Reklama

Reklama

Kłóć się, ale z głową!

Kłótnia to normalny element każdego związku. Z reguły kłócimy się o sprawy błahe, jednak w ferworze sporu nie panujemy nad emocjami, raniąc partnera bezlitośnie. Skutek może być - dosłownie i w przenośni - opłakany. Jest jednak na to sposób - wystarczy kłócić się mądrze!

Ola i Mariusz są narzeczeństwem, mieszkają razem od dwóch lat, pobierają się we wrześniu. Tworzą udany związek, spędzają ze sobą mnóstwo czasu, wiedzą, że mogą na siebie nawzajem liczyć. Jednak od czasu do czasu sielankę zakłóca prawdziwa burza.

Reklama

- Zaczyna się niewinnie, od jakiejś głupoty - mówi Ola (27 l.), która pracuje na poczcie - Od mało słonej (zdaniem Mariusza) zupy, od niedokładnie poodkurzanego dywanu, niepozmywanych po kolacji szklanek, za które wzięłam się dopiero następnego dnia. Oczywiście, podzieliliśmy się obowiązkami domowymi - Mariusz robi zakupy, w wolnym dniu gotuje, do moich zadań należy utrzymanie porządku. Sęk jednak w tym, że mój narzeczony nie miał radosnego dzieciństwa. Rodzice, zamiast zająć się dziećmi, często woleli towarzystwo alkoholu, więc normalnym dla niego widokiem był bałagan panujący w domu. Jeszcze gdy nie mieszkaliśmy razem Mariusz zwierzał mi się, że największym jego marzeniem jest stworzenie rodziny, która mieszkać będzie w czystym, pełnym ciepła domu. Bardzo mi się wtedy spodobało to, co powiedział. Jednak nie miałam pojęcia, że on ma obsesję na punkcie czystości.

Zaczęło się od zlewu - po zmyciu wszystkich naczyń narzeczony poprosił Olę, by wytarła zlew suchą szmatką, gdyż krople wody wyglądają nieestetycznie. Na drugi raz o tym zapomniała, a że Mariusz miał ciężki okres w pracy, wziął do ręki ściereczkę i mruknął coś pod adresem gospodarności Oli. Dziewczyna też miała kiepski nastrój, więc podniosła głos i wtedy... zaczęło się! Wypominanie dawnych błędów, różnic środowiskowych, jakie są między narzeczeństwem, uogólnienia, przedwczesne sądy. Oboje wpadli w błędny krąg, z którego nie potrafili się wyzwolić. Emocje były tak silne, że cały spór miał niewesoły finał.

- Ola wypomniała mi, że pochodzę z rodziny, w której kiedyś niedobrze się działo - mówi Mariusz (28 l.), administrator sieci - To było dla mnie bardzo bolesne! Bo przecież to nie była moja wina, że ona zareagowała tak gwałtownie! Wcześniej podzieliliśmy się obowiązkami, ja swoje wykonuję perfekcyjnie, chociaż często muszę dłużej zostać w pracy. Poza tym, już raz ją poprosiłem o wycieranie zlewu, ale widocznie woli obejrzeć odcinek ulubionego serialu niż zadbać o czystość. Pogodziliśmy się po godzinie milczenia, to Ola pierwsza wyciągnęła dłoń. Jednak takie spory zdarzają się nam coraz częściej...

Każdy z nas wie, że spory o drobnostki są w stanie popsuć nastrój między najbardziej nawet zgodnymi partnerami. Dlaczego? Powodów jest kilka. Zwykle podczas kłótni nie zdajemy sobie sprawy, że dla większości problemów można znaleźć więcej niż jedno rozwiązanie. Dlatego tak często upieramy się przy swoim pomyśle, nie przyjmując do świadomości rozwiązania, które proponuje nam druga osoba. Dlatego warto wypracować alternatywę, która okaże się do przyjęcia dla dwojga.

Do obowiązków Mariusza należą zakupy. Nie jest to zajęcie czasochłonne - chłopak robi je przeważnie raz na dwa dni, wystarczy podjechać pod supermarket i wrzucić do koszyka produkty z listy przygotowanej przez Olę. Drugiemu ze swoich obowiązków - gotowaniu - Mariusz poświęca się w dni wolne - soboty i niedziele.

Na barkach Oli spoczywa więc gotowanie w pozostałe dni tygodnia i dokładne sprzątanie dużego, trzypokojowego mieszkania - niełatwo perfekcyjnie wykonać te zadania, zwłaszcza, gdy uwzględni się fakt, że dziewczyna pracuje na pełny etat. Już na pierwszy rzut oka widać, że obowiązki zostały nierówno podzielone. Zamiast więc kłócić się, warto wcześniej poprosić o pomoc, zasygnalizować partnerowi, że mamy za dużo na głowie.

Kolejny błąd, jaki zwykle popełniamy to prowadzenie sporów w najmniej odpowiednich momentach. Jeśli Mariusz i Ola mieli kiepski dzień w pracy powinni zdecydowanie odłożyć rozmowę na inną okazję. Zanim podejmiemy rozmowę, powinniśmy uwzględnić nasz aktualny stan i stan naszego rozmówcy. Zastanówmy się, czy warto podejmować rozmowę właśnie teraz, gdy oboje jesteśmy zmęczeni po pracy.

Jeśli jednak nie możemy odłożyć sprzeczki, warto zadać sobie trud, by pozostać rzeczowym i pilnować, by do naszych słów nie wtargnęły emocje. Aby to osiągnąć, pozwól partnerowi wypowiedzieć się. Słuchaj uważnie tego, co mówi, a nie układaj sobie w myślach równocześnie tego, co masz przeciw niemu i sposobu, w jaki zbijesz jego argumenty. Gdy zauważysz, że wasza kłótnia kręci się w kółko, uzgodnij ze swym partnerem przerwę, która może trwać nawet kilka dni. To nie oznacza jednak, że wasza rozmowa jest zakończona! Po prostu czasem warto powrócić do tematu wtedy, gdy emocje już opadną.

Jednak najgorszym błędem, jaki popełniają kłócące się strony jest zawsze wypominanie dawnych wydarzeń i postaw. Nieważne, czy mają one jakiś związek z obecnymi wydarzeniami, wypominanie zawsze wywoła ból. O tej zasadzie zapomniała Ola, dlatego wypomniała Mariuszowi przeszłość, na którą - jako ówczesne dziecko - nie miał zresztą wpływu.

Chłopak czuł się głęboko urażony i choć narzeczeni w końcu się pogodzili, ślad bólu pozostał. Aby uniknąć tego błędu warto pilnować się i pozostać przy temacie. Zawsze odpychaj pokusę przywoływania dawnych wydarzeń jako broni w walce albo popełnionych przez partnera dawniej błędów, jako dowodów, że on "zawsze", a więc również dziś, jest w błędzie. W ten sposób unikniesz jałowego sporu.

Prawdopodobnie do podobnych sporów między Olą a Mariuszem dojdzie jeszcze nie raz. Owszem, dziewczyna przeprosiła narzeczonego, pierwsza wciągnęła rękę na zgodę. Jednak między parą nie doszło do szczerej rozmowy, wymiany poglądów, zaznaczenia problemu i próby jego rozwiązania, a jedynie do ostrej wymiany zdań. Prawdopodobnie, aby przerwać milczenie Ola zdusiła w sobie emocje, schowała swoje potrzeby głęboko do kieszeni i przyznała, że przyczyna sporu to całkowicie jej wina.

Jednakże to nie jest właściwe rozwiązanie. Naprawdę nie warto dopuścić do spiętrzenia w sobie agresji. Dlatego sprawdź, skąd wzięły się w tobie te negatywne emocje i co je wywołało. Ustal, czy twój partner jest właściwym adresatem i czy nie szkoda go na to, by te emocje na nim wyładowywać.

Poza tym, nie próbuj ratować harmonii między wami poprzez przemilczenie własnych poglądów i rozczarowań oraz przez tłumienie lub ukrywanie problemów, które cię niepokoją, a dotyczą was obojga. Pamiętaj, że kto zamiata wszystko pod dywan, któregoś dnia nie będzie już mógł otworzyć drzwi. Dlatego też nie usiłuj wmanewrować swojego partnera w określoną rolę (np. oskarżonego), ale też broń się przed narzuceniem ci jakiejkolwiek roli (np. winnego) w prowadzonym sporze.

Stres, szybkie tempo życia, przerastające faktyczne możliwości oczekiwania w stosunku do partnera, wreszcie pochodzenie z całkiem odrębnych środowisk i domów- to wszystko może wywołać spór o najmniejszą nawet głupotę; niezmyty kubek, nieułożone równo w rządku buty, źle przyprawiony obiad.

Każdy z nas po zakończonym, pełnym złych emocji sporze zadaje sobie pewnie pytanie - czy warto było aż tak się pokłócić o drobiazg? Warto, ale tylko wtedy, gdy zrozumiemy, że podczas słownej żonglerki bardzo zraniliśmy i siebie i partnera. Teraz należy wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski, a w przyszłości kłócić się, ale tylko z głową, przestrzegając powyższych zasad. Tylko wtedy pomożesz sobie i swemu partnerowi zrozumieć lepiej siebie nawzajem oraz to, co was łączy.

Joanna Bielas

Dowiedz się więcej na temat: kłótnia | uczucia | związek | praca

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje