Reklama

Reklama

"Słowiańska wiedźma" prawdę ci powie!

Czy wiesz, że czarownice wcale nie wyginęły i wciąż kultywują wiarę swoich przodków? Dobromiła Agiles tajemnice tych wierzeń zdradziła w książce "Słowiańska wiedźma". Okazuje się, że magia drzemie w każdej z nas, a często używamy jej nieświadomie!

Aleksandra Waleczek, Styl.pl: Dlaczego używasz pseudonimu Dobromiła Agiles? Tak naprawdę nazywasz się inaczej.

Reklama

Dobromiła Agiles, arcykapłanka łódzkiego kowenu Wiccan Tradycyjnych i autorka książki "Słowiańska wiedźma": - Jestem wykładowcą akademickim, a książki, które piszę i wydaję, są stricte naukowe. Dlatego uznałam, że nie do końca chcę, aby "Słowiańska wiedźma" była sygnowana moim nazwiskiem. Nie wszyscy muszą wiedzieć, że jestem czarownicą.

To twoja druga tożsamość? 

- Można tak powiedzieć. Zresztą w wica tradycyjnym, ze względu na przysięgę milczenia, nie powinno się publicznie mówić o tym, że się jest czarownicą. W dzisiejszych czasach jest już trochę inaczej. W zasadzie już ojcowie założyciele wicca, (misteryjna religia inicjacyjna czarownic-przyp. red.), tj. Gardner, Sanders itd. mówili o tym głośno, więc tę zasadę traktuje się obecnie bardziej z przymrużeniem oka. 

- Kiedyś czarownice nie mogły mówić o tym, że są czarownicami. Teraz jest inaczej, aczkolwiek jak obserwuję, w którym kierunku zmierza świat, myślę, że może i lepiej jest pozostać incognito. Jeszcze wiele osób ma z tym problem, pomimo tego, że mamy XXI wiek i wydawałoby się, że już czasy stosów dawno za nami. Można powiedzieć, że są wciąż obecne, np. w formie ostracyzmu społecznego.

Kiedy zrozumiałaś, że chcesz iść magiczną ścieżką przodków? 

- Wiele lat temu. Jeśli chodzi o wicca tradycyjne, zainteresowałam się tematem w 2001 roku. Wtedy nawet nie byłam jeszcze pełnoletnia, ale bardzo dużo na temat wicca czytałam. Po prostu interesowałam się tym. To były takie czasy, kiedy w Polsce nie było jeszcze publikacji na ten temat. Trzeba było szukać w Internecie, poprzez spotkania z innymi ludźmi zainteresowanymi na stronach obcojęzycznych. Postanowiłam wtedy, że pierwszą rzeczą, jaką zrobię, jak już będę pełnoletnia, to będę inicjowana do wiccańskiego kowenu. 

- Zajęło mi to trochę więcej czasu, ale stało się dość szybko. Jeśli natomiast chodzi o połączenie ze słowiańską wiarą, to wyglądało to inaczej. Po pierwsze, łączenie wicca z rodzimą wiarą przodów w kraju, w którym się mieszka, to nie jest moja koncepcja, ani w ogóle nic nowego. To działo się w innych krajach już od 30-40 lat, ponieważ wicca proponuje bardzo uniwersalny system wierzeń oparty na archetypach - świętej kobiecości, męskości, obserwacji pór roku i zmieniającej się natury. Ja to nazywam takim "szkieletem", który można obudować rozmaitymi praktykami magicznymi. Jeżeli obudujemy go mitologią anglosaską i świętami wywodzącymi się z tamtej kultury, to my jako Polacy nie zawsze do końca to rozumiemy, ponieważ to często nie ma przełożenia na naszą kulturę i na nasz słowiański sposób widzenia świata. 

Kiedy prowadziłam spotkania dla osób zainteresowanych wicca, zauważyłam, że wielu ludzi używa nazw tych świąt, błędnie je wypowiadając, albo ma nikłe pojęcie o tym, jak dane święta w ogóle należy odbierać. To, co tam w Anglii jest naturalne, bo ludzie są tym otoczeni od dzieciństwa, nam może wydawać się sztuczne. Dlatego stwierdziłam, że coś mi tu nie gra, jeżeli dziewczyny z Polski szukają tradycyjnych szkockich czy irlandzkich sposobów na rzucanie zaklęcia na miłość. 

Pomyślałam sobie, "co jest, przecież my mamy własne". To nie było myślenie na zasadzie, że zagraniczne jest gorsze, bo jestem bardzo daleka od takiego myślenia. Często, jeśli coś brzmi egzotycznie, to zakłada się, że na pewno jest lepsze od naszego, bo nasze to takie przaśne, rustykalne, a tam proszę - jakieś szkockie zaklęcie prababki - to brzmi dobrze. Mamy przecież naszą słowiańską magię i niekoniecznie musimy się identyfikować jako rodzimowiercy, czy szukać kontaktu z takimi grupami, aby celebrować swoją słowiańską naturę, magię, pochodzenie, święta itd. Tak właśnie doszłam do wniosku, że czas zgłębić naszą rodzimą wiarę i obrzędowość, które tak naprawdę nas otaczają z każdej strony, pomimo że nie zdajemy sobie do końca z tego sprawy, bo znaczenia są ukryte pod płaszczykiem czegoś, co dziś współcześnie lubimy nazywać "zabobonem".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje