Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mamo dorośnij!

Matka. Jest wzorem kobiecości. Daje poczucie bezpieczeństwa. Dziewczynki marzą, by przyszła do szkoły ładnie ubrana, żeby piekła najlepsze ciasto. Ale są matki, którym źle w tej roli. Ekscentryczki, artystyczne dusze, czują się wolne jak motyl i córkom też nie stawiają granic. Co to znaczy dla dziecka? W relacji z taką mamą więcej jest miłości i zaufania czy pretensji?

Znów się wygłupiasz!

Anita jest prawniczką. Lubi sprowadzać świat do zasad i paragrafów. Ewa, jej matka, woli luz, rocka i "spontan". Inspiruje córkę polotem i martwi życiową nonszalancją.

Reklama

Anita powinna była go uprzedzić. Nie pomyślała. Ech, przepadło. Teraz Patryk stoi w przedpokoju jej mamy Ewy i pewnie kombinuje, jak najszybciej zwiać.

Mamo, przycisz muzykę" - Anita próbuje przekrzyczeć Ozzy’ego Osbourne’a. Patryk, kolega z firmy, wpadł, żeby pomóc Anicie przydźwigać lustro dla mamy. Otarł się trochę o ścianę, włoska marynarka ma na plecach ślad wapna. Ewa zaraz zorganizuje szmatkę. Mówi "zorganizuje", ale Anita woli już to niż "spoko" albo "luzik".

Mama prosi do pokoju, zgania z foteli kudłate psy - Pompon i Czako to znajdy. Tym razem ucierpią spodnie Patryka, bo psy gubią sierść. Ale gość jest dzielny. Rozgląda się po pokoju, od podłogi do sufitu książki. Kierkegaard, Strindberg, Pyza na polskich dróżkach, Ewa Wachowicz gotuje. Wszystko, ale z przewagą filozofów.

- Inne dzieci pamiętają mamy piekące ciasto, moje wspomnienie to ruda kobieta nad książką - uśmiecha się Anita. Wysoka blondynka, pracownica korporacji.

Jej matka, niosąca teraz kubki z kawą, wciąż jest ruda. Krótkie włosy farbuje prawie na czerwono. Ma na sobie dżinsy i T-shirt z podobizną Che Guevary. Czyści marynarkę Patryka, od razu mówi mu na "ty". "Masz fajny akcent, jesteś ze Śląska?", pyta i siada po turecku na kanapie. Patryk już trochę wyluzowany, odpowiada, że tak.

"Kobiety na Śląsku są świetne. Mam przyjaciółkę z Rybnika. Pogoniła męża alkoholika. Zupełnie jak ja dwadzieścia lat temu". Mamo, uważaj - chce jęknąć Anita, ale jest już za późno. Jej wina, mogła powiedzieć Ewie, że mama Patryka chodzi na spotkania AA. Natychmiast musi coś zrobić. "Mamo, był człowiek od internetu?", pyta Ewę, choć sieć działa bez zarzutu. I matka już wie: chlapnęła. Taki mają kod.

- Zawsze jestem czujna, kontroluję sytuację. Mama nie ma złych intencji, tylko czasem szybciej mówi, niż myśli - tłumaczy Anita.

Jest singielką, ale chciałaby założyć rodzinę. Ma 27 lat, dyplom prawnika i dobrą pracę w firmie konsultingowej. Chce się ustabilizować. Patryk jest właściwym kandydatem. Ambitny, odpowiedzialny, z zasadami. Zasady są dla Anity ważne. Może dlatego, że kiedyś ich jej zabrakło.

- Rodzice rozwiedli się, gdy byłam w zerówce. Ojciec wyjechał do Niemiec, a mama wyciągnęła z szafy podkoszulki, płyty i powiedziała: teraz będę żyć po swojemu. Miała 28 lat i była wykończona. Tato przepijał i wydawał na hazard dwie pensje - własną i mamy, która pracowała na uczelni. On był wojskowym, kazał jej gotować i nosić buty na obcasie. Sześć lat starszy, władczy, nie spodziewał się, że mama go spakuje i odprawi. Ale to zrobiła. A potem w naszym domu zaczęli bywać ludzie, którzy dyskutowali i pili kalifornijskie wino, bo pojawiło się w sklepach. Poczułam luz, może za duży. Gdy umarł Grzegorz Ciechowski, mama pozwoliła mi nie iść do szkoły - opowiada Anita.

Tęskni za uporządkowanym życiem, a chyba takie planuje Patryk. Nie przestraszył się mamy? Najwyraźniej nie. Wypił kawę, opowiedział o projekcie, który rozpoczyna. Uff, nie najgorzej to wypadło.

Kłopotliwa inspiracja

"Pani Anito, ktoś czeka na panią", głos recepcjonistki brzmi dwuznacznie. W holu pod palmą Ewa z bukietem żonkili. Jezu, musiała zabrać Pompona? Kundel węszy, recepcjonistka tłumaczy przepraszająco: TA pani się uparła, żeby wejść z psem. "Jutro przyjdę z dwoma", uśmiecha się Ewa lekko złośliwie, a Anita stara się ignorować, że Pompon ma przypięty przy obroży balonik z napisem "Happy birthday".

- "Kocham cię i jestem z ciebie dumna. Sto lat!" - mama wciska jej kwiaty, nie chce wchodzić, idzie na spotkanie z prezesem X. Ewa ma małą firmę, sprzedaje oprogramowanie. Chociaż jest humanistką.

- Skończyła historię, po rozwodzie jeszcze kilka lat pracowała na uczelni. Specjalizuje się w Polsce piastowskiej - opowiada Anita. Pamięta mamę nad notatkami, co rok zmieniającą okulary na mocniejsze. Soczewki zaczęła nosić, gdy stwierdziła, że okulary mogą się zbić, kiedy ona skacze podczas koncertów. Skakała, krzyczała, do domu wracała ze zdartym gardłem. Anita podawała jej mleko z miodem i masłem, rano smażyła omlet.

Choć sama nie mogła patrzeć na jedzenie. Jadła coraz mniej, uważała, że jest za gruba. Chłopcy woleli jej smukłe koleżanki, które nosiły spódniczki kupione w Smyku. Miała 16 lat, kiedy z powodu niejedzenia zatrzymała się jej miesiączka. Nogi stały się patykami, T-shirt wisiał jak worek. Czy to możliwe, że Ewa tego nie widziała?

Z jednej strony Anita była zadowolona, bo mogła odchudzać się dalej. Z drugiej przerażał ją fakt, że mama jest aż tak odklejona od życia. No i ma masę spraw.

- Była zajęta zarabianiem, prowadziła dom, życie towarzyskie. Miała swój świat, ale myliłam się, sądząc, że ten świat mi ją zabierze - wspomina Anita. Ewa w końcu zauważyła, co dzieje się z córką. "Skąd te smutne oczy?", zapytała. Dziewczyna nie miała siły kłamać, mama zadzwoniła do psychologa. Umówiła najpierw wizytę dla siebie. Po powrocie powiedziała: "Zmieniam pracę, będę przy tobie w dzień, przypilnuję, żebyś zaczęła jeść i się uśmiechać". 

- Żartuje? Blefuje? Trzeba mieć wyobraźnię i odwagę, żeby zmienić pracę z dnia na dzień. Ale ona rzeczywiście rano poszła na rozmowę z dziekanem - mówi Anita. Wzięła półroczny urlop na uczelni. Jak nie pracować w dzień i dobrze zarabiać? Ewa myślała miesiąc. A potem kupiła sukienkę, baleriny z klamerkami i nauczyła się obsługiwać mikroport.

- Dogadała się z koleżanką didżejką rozpoczęła karierę jako wodzirej. Serio - uśmiecha się Anita. Jej matka naukowiec została wodzirejką na weselach. Praca w nocy, w dzień Ewa wyciągała córkę z anoreksji.

- Nigdy jej tego nie zapomnę. Przed maturą wyglądałam już jak okaz zdrowia. A mama powiedziała: "Skoro mogłam raz zmienić zawód, zrobię to drugi raz. Na którymś z wesel poznała człowieka, który handlował oprogramowaniem dla aptek. Szukał pracowników i obiecywał dobre pieniądze. Może mama jest trochę szalona, ale odwagi życiowej jej nie brakuje. Mając mózg humanisty, stała się fachowcem w branży IT - opowiada Anita. - W jakimś sensie ona jest moją inspiracją. Chociaż czasem mam ochotę ją zamordować, na przykład za lekkomyślność.

Czarny PR

- "Mamo, pamiętasz o jutrzejszych zakupach? - Anita cieszy się na weekendowy wypad do galerii handlowej. - Nic z tego, kochanie. Nie mam kasy, przelałam wczoraj 300 złotych na jerzyki". Na co? Córka jest rozczarowana. Ewa tłumaczy: "Przyszedł wolontariusz, powiedział: Kto tym ptakom pomoże, jak nie my? No, słowem trzeba było wesprzeć sprawę".

Ewa bierze udział w liczeniu gatunków organizowanym przez towarzystwo ochrony ptaków, więc uważa, że wybudowanie budki jest jej obowiązkiem. Anita zła: jak można?! Beztroska Ewy wyprowadza ją z równowagi.

- Kiedyś mama zaprosiła do domu żebraka spod kościoła. Dała mu pierogów, a on jeszcze grymasił, że z truskawkami, to dorobiła z mięsem. Bywa nieobliczalna, przecież ten facet mógłby ją okraść albo zamordować - przekonuje Anita. Sama nie robi takich rzeczy. Jest rozsądna, poukładana.

- A mama czasem jest jak dziecko, które trzeba prosić i tłumaczyć, że czegoś nie wypada, ktoś się obrazi albo nie zrozumie - tłumaczy Anita. - Niedawno na weselu kuzynki mama zagadnęła starą ciotkę o wolne związki. Kulturalna wymiana zdań. Czuwałam nad tym. Ale mama wypaliła: "A co ciocia myśli o swingersach?". Ponieważ ciocia nie wiedziała, o kim mowa, mama wyjaśniła i podsumowała: "Z cioci to byłaby niezła swingerka!" - kręci głową Anita.

Wie, że mama prowokuje tylko dla sportu, że myśli o życiu poważniej, niż niektórym się wydaje. Ale martwi się, że Ewa robi złe wrażenie na jej znajomych. Opowiada o drugim zetknięciu Ewy z Patrykiem:

- Spotkaliśmy ją na ulicy przebraną za nietoperza. Wracała z zajęć dla maluchów, które prowadzi przy kościele. Wystawiali teatrzyk, a że ma dwa kroki do domu, nie chciało jej się zdejmować kostiumu. Przestraszyłam się: ona przesadza, robi mi czarny PR. Patryk potraktował sprawę z humorem, chyba polubił mamę - wzdycha Anita. Niedawno on zaproponował:

- "A może zabierzemy Ewę nad morze? Anita była zdziwiona: - Mamę? Dlaczego? - Miałem wrażenie, że jest zmęczona" - powiedział. Dziewczynie spodobało się, że Patryk pomyślał o jej matce. Ona tego nie zrobiła.

- Rzadko uświadamiam sobie, że może być zmęczona, zła. Sama jest temu winna, bo nauczyła mnie myśleć o sobie jak o kolorowym motylu, który zawsze ma dobry dzień - opowiada Anita.

Rozepnij się

Nad morze nie pojechali. Za dużo roboty. Anita jest odpowiedzialna, pracowała w sobotę, a raczej usiłowała. Tak chciała pobyć na plaży, boso przejść się po brzegu.

- "Powinnaś wziąć wolne, następnym razem porwę cię siłą, a jak będziesz się opierać, zadzwonię do Ewy" - zażartował Patryk. O tak, w tej sprawie na mamę może liczyć na pewno.

- Potrafi spakować się w godzinę i wyjechać, raz tak zrobiła. Przyjaciele zadzwonili, że zwolniło im się miejsce w samochodzie i pojechała z nimi do Chorwacji. A w ubiegłym roku poleciała do Wiednia i mieszkała u obcych ludzi jako couchsurferka - mówi Anita. Ona przygotowuje wyjazd na urlop miesiącami, sprawdza biuro podróży, czyta opinie. Nie zatrzymuje się w nieznanych hotelach. Nie lubi być zaskakiwana, nie przepada za niespodziankami. A mama - tak. Zamówiła bujany fotel z wikliny, dostała rattanowy - nie szkodzi, nawet ładniejszy.

Pomidorki koktajlowe zasadzone w skrzynkach dorosły i okazały się wielkimi kulami - świetnie, plasterek dokładnie pasuje na kromkę bagietki.

- Jej optymizm i spontaniczność bywają denerwujące, ale czasem żałuję, że ich nie odziedziczyłam - wyznaje Anita. Bo ona się spina, a mama chodzi rozpięta. Dosłownie i w przenośni - poły prochowca od wiosny powiewają na wietrze. Ewa lubi wiatr we włosach. Czasem jadą gdzieś razem i ona prosi, żeby Anita zatrzymała auto. Wychodzi na łąkę, staje z rozpostartymi ramionami. Anicie głupio, bo ludzie widzą. I tylko Bóg jeden wie, jak bardzo chciałaby dołączyć do matki.

- Nie umiem tak. Liczę się z tym, jak wypadam, jak mnie oceniają. Myślę, że dzięki temu osiągam sukcesy - mówi. Przyznaje: jest poważna, może nawet sztywna.

- Zauważyłam, że przez to mam kłopot w sytuacjach wymagających miękkości, empatii. Niedawno synek kuzynki podbiegł i objął mnie z piskiem. Nie wiedziałam, jak zareagować, a przecież powinnam go przytulić. Moja mama obsypałaby go pocałunkami, a ja stałam. Głupia jestem - kwituje Anita.

Kiedy razem z Patrykiem była ostatnio u Ewy, mama pogłaskała chłopaka po policzku: "Jesteś blady, kup preparat witaminowy. Kupisz?". Patryk ukrył wzruszenie, zwierzył się Anicie: sam nie wie, co rozkleiło go bardziej - delikatny dotyk dłoni Ewy czy troska, która na pewno była szczera. Jego mama nigdy nie mówiła takim ciepłym głosem. I nigdy nie przebrała się za nietoperza.

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje