Reklama

Reklama

Kto się boi bliskości?

Strach o "cząstkę siebie"

Ceniona przeze mnie autorka książek i psycholog Elisabeth Lukas trafnie ujęła tę kwestię: "Trzęsiemy się o cząstkę siebie". Swoją drogą tak samo jest, gdy partner nas zostawi. Wówczas zadajemy sobie pytania: co zrobiłem nie tak? Czy nie byłam dostatecznie piękna/inteligentna/miła/pełna zrozumienia (wyliczenia te można mnożyć w nieskończoność)? W tej sytuacji co prawda już nie drżymy o siebie, tylko opłakujemy "cząstkę siebie". Wewnętrzny dramat pogłębia się, gdy partner porzuci nas dla kogoś innego. W czym on albo ona jest lepszy albo lepsza ode mnie? Czujemy się zupełnie bezwartościowi i dotknięci do żywego, że ktoś może być lepszy od nas.

Reklama

Pytania: "Czy uda mi się ciebie zdobyć?" i "Czy zostaniesz przy mnie?", są ściśle związane z poczuciem własnej wartości. Postrzega się je jak rodzaj sprawdzianu, i to sprawdzianu egzystencjalnego, w którym przedmiotem egzaminowania są takie kwestie jak: czy jestem godny miłości, czy dostanę w życiu to, czego pragnę, czy mogę mieć w życiu wpływ na to, co jest dla mnie bardzo ważne, czyli czy zdobędę tego jedynego partnera i zatrzymam go przy sobie. Z tego właśnie względu wielu osobom załamuje się świat, gdy zostaną opuszczone, a przynajmniej gdy bardzo im zależy na relacji i zaangażowały się w nią całkowicie. Sądzę, że gdy przeżywamy zawód miłosny, w dziewięćdziesięciu procentach opłakujemy sami siebie. Miłość i związki pełnią funkcję zabezpieczania poczucia naszej wartości, czyli samozachowawczą, a tym samym w subiektywnym odczuciu "decydującą o przeżyciu". Na podstawie podobnego mechanizmu powstały w naszej głowie schematy takie jak: "Jesteś częścią mnie", "Nie mogę bez ciebie żyć" czy "Stracić ukochanego człowieka to jak stracić życie". Do znaczenia związku dla poczucia własnej wartości dochodzi egzystencjalne znaczenie więzi. My, ludzie, jesteśmy genetycznie zaprogramowani do tworzenia więzi, do życia we wspólnocie. Z tego względu na głębokiej, egzystencjalnej płaszczyźnie utrata więzi jest dla nas równoznaczna z ogromnym zagrożeniem.

Chcę i nie chcę

 Podczas gdy "normalni" ludzie biorą pod uwagę, że wchodząc w związek, mogą zostać opuszczeni oraz że relacja zawsze niesie ze sobą ryzyko rozpadu, osoby lękające się związku nie sięgają myślami tak daleko. Zawsze zachowują pewien bufor bezpieczeństwa, nie do końca angażując się w relację z partnerem lub całkowicie unikając związków. Stosunek takiego człowieka do związków można określić jako "chcę i nie chcę" albo "nie chcę", ale nigdy jako "chcę".

 Istotnym powodem tej postawy u osób lękających się bliskości jest głęboko zakorzenione, zazwyczaj nieuświadomione, przekonanie, że rzeczywiście nie przeżyliby tego, gdyby partner ich opuścił. W głębi duszy taka osoba jest pewna, że oznaczałoby to jej koniec. Natomiast ci, którzy ryzykują prawdziwą bliskość, są wewnętrznie przekonani, że wprawdzie byliby niezmiernie smutni, gdyby relacja się rozpadła, ale towarzyszy im głęboka pewność, że przeżyliby tę stratę, a kiedyś poznaliby osobę, z którą związek będzie udany.

To wewnętrzne zaufanie do samego siebie jest warunkiem, by móc zaufać innej osobie. Można tę myśl sprowadzić do prostej zasady: bez wiary w siebie nie ma wiary w innych ludzi. Osoby stroniące od bliskości nie są jednak zazwyczaj świadome swojego lęku przed porażką, który jest sednem ich lęku przed związkiem. Zamiast tego na myśl o trwałym związku czy nawet małżeństwie czują się ograniczane, jakby tkwiły w pułapce. Na płaszczyźnie świadomości odczuwają ogromne pragnienie wolności, dla której związek jest silnym zagrożeniem.

To pragnienie daje o sobie znać przede wszystkim, gdy znajdą się w stałej relacji lub gdy pojawia się groźba przekształcenia się luźniejszego związku w trwały. Dopóki nie są w stałej relacji, pozwalają sobie na bezbrzeżną tęsknotę za miłością i związkiem. Dlatego niektóre z tych osób błąkają się od jednego związku do następnego, ciągle szukając tej właściwej osoby. Inne żyją w pozornie trwałym związku lub wręcz w małżeństwie, uciekając się jednak do różnych taktyk, stwarzając na tyle duży dystans do partnera, by mogły trzymać w szachu swój instynkt podpowiadający im ucieczkę. Jeszcze inne z kolei są wiecznymi kawalerami lub pannami, w ogóle nie wchodzą w trwałe związki i lepiej lub gorzej ustawiły się w życiu singla. Lęk przed związkiem ma wiele obliczy. Może kryć się za przeróżnymi formami więzi i objawiać się zupełnie odmiennymi sposobami zachowania. Lęki leżące u ich podstaw łączy jednak jeden wspólny mianownik.

Stefanie Stahl, "Jak się nie bać bliskości. O budowaniu dobrych więzi", wyd. Otwarte.

Śródtytuły pochodzą od redakcji. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje