Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Szybkie randki. 12 osób w jedną noc

Czy wyobrażasz sobie, że możesz poznać kilkunastu potencjalnych partnerów w ciągu godziny, a później nigdy więcej nie zobaczyć ich na oczy? Kilkuminutowe rozmowy twarzą w twarz to alternatywa dla poznawania się za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jak szybkie randki wyglądają naprawdę i kto z nich korzysta?

Pomysł na szybkie randki przyszedł do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Jest to nowoczesny sposób poznawania wielu potencjalnych partnerów w bardzo krótkim czasie, na specjalnie zorganizowanym w tym celu spotkaniu. Pierwsze takie wydarzenie miało miejsce w 1998 roku.

Reklama

Uczestnicy speed datingu rozmawiają ze sobą przez kilka minut, następnie rozlega się sygnał od prowadzącego, który oznacza koniec konwersacji. Po krótkiej przerwie osoby biorące udział w zabawie poznają następnego mężczyznę lub kobietę. Ten schemat powtarza się tak długo, aż każda z pań porozmawia z każdym z panów. Po wyrażeniu chęci ponownego spotkania się uczestników (obustronnej!), organizator przekazuje im adres e-mailowy i numer telefonu do partnera - na ogół kilka godzin po zakończeniu eventu. 

Jak wyglądała moja przygoda ze speed datingiem?

W ubiegły weekend, w ramach eksperymentu, postanowiłam pójść szybkie randki. Chciałam sprawdzić, czy w epoce Tindera, Badoo i innych aplikacji randkowych taka forma poznawania ludzi jeszcze się sprawdza. Do tej pory wydawało mi się, że większość samotnych, młodych osób, które chcą poznać kogoś nowego, korzysta z aplikacji i portali randkowych lub po prostu idzie na imprezę do klubu. Zastanawiało mnie, jakie osoby można spotkać na takim evencie, jak speed dating. 

Tydzień przed spotkaniem zarezerwowałam miejsce na wydarzenie za pośrednictwem portalu internetowego. Było jeszcze po kilka dostępnych miejsc dla pań i dla panów. Opłaciłam bilet wstępu - za około trzydzieści złotych. Jest to przeciętna cena za jednorazowy udział w szybkich randkach. Jak zorientowałam się wcześniej koszt takiego wydarzenia może się wahać od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Miejscem eventu przeważnie jest kawiarnia lub bar w centrum miasta. W moim przypadku - to pierwsze. Spotkania najczęściej odbywają się wieczorami.

Na dzień przed spotkaniem otrzymałam maila z obowiązującymi zasadami. Organizator zasugerował w nim, żeby pojawić się w kawiarni 10 minut wcześniej. Miało to pozwolić uniknąć sytuacji, w której ktoś z uczestników siedziałby sam podczas trwania zabawy. W mailu napisane było, że każda z 10 minirandek ma trwać około 5 minut. W połowie wydarzenia przewidziana została również 10-minutowa przerwa.

Nie wszyscy wzięli sobie do serca sugestie organizatora, bo na spóźnialskich czekaliśmy kilkanaście minut. Niektórzy z nich ostatecznie nie pojawili się na spotkaniu. Sugerowany strój uczestników miał być swobodny. Ja postawiłam jednak na małą czarną, bo tak ubrałabym się na tradycyjną randkę. Myślę, że był to dobry wybór, ponieważ większość pań również postawiła na sukienki lub spódnice. Z kolei panowie byli ubrani różnie - od swobodnego casualowego stroju, po eleganckie koszule.

Na tak i na nie

Na miejscu pojawiłam się piętnaście minut przed czasem. W kawiarni czekało już kilka osób. Dostałam do ręki numerek i dwie kartki, z którymi poszłam do wyznaczonego mi stolika. Po chwili usiadł obok mnie pierwszy chłopak i zaczęliśmy prowadzić ze sobą rozmowę jeszcze na długo przed oficjalnym rozpoczęciem szybkich randek. Niezręcznie byłoby przecież siedzieć w milczeniu naprzeciwko kogoś, kogo później przez 5 minut i tak będzie się poznawać. 

Na szczęście mężczyzna był dla mnie bardzo miły i ponieważ był to już jego trzeci speed dating, wytłumaczył mi dokładnie, co i jak powinnam zaznaczać na kartkach. Jedna miała być dla mnie, a druga zwrotna - dla organizatorów. Na każdej znajdowało się 10 imion mężczyzn, miejsce na krótkie notatki obok każdego z nich i dwa okienka - jedno na tak, drugie na nie. Należało zaznaczyć właściwe, w zależności od tego, czy jest się zainteresowanym ponownym spotkaniem z drugą osobą.              

O czym rozmawialiśmy? Różnie. Niektórzy panowie zadawali pytania o pracę, zainteresowania i czas wolny. Inni postawili na niekonwencjonalne konwersacje. Najbardziej zaskoczyło mnie pytanie o to, z jakim meblem się utożsamiam i dlaczego (bo, szczerze mówiąc nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam). Dowiedziałam się kilku nowych rzeczy. Jeden pan opisał mi ze szczegółami proces obróbki drewna. Drugi opowiadał o tym, jak wygląda typowy dzień z życia kulturysty. Kolejny o swojej pracy fotografa. Najbardziej na plus zaskoczyło mnie to, że panowie nie poruszali w rozmowie tematów takich jak seks czy pieniądze. Nie było też chamstwa, ani długiej, niezręcznej ciszy, której - szczerze mówiąc - najbardziej się obawiałam.    

Pytając mężczyzn o to, dlaczego zdecydowali się wziąć udział w szybkiej randce, otrzymywałam dość oczywiste odpowiedzi. Panowie albo wprost mówili, że chcą kogoś poznać, albo twierdzili, że to po prostu chęć spróbowania czegoś nowego "przywiała ich" w to miejsce. Nie chciałam wypytywać natarczywie o to, czym zajmują się w życiu. Niektórzy sami z siebie pochwalili mi się, że pracują w branży IT lub prowadzą własny biznes. Z rozmowy z innymi wyniknęło, że zajmują się sportem. Na pewno każdy z nich mógł być w jakimś sensie interesujący. 

Spodobała mi się sama idea takiego spotkania. Myślę, że jeżeli ktoś dokładnie wie, jakiej osoby szuka, to prędzej czy później taką znajdzie czy to na szybkich randkach, w klubie, czy na Tinderze. Jak ze wszystkim, trzeba spróbować i mieć trochę szczęścia. Ja nie przyszłam tam z założeniem znalezienia miłości życia i, jak nietrudno jest się domyślić, tak też się nie stało. 

Dowiedz się więcej na temat: relacje | speed dating | randki | związek | szybkie randki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje