonanych. Klarowny bohater świątecznego obiadu. Mistrz puszczania oczek.

O tym, że zrobienie dobrego rosołu jest sztuką, wie każdy, kto kiedykolwiek go gotował. W dobie zupek w pięć minut i wywarów instant domowy rosół pozostaje symbolem domowego ogniska. Tylko jak przygotować go bez chemicznych "dopalaczy"? Wrzucić prawdziwą czy sztuczną kostkę? Czy Maggi doda mu magii?

Reklama

Ciepły rosół łagodzi objawy grypy, odblokowuje górne drogi oddechowe, obniża ciśnienie krwi. Rozgrzewa i uspokaja. Wpływa na ruchliwość krwinek białych odpowiedzialnych za odporność, zmniejsza stan zapalny w organizmie. Para z gorącej zupy nawilża śluzówki w nosie, łagodzi katar oraz kaszel, a zawarty w zupie tłuszcz i wywary ziołowe działają jak balsam na podrażnione gardło. Nie na darmo rosół nazywany jest płynną aspiryną.

Wbrew powszechnym opiniom ugotowany na chudym mięsie czy drobiu bez skóry syci, ale nie jest bardzo kaloryczny. Szklanka płynu zawiera tylko 72 kcal. Taka sama ilość żurku z ziemniakami to aż 320 kcal. Bardziej kaloryczny jest dodawany do rosołu makaron.

Jędrne korzenie marchewki, bulwa selera, zielony por... Dzięki warzywom rosół nie tylko będzie aromatyczny. Przenikną też do niego cenne składniki odżywcze. Z marchwi - węglowodany, białko, karotenoidy, wapń, żelazo i miedź.

Por odda wapń i fosfor, a seler pobudzi wydzielanie kwasów trawiennych. Z pietruszki otrzymamy mnóstwo prowitaminy A i żelaza. Sekretem smaku domowego rosołu jest też cebula. Trzeba ją mocno opalić nad gazem, co nada zupie kolor i doda jej intensywniejszego smaku.

Porcja rosołowa powinna składać się z mięsa raczej twardego, ze ścięgien i kości, które zawierają dużo białka i kolagenu. Takie mięso będzie powoli uwalniało smak. Na rosole często pojawia się piana - ścięte białko gotującego się mięsa. Gotowanie na małym ogniu zapobiega nadmiernemu ścinaniu się białka, dzięki czemu zupa będzie bardziej klarowna. Wołowinę warto włożyć do zimnej wody, a drób na wrzątek.

Nie ma rosołu bez przypraw, czyli ziela angielskiego, liści laurowych i lubczyku, który nie tylko pięknie pachnie i smakuje, ale też przez wieki stosowany był w dolegliwościach układu moczowego, pokarmowego i oddechowego. Można kupić lubczyk suszony lub - co trudniejsze - świeży. Mało kto wie, że jest on naturalnym pierwowzorem znanej przyprawy rosołowej.

W 1886 r. na sklepowych półkach w Szwajcarii pojawiły się buteleczki z przyprawą do zup. Wyprodukował ją Julius Maggi i to właśnie od jego nazwiska powstała nazwa przyprawy na bazie lubczyku ogrodowego, która podbiła europejskie stoły. Dziś lubczyku próżno można szukać w tego typu przyprawach, mamy za to morze smakowitej chemii i sztuczne aromaty.


W sklepowych kostkach rosołowych mieszka głównie... sól. Niezależnie od tego, czy nazywają się rosołowe, czy bulionetki, składają się w co najmniej 50 proc. z soli, 10 proc. to tłuszcze zwierzęce i roślinne - najczęściej te najbardziej niezdrowe, czyli utwardzane, które zatykają żyły i przyczyniają się do chorób serca.

A 37 do 40 proc. to chemiczne substancje wzmacniające smak i zapach oraz konserwanty. Mięso, warzywa, przyprawy to - w porywach! - 3 proc., tyle co kogut nagdakał. A koszt kostek? Od 32 do 50 zł za kilogram.

Policzmy: ciut suszonych warzyw, najtańszy palmowy tłuszcz roślinny utwardzany, glutaminian sodu i morze soli, w sumie - najwyżej kilka złotych za kilogram. To dlaczego tak słono za nie płacimy, także naszym zdrowiem?



Domowe kluseczki na szybko

Zamiast makaronu można przygotować kluski lane. Szybkie i proste do zrobienia. Wystarczą jajka i mąka. Dwa jajka wbijamy do miseczki. Dodajemy 4 łyżki mąki. Mieszamy do uzyskania w miarę gładkiej masy. Jeśli będzie za gęsta, dolewamy odrobinę wody i ponownie mieszamy. Wlewamy na gotujący się rosół. Kluski lane mają 93 kcal w 100 g, makaron dwujajeczny ugotowany to 125 kcal w 100 g.

Katarzyna Bosacka

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje