Reklama

Reklama

W pułapce frustracji

Żyjesz szybko, energicznie, nie ma dla ciebie zadań niemożliwych do wykonania, chętnie pomagasz innym? Dobrze się z tym czujesz? A może ciągle towarzyszy ci poczucie winy, że po raz kolejny wzięłaś na swoje barki za dużo?

"Kiedyś żyło się wolniej"- słyszysz z ust swoich rodziców. Faktycznie, dziś mamy na głowie masę spraw: praca, dom, rodzina, czasem dodatkowe zajęcia. A wszędzie trzeba się wykazać, być perfekcyjnym. W efekcie często bywa tak, że gdy ktoś poprosi cię o pomoc, natychmiast deklarujesz wsparcie.

Reklama

Chcesz przecież być postrzegana jako znakomity pracownik, koleżanka, żona, pani domu czy wreszcie matka. Potem, gdy zadanie zostanie wykonane, padasz ze zmęczenia i często przychodzi rozgoryczenie i smutna refleksja, że odbyło się to twoim kosztem. Chcesz uniknąć w przyszłości podobnych sytuacji, ale czy wiesz, jak nauczyć się pohamowywać swoją nadgorliwość?

Zawsze gdy ktoś prosi cię o pomoc poprawia ci się nastrój. Jesteś z siebie zadowolona, wydaje ci się, że jesteś niezastąpiona, bo bez ciebie zadanie nie zostałoby wykonane. Zapewne w swoim przekonaniu uchodzisz za osobę niezwykle zaradną, pracowitą i koleżeńską. Problem w tym, że spełnianie każdej prośby odbywa się twoim kosztem.

Zwykle więc tuż po obiecaniu pomocy przychodzi smutna refleksja, że obiecałaś coś, na co absolutnie nie masz ochoty, lub czasu i zobowiązałaś się wykonać zadanie, z którego nie ty zostaniesz rozliczona i... pochwalona. Następny stan, który towarzyszy ci w takiej sytuacji to poczucie, że znalazłaś się w pułapce, gdyż nie potrafisz już się wycofać ze złożonej obietnicy.

Wówczas też dostrzegasz, że zadanie, przy którym miałaś pomóc znacznie przerasta twoje możliwości i będziesz musiała poświęcić mu znacznie więcej czasu, niż ci się to na początku wydawało. Wtedy przychodzi żal i gniew, którym obdarzasz przede wszystkim siebie, bo uległaś namowom, a także osobę, której coś obiecałaś, bo zdajesz sobie sprawę, że zostałaś wykorzystana... Gdy frustracja już minie, a emocje nieco opadną przychodzi obietnica, że już nigdy nie dasz się wciągnąć w podobną grę i następnym razem na pewno się powstrzymasz. Ale po jakimś czasie znów ktoś prosi cię o pomoc, a ty... znów ulegasz namowom. Czy jest na to jakaś rada?

Przede wszystkim powinnaś zwolnić, dać sobie czas do namysłu. Zastanów się przez chwilę, czy porzucenie własnych spraw po to, by dogodzić innym nie wpłynie negatywnie na twoje własne zadania i potrzeby.

Aby osiągnąć ten stan, postaraj się każdego dnia znaleźć chwilę na refleksję na swój temat. Zastanów się, z czego jesteś zadowolona, a co cię smuci. Czy czujesz napięcie, wydaje ci się, że jesteś niedoskonałym pracownikiem? Jeśli tak właśnie się dzieje, zastanów się, na co masz teraz ochotę, co może sprawić ci radość? Po co takie pytania?

To proste - ulegając namowom innych i pomagając im zapominasz o swoich własnych potrzebach. Zgadzając się, pozornie poprawisz sobie nastrój - wydaje ci się, że jesteś niezastąpiona, stanowisz dla innych autorytet, skoro zwracają się do ciebie o pomoc. Twoja samoocena podnosi się. Potem jednak gwałtownie opada, bo czujesz, że znów zostałaś wykorzystana zbyt lekkomyślnie godząc się przynieść wsparcie.

A najlepszym sposobem na poprawę samooceny jest... przekonanie, że jesteśmy wyjątkowi i niezastąpieni gdy inni pracownicy czy domownicy proszą nas o pomoc. Aby uniknąć błędnego koła postaraj się każdego dnia znaleźć jakiś sposób, który poprawi ci nastrój na dłużej.

Może to być spacer, dzięki któremu nie tylko się dotlenisz i zaczerpniesz ruchu, ale jeszcze znajdziesz chwilę na rozważenie swoich spraw, zapisanie się na kurs angielskiego, lub na zajęcia, na których rozwiniesz swoje umiejętności, proste zabiegi w zaciszu domowej łazienki - nieważne jak, liczy się tylko to, byś w natłoku codziennych zajęć znalazła chwilę, po spędzeniu której poczujesz się dowartościowana, piękna, mądra, zaradna. Wykształcenie takich regularnych nawyków pozwoli ci skoncentrować się na sobie i swoich potrzebach. Nie powinnaś jednak odbierać tego jako przejaw niezdrowego egoizmu. Pomyśl, że każdy ma prawo do poświęcenia kilku chwil tylko sobie.

Gdy wykształcisz już umiejętność dbania o swoje potrzeby nadejdzie czas najważniejszego egzaminu. Będzie miał on miejsce wtedy, gdy ktoś poprosi cię o pomoc. W takiej sytuacji musisz powstrzymać tkwiący głęboko w tobie odruch natychmiastowego niesienia pomocy. Poproś o chwilę zastanowienia.

Rozważ w spokoju, czy faktycznie masz czas, siły i ochotę wesprzeć kogoś w działaniu, z którego nie ty zostaniesz rozliczona. Może jest tak, że twoi współpracownicy przyzwyczaili się do tego, że ty ich wyręczysz, choć sami śmiało mogliby sobie dać radę? Pohamuj więc swoją nadgorliwość, co odbędzie się z korzyścią dla ciebie. W  końcu masz prawo powiedzieć "nie" bez zbędnych wyjaśnień i tłumaczenia się.

Joanna Bielas

Dowiedz się więcej na temat: ambicja | Jak żyć? | osobowość | charakter | frustracja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje