Reklama

Reklama

Krajobraz po rozwodzie

Czy tak samo zareagować, jeśli rodzice, zaprzyjaźnieni z moimi byłymi teściami, nadal się z nimi spotykają, a mnie to denerwuje? Mogę w ten sposób skłonić ich do zerwania kontaktu?

Reklama

- Ale po co? Rodzice są dorosłymi ludźmi i sami wybierają sobie znajomych. Nie mam na to wpływu, podobnie jak oni nie dobierają przyjaciół mnie. Poza tym co to znaczy, że mnie "denerwują byli teściowie"? Sam fakt ich istnienia, obecność czy może to, że są dla mnie nieuprzejmi? Przecież nie muszę z nimi rozmawiać, przywitam się i najwyżej szybko wyjdę. Mogę oczywiście powiedzieć: "Słuchajcie, wolałabym, żebyście nie zapraszali moich byłych teściów, czuję się nieswojo w ich towarzystwie". A rodzice mogą, ale nie muszą, wziąć to pod uwagę.

Znajomi są małżeństwem od 10 lat. Oboje po rozwodach. Problem w tym, że matka Majki nie akceptuje faktu rozpadu pierwszego małżeństwa córki. Jest opryskliwa wobec nowego zięcia. W końcu on powiedział: "Słuchaj, mam dosyć takiego traktowania. Nie będę więcej chodził do twojej mamy i wolałbym, żebyś ty też nie chodziła". W porządku?

- Tak. To uczciwe postawienie sprawy. Czasami lepiej jest odciąć się od kogoś, przestać chodzić z wizytą niż narażać się na stres, a potem mieć pretensję i wszczynać kłótnie. Jarek powiedział, że wolałby, żeby Majka nie odwiedzała matki, jednak powinien zaakceptować fakt, że ona będzie się z nią spotykała. Bo to jej wybór. Byłoby źle, gdyby zamiast tego padły słowa: "Ja tam już chodzić nie będę i ty też nie. Wybieraj: ja albo ona". To emocjonalny szantaż. Nie warto stawiać partnera przed takim wyborem: ja albo twoja matka. Ja albo twoi koledzy.

A... ja albo twoja była żona? Znam parę: on rozwiódł się kilka lat temu w przyjacielskiej atmosferze. I nadal są z jego eks kumplami. A druga żona jest o to zła.

- Tu nie ma mowy o zerwanej więzi. Ba, tu nawet nie ma mowy o rozstaniu! Ten mężczyzna się rozwiódł, ale nie rozstał. Żyje z dwiema kobietami jednocześnie. Jeśli drugiej żonie to przeszkadza, powinna o tym spokojnie porozmawiać z partnerem: "Wolałabym, żeby twoja była nie bywała u nas tak często. Chciałabym, żebyś nie poświęcał jej tyle czasu". Ale on ma prawo odmówić. Czy jego małżeństwo to przetrwa? Zależy od priorytetów aktualnej żony. Jeśli najważniejsze jest dla niej, by mieć mężczyznę na wyłączność, to pewnie nie będzie szczęśliwa z mężem i jego byłą żoną w pakiecie. Wybierze rozstanie.

Mężczyzna wyjechał do pracy do Anglii. I już tam został. Przestał kontaktować się z synem, rozwód został przeprowadzony "na odległość". Ale jego rodzice byli stale obecni w życiu byłej synowej i wnuka, nie zerwali kontaktu. Wszystko układało się świetnie, dopóki rozwiedziona kobieta nie zaczęła spotykać się z nowym partnerem...

- Nowy mężczyzna wchodzi do domu i zaczyna swoje porządki? Mówi synowi partnerki, że ma wynieść śmieci i odrobić lekcje, a dziadkowie na to: "Co?!? Obcy człowiek nie będzie naszemu wnuczkowi rozkazywał!". Kilka lat temu ustaliła się hierarchia rodzinna, zasady funkcjonowania i to wszystko się teraz chwieje. Pojawienie się "obcego" burzy nadzieje dziadków. W końcu mówimy o ich wnuku, być może jedynym. To, z czym oni się w tej chwili rozstają - lub być może, z czym zrywają nie na własne życzenie zresztą - jest wizja zespolenia rodziny syna. On odszedł, ale zostało po nim puste miejsce. Tego miejsca właśnie strzegli dziadkowie. Trochę tak jak na filmach: nie ma osoby, ale pojawia się świetlisty zarys postaci na ekranie. Dziadkowie, często razem z wnukami zresztą, pielęgnują "pomniczek".

Dzieci z dziadkami tworzą sojusz ?

- Nawet w pełnych rodzinach dzieci często wchodzą w sojusz z dziadkami, bo mają "wspólnego wroga": średnie pokolenie z jego wyborami życiowymi. O miejscu zamieszkania, wakacjach, szkole decydują rodzice. A konsekwencje tych wyborów ponoszą także ci, którzy głosu nie mają: dzieci i dziadkowie. Pojawia się nowy mężczyzna w życiu kobiety i wszystko się zmienia. Może na gorsze? Teraz chłopak nie będzie już jedynym, którego matka obdziela czasem czułością. To może być dla syna tak naprawdę kwestia ważniejsza niż pielęgnowanie "pomniczka" po tacie. Z kolei dziadkowie się boją. Do tej pory wszystko było ustalone: przychodzili w weekendy na obiad, mieli zawsze wstęp do domu byłej synowej i wnuka. A teraz przez drzwi zaczyna wpychać się do środka więcej osób: nowy partner, jego rodzice, przyjaciele. I czasu, i przestrzeni do podziału jest mniej. A co, jeśli pojawi się małe dziecko?

I syn, i dziadkowie walczą więc o swoje?

- I niekoniecznie musi im chodzić przede wszystkim o rozstanie i nowy związek matki czy byłej synowej. To trzeba dostrzec w tym konflikcie. Zastanowić się: które z tych ukrytych czasem potrzeb chcę i mogę zaspokoić? Nie zamierzam dopuścić do tego, by mój świat zaczynał się i kończył na synu. Ale zależy mi na dziadkach chłopaka, więc daję im do zrozumienia, że w moim domu nadal jest dla nich miejsce. Jeśli ich syn ułożył sobie życie - ma nową rodzinę, partnerkę, mieszkanie, może nawet kolejne dziecko - to ten czas "walki o swoje" dziadków nie będzie długi. Gorzej, jeśli jemu się nie wiedzie. Albo jeśli nie widuje się z dzieckiem, nie jest zainteresowany jego wychowaniem.

A czy w takiej sytuacji - ojciec jest nieobecny - dziecku nie będzie łatwiej nawiązać relacji z nowym partnerem matki?

- To zależy. Niekiedy może być nawet trudniej. Ojciec we wspomnieniach i wyobrażeniach może stać się ideałem - żywym pomnikiem. I jak tu zaakceptować prawdziwego mężczyznę? Dziecku w takiej sytuacji łatwiej jest pielęgnować nadzieję, że tata do niego wróci. Nie pozwoli nikomu nowemu wejść do rodziny. Nieprzeżyta do końca żałoba po odejściu ojca przeradza się w kult. I dziecko, i matka muszą przeboleć, przecierpieć, przepłakać tę stratę. Zerwaną więź. By nawiązać nową.

Dlaczego, kiedy się z kimś rozstajemy, oczekujemy, że nasi znajomi też z nim zerwą?

- Tak się dzieje, bo rozstanie, niezależnie od tego, przez kogo inicjowane, zawsze oznacza ból, stratę. Oczekuję, że przyznasz mi rację: tak, to był drań. Staniesz po mojej stronie. Jeśli nie mówisz, że on był draniem, a na dodatek nadal się z nim przyjaźnisz, to znaczy, że nie potwierdzasz moich uczuć. Przyłączyłaś się do jego obozu.

Dawni przyjaciele, sześć lat po moim rozwodzie, dzwonią i zapraszają na imieniny. Iść? A jeśli tak, to samej, z drugim mężem?

- Być może niezłym pomysłem jest zapytać: "Wiesz, że dwa lata temu wyszłam ponownie za mąż? Zapraszasz więc nas czy mnie samą?". Ale zapominamy o jednej jeszcze kwestii: o nowym mężu. On niekoniecznie musi chcieć zaprzyjaźniać się z pani "zgraną paczką" sprzed lat. Może ma własnych znajomych. A może nie chce być porównywany do pierwszego męża.

A jeśli to rodzice nie akceptują mojego nowego partnera? Mogę ich jakoś przekonać?

- I znajomym, i najbliższej rodzinie można powiedzieć to samo: "Wiem, że kochaliście mojego pierwszego męża. Ale teraz mam drugiego partnera. Bardzo mi zależy, byście i jego polubili". Nic więcej.

Mój przyjaciel miał pretensje do kolegi, który "zalajkował" na Facebooku ślubne zdjęcie jego byłej dziewczyny.

- Tu powstał trójkąt: pani przyjaciel - jego była dziewczyna - wspólny kolega. W trójkącie wszystkie uczucia i reakcje uczestników - trzech wierzchołków - są współzależne. Była dziewczyna jest szczęśliwa - kolega podzielił jej radość - ja się wściekam. To wskazuje, że rozstanie jest jeszcze niekompletne. W życiu pani przyjaciela nadal jest ta znacząca nieobecność, puste miejsce po dziewczynie. Niedopełnione zerwanie możemy rozpoznać właśnie po tym, że były partner nadal reguluje moje życie emocjonalne i wynikające z tego zachowania, decyzje. Zranił mnie wpis na Facebooku. Nie pojadę do wujka Tomka i cioci Eli, bo były mąż tam przyjedzie. Jestem zła na ojca, że zaprasza na imieniny mojego byłego męża. W pierwszym okresie po rozstaniu takie reakcje są uzasadnione. Ale gdy to trwa i trwa, a ja nadal uzależniam swoje wybory, decyzje od więzi, której nie ma, trzeba się zastanowić, co robić dalej. Może poszukać dobrego terapeuty i dokończyć ten proces, żeby móc żyć swoim życiem. Szkoda tracić czas.

Rozmawiała Jagna Kaczanowska

Anna Tanalska-Dulęba jest psychoterapeutką, kieruje Pracownią Terapii i Rozwoju w Warszawie. Prowadzi terapię indywidualną, rodzinną i grupową, szkoli zespoły terapeutyczne w Polsce i za granicą.

TWÓJ STYL 8/2014

Dowiedz się więcej na temat: rozwód

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje