Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

U źródeł czysto ludzkich przyjemności

Przyjemność z seksu i jedzenia to "marchewka", którą nęci nas natura, byśmy nie umarli z głodu i nie doprowadzili własnego gatunku do wymarcia - twierdzi Paul Bloom, autor książki "Przyjemność. Dlaczego lubimy to co lubimy?". Ale dlaczego ludzie potrafią czerpać wspaniałe doznania z kontaktu z dziełami sztuki lub z kilkugodzinnej sesji biczowania przez prostytutkę? O tym, co i dlaczego sprawia nam rozkosz oraz na ile możemy na to wpływać opowiada dr hab. Michał Lew-Starowicz.

Izabela Grelowska, Styl.pl: Część przyjemności ma dość oczywisty biologiczny sens. Ale Paul Bloom w swojej książce pisze też o przyjemnościach, które są go pozbawione i nazywa je "przyjemnościami ludzkimi". Dlaczego w ogóle je odczuwamy?

Reklama

Michał Lew-Starowicz: - Poza pierwotnymi przyjemnościami, jak jedzenie czy kontakty seksualne, które wprost sprzyjają celom biologicznym, człowiek wykształcił cały szereg innych. Jeśli ktoś przeznacza mnóstwo sił i środków na zakup drogiego dzieła sztuki, to nie służy to przetrwaniu gatunku, ale może dać tej osobie poczucie szczęścia. Takie przyjemności są wprost związane z wartościami, które ludzie tworzą.

- Niektóre wartości można powiązać z zadaniem ewolucyjnym. Np. pieniądz jest sztuczną wartością stworzoną przez ludzkość, ale możemy go wymienić na dobra zapewniające nam przetrwanie, takie jak pożywienie czy schronienie. Inne wartości nie dają się przełożyć na korzyści biologiczne.

A jak jest z przyjemnościami seksualnymi? Czy tu też mamy do czynienia z "głębią" przyjemności? A jeśli tak, to gdzie przebiega granica między tym co biologiczne, a tym co czysto ludzkie?

- Z biologicznego punktu widzenia u takich gatunków jak człowiek, u których wymagana jest wieloletnia opieka nad potomstwem, potrzeby poligamiczne ulegają zmniejszeniu. Aby odnieść sukces w przekazywaniu materiału genetycznego, lepiej stworzyć stabilną relację i wychować optymalną liczbę potomstwa, poświęcając mu dużo uwagi.

- A jednocześnie seks motywowany jest pragnieniem doświadczenia pierwotnej przyjemności, która jest spuścizną ewolucyjną mierzoną setkami tysięcy lat. Nasz układ nerwowy kształtował się w bardzo długo i wciąż mamy jego części określane jako "gadzi mózg", które odpowiadają za czynności  instynktowne, popędy, impulsywne doświadczanie przyjemności. Są też współdziałające z nimi wyższe ośrodki, które mają funkcje regulujące i hamujące niektóre rodzaje zachowań. Dlatego nie kopulujemy z pierwszą atrakcyjną osobą w wieku reprodukcyjnym, jaką zobaczymy na ulicy. Wyższe ośrodki informują nas, jakie mogą być skutki takiego działania: zamiast założyć gniazdo z nowo spotkanym przedstawicielem płci przeciwnej, można trafić do aresztu. To napięcie między pierwotnymi impulsami, a działaniem wyższych ośrodków sprawiło, że wiele przyjemności zostało wysublimowanych.

 - Podglądanie seksu aktorów, czytanie powieści typu Harlequin czy "50 twarzy Greya" także powoduje doświadczenie przyjemności. Można utożsamiać się z bohaterami i w ten sposób w pewnym zakresie doświadczać danej historii. Oglądanie materiałów erotycznych, flirty, zdrady, czy nawet napastowanie i gwałty to zachowania, których korzenie możemy znaleźć w biologii, ale my je temperujemy i wykształcamy sobie inne źródła przyjemności. To, jakie one będą, zależy w dużym stopniu od przyjmowanych wartości.

Czyli na własne przyjemności możemy wpływać przyjmując określone przekonania?

- Tak. Na przykład cały przemysł reklamowy opiera się na wpajaniu pewnych wartości. Tworzenie przekonań dotyczących produktu, który zostaje wyżej wyceniony, często zależy od tego, z jaką wartością się go powiąże. Może to być choćby poczucie poprawy statusu społecznego. Ludzie kupują zbyt drogie luksusowe samochody nie tylko po to, aby przemieszczać się z jednego punktu do drugiego, ale także aby mieć poczucie, że są kimś wyjątkowym. Zresztą inni często też zaczynają ich tak przez te symbole postrzegać. Są ludzie, dla których źródłem przyjemności będą szlachetne cele charytatywne, oraz tacy, dla których najważniejsze jest mieć największy dom w okolicy. Stoją za tym różne wartości.

 A przyjemność seksualną możemy kształtować za pomocą przyjmowania przekonań i wartości, czy też raczej ją odkrywamy?

- I tak, i tak. Odkrywanie przyjemności w seksie bywa zresztą powiązane z nadawaniem wartości. Piękne przykłady można zobaczyć w czasie terapii małżeństw, kiedy po wielu latach partnerzy przełamują bariery obaw, wstydu, zakorzenionych mitów i stereotypów, albo nadmiernych ambicji i odnawiają swoje życie seksualne, które w jakimś momencie zamarło. Często ten seks jest bardziej satysfakcjonujący niż przed laty, bo pozwolili sobie na większą otwartość i zaufanie.

- Trzeba pamiętać, że nasze mózgi są bardzo plastyczne. Mają nie tylko zdolności regeneracyjne, u ludzi dorosłych wraz z nabywanymi doświadczeniami mogą powstawać nowe połączenia między komórkami nerwowymi. To, co robimy, czego się uczymy, jakie wartości przyjmujemy i do czego dążymy, odzwierciedla się na poziomie neurofizjologicznym.

Wśród tych przyjemności seksualnych, które nie ograniczają się do realizacji celów biologicznych, jest duża różnorodność. Z czego to wynika?

- Bardzo często z procesu uczenia się podczas dojrzewania psychoseksualnego. To, co zostało w naszych umysłach zaszczepione jako bodźce erotyczne, może przekształcić się w późniejsze preferencje.

- Znaczenie mają także inne, poza przyjemnością i prokreacją, cele realizowane w relacjach seksualnych, na przykład potwierdzanie swojej atrakcyjności, potrzeba dominacji lub uległości, podtrzymywanie sprawności. Są też bardziej uciążliwe powiązania. Człowiek może np. nauczyć się kojarzyć podniecenie seksualne z jednym, konkretnym przedmiotem lub symbolem - np. damską bielizną, bez którego trudno jest mu się podniecić. Nadmierne przywiązanie do takiego symbolu może budzić niechęć partnerki do bycia atrakcyjną seksualnie tylko z użyciem tych atrybutów albo reakcję awersji, gdy np. partner przed seksem sam musi przebrać się w damską bieliznę. Zdarza się, że nawet po wielu latach w związku jeden z partnerów odkrywa różnego rodzaju preferencje, które przez całe lata były ukrywane przez drugą stronę i to zupełnie zmienia obraz tej osoby.

A jak to, co wiemy o partnerze, wpływa na przyjemności seksualne i budowanie więzi?

- Relacja seksualna to coś więcej niż fizyczny akt seksualny czy pobudzenie określonych receptorów czuciowych w genitaliach. To percepcja całego kontekstu: sytuacji, osoby, która z nami jest. Im bardziej cenimy taką osobę, tym pełniej możemy doświadczać przyjemności. Choć wiele osób marzy o kontaktach seksualnych z celebrytami, modelkami czy aktorami, to w rzeczywistości wcale nie chcieliby zostawiać swojego partnera, by związać się ze sławną postacią.

Z drugiej strony ludziom sprawiają przyjemność rzeczy, które według biologii nie powinny tak na nas oddziaływać, jak ból i strach. Dlaczego tak się dzieje?

- Powiązanie przyjemności z bólem to swego rodzaju ślepy zaułek z punktu widzenia ewolucji. Nie tylko nie ma to znaczenia przystosowawczego, ale wręcz może być źródłem zagrożenia, bo odczuwanie bólu pomaga nam raczej unikać zagrożenia. Przyczyny czerpania przyjemności z bólu mogą być różne. Może to być przyjemność doświadczana w momencie, kiedy bodziec bólowy ustępuje. Osoby, które mają zaburzenia czucia głębokiego, mogą preferować bardzo silne, wręcz bólowe bodźce. W takich przypadkach uczy się partnerów stosowania silniejszego dotyku, który osobie odczuwającej w sposób bardziej wrażliwy wydaje się zaskakujący, ale jest dopasowany do progu czuciowego drugiej strony.

- Odwzajemnienie tego samego partnerowi wywoływałby dyskomfort lub ból, dlatego taka osoba musi się też nauczyć, że nie może traktować innych swoją miarą. W takich przypadkach mogą się pojawiać preferencje do praktyk sadomasochistycznych. Trzeba jednak pamiętać, że BDSM to jest szerokie spektrum zachowań, a zadawanie bólu fizycznego może być tylko jednym z wielu środków wyrazu.

Kogo pociąga BDSM?

- Takie praktyki mogą odpowiadać osobom mającym potrzebę szczególnego rodzaju relacji, gdzie jedna strona oddaje się z bezgranicznym zaufaniem, a druga jest w pełni kontrolującą. Jest szereg ścieżek rozwojowych, które do tego prowadzą. Dla przykładu osoba, która nie mogła uzyskać poczucia bezpieczeństwa, jeśli nie miała kontroli, może przenieść tę potrzebę na życie seksualne. Jeżeli mamy silną potrzebę kontroli, to nie możemy się poczuć bezpiecznie i nie możemy zacząć doznawać przyjemności, dopóki ta potrzeba nie jest zaspokojona.

-  W moim gabinecie bardzo często okazuje się, że przyczyną dysfunkcji seksualnych pacjenta, np. zaburzeń erekcji (nie mających przyczyn biologicznych: hormonalnych, krążeniowych itp.) jest silny lęk, który powoduje zahamowanie reakcji fizjologicznych. Organizm jest w tym momencie przygotowany raczej na obronę bądź ucieczkę, a nie na doświadczanie przyjemności seksualnych.

Z drugiej strony istnieją prawdziwi sadyści, którzy nie robią tego w formie zabawy o ustalonych regułach, ale naprawdę znęcają się nad ofiarami.

- Te zachowania mogą zupełnie wykraczać poza doznania seksualne i wynikać z potrzeby krzywdzenia drugiej osoby, które daje poczucie, że jest się kimś lepszym. Takie osoby dopiero znęcając się nad kimś czują, że są na bezpiecznej pozycji. To jeden z najbardziej drastycznych i wynaturzonych przykładów, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie.

A jak jest z osobami, które okaleczają się same? Czy czerpią z tego przyjemność?

-  Osoby, które czują się całkowicie odrętwiałe, stępiałe uczuciowo, mogą się samookaleczać, żeby wreszcie coś poczuć. Niektórzy odczuwają potrzebę zadania sobie bólu, by następnie doznać ulgi, gdy ból się kończy. Samookaleczenie może mieć też przyczyny niezwiązane z przyjemnością. Może to być sygnał dla otoczenia, próba wywołania jakiejś reakcji. Może to być też próba zamiany nieznośnego cierpienia psychicznego na fizyczne doznanie bólu, czyli zastosowanie bodźca, który odwróci uwagę od innych nieprzyjemnych doznań.

Bloom zaczyna swoją książkę od opisu przypadku kanibalizmu, który miał miejsce 2001 roku w Niemczech. Mężczyzna dał ogłoszenie, że poszukuje ofiary, którą mógłby zabić i zjeść. Zgłosiło się sporo chętnych...

- Musimy pamiętać, że to jednak bardzo niewielka część populacji. Nie wiemy też, ile z tych zgłoszeń było w pełni poważnych. Ile osób naprawdę pozwoliłoby się zjeść.

Jedna pozwoliła.

-  W skali całej populacji to kropla w morzu i raczej odstępstwo od reguły, a nie typowe zachowanie. Można się natomiast zastanowić, jakiego rodzaju przekonania, wierzenia i wartości musiała wyznawać osoba, która zgodziła się na coś takiego.

Bloom sugeruje, że kanibal chciał pochłonąć "esencję" zjadanego. Przyznam, że nie bardzo trafia do mnie takie wyjaśnienie.

- Bo jest sprzeczne z pani przekonaniami, które zapewne bardzo różnią się od przekonań uczestników tej historii. Pozostaje też pytanie, na ile osoba dokonująca takiego czynu rozumie źródło swoich intencji. W większości kultur kanibalizm jest uważany za coś odrażającego, a praktykowany bywa jedynie tam, gdzie nadaje się mu szczególne znaczenie np. panuje silna wiara, że przez zjedzenie ciała wroga możemy przejąć jego siłę, albo że przez zjedzenie bliskiego zmarłego można osiągnąć z nim pewną bliskość. W naszej kulturze więź ze zmarłym podtrzymujemy odwiedzając grób, oglądając zdjęcia, wspominając, modląc się. Odnosi się to bezpośrednio do wyznawanych wartości.

Przypadki kanibalizmu to kropla w morzu, ale Bloom nie przez przypadek opisał to zdarzenie na początku książki. Dlaczego lubimy czytać takie historie?

- Nie bez powodu śmierć, przemoc i seks zawsze były najbardziej poczytnymi tematami. To nas porusza, bo dotyczy naszych elementarnych potrzeb, pragnień i leków. Lęk przed śmiercią jest jedną z podstawowych cech kondycji ludzkiej. Mało kto go nie odczuwa. Dlatego na pierwszych stronach gazet możemy znaleźć opisy tragedii, morderstw, wypadków. Im bardziej dramatyczne okoliczności, tym bardziej przykuwają uwagę, bo budzą żywe emocje. Wywołują niepokój i lęk, że coś takiego mogłoby się przytrafić nam lub naszym bliskim.

Skoro niepokój i lęk nie są przyjemne, to dlaczego chcemy o tym czytać?

- Jesteśmy naturalnie uwarunkowani, aby zwracać uwagę na sygnały dotyczące nadciągającego niebezpieczeństwa, możliwości odbycia kontaktu seksualnego, albo zdobycia pożywienia. Wystarczy spojrzeć, jakie informacje i obrazy nas otaczają - najczęściej dotyczą właśnie tych podstawowych elementów.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje