Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kochanie, zmień się!

​Kobiety bardzo często chcą po ślubie zmienić swojego faceta na "zwierzę domowe". Umiejętnie manipulujemy, potrafimy zamęczyć przeciwnika rozmowami, które nie mają końca, aż on... ulega. Tylko czy takie działania nie przynoszą więcej szkody niż pożytku?

"Stary, ale ty się zmieniłeś! Co ona ci takiego zrobiła?" Te słowa nie raz można usłyszeć na spotkaniu klasowym po latach. "Ona" to oczywiście... żona. Niezbyt wyszukany żart daje jednak wiele do myślenia. Nawet jeśli facet, który usłyszał taki "komplement" zaśmieje się, będzie to śmiech nerwowy, a jeśli zacznie tłumaczyć się stanowiskiem, które zajmuje, jego przechwałki nie będą wyglądały zbyt imponująco. Na pewno w jego głowie zacznie kołatać natrętna jak mucha myśl: "Dlaczego dziś jestem zupełnie innym człowiekiem niż kiedyś? Czy można to jakoś odwrócić?" A wtedy zacznie robić się gorąco...  

Macho kontra...

Reklama

Z badań przeprowadzanych regularnie przez TNS OBOP wynika, że gust kobiet niewiele się zmienił w ciągu ostatnich lat. Panie wciąż wolą mężczyzn w typie macho, silnych, zdecydowanych, twardo stąpających po ziemi. Najbardziej pożądanymi partnerami są ponoć reprezentanci takich zawodów jak strażak, pilot, hydraulik, czy mechanik samochodowy. Znany ze stereotypów lekarz czy prawnik zajmuje bardziej odległe miejsca.

Nawet jeśli my, kobiety, trafimy na faceta, od którego kipi testosteron, i który wie, że od czasu do czasu musi dostać porządną dawkę adrenaliny, jesteśmy z niego zadowolone... dość krótko, konkretnie do dnia ślubu. Potem sytuacja zaczyna się zmieniać, a nasz macho, w którym tak ceniłyśmy siłę i niezależność charakteru, zaczyna drażnić ciągłą nieobecnością w domu, brakiem jakiejkolwiek pomocy, a nawet egzekwowaniem należnych mu przywilejów, takich jak obiad składający się z trzech dań, czy idealny porządek w domu. Dlaczego tak się dzieje?

...Kur domowy

Dzisiejszy model rodziny różni się od tego, który obowiązywał dawniej. Coraz częściej oboje małżonkowie pracują, oboje też chcą tworzyć związek na partnerskich zasadach. W myśl tych zasad kobieta nie pracuje na dwóch etatach: w miejscu pracy i w domu, a mężczyzna nie zasiada do późnego wieczora przed telewizorem, lecz obowiązki są dzielone. Oczywiście równy podział licznych prac domowych, czy zadań związanych z opieką nad małym dzieckiem raczej nie jest możliwy, jednak w cenie zaczyna być facet, który pozmywa naczynia, nastawi pralkę, zreperuje cieknący kran czy pobawi się z dzieckiem.

A macho ? Cóż, idzie w odstawkę! Pragnienia kobiety niezależnej, i takiej która musi godzić pracę z wychowaniem dziecka diametralnie się bowiem różnią. Buchający testosteronem kochanek ustępuje więc miejsca czułemu, troskliwemu mężczyźnie, który potrafi odłożyć na bok własne potrzeby dla rodziny. Tylko czy taki model rodziny nie jest czasem... wytworem damskiej wyobraźni?

Zmiana priorytetów

Problem pojawia się wtedy, gdy jedna osoba zaczyna dominować w związku. Oczywiście jest to proces w pełni naturalny, przecież człowiek jest zwierzęciem stadnym i potrzebuje przywódcy. Przez stulecia tym naturalnym liderem w związku był oczywiście mężczyzna. Nie tylko zarabiał na rodzinę (nawet jeśli jego partnerka była osobą majętną, gdyż otrzymała wysoki posag, to on zajmował się potem zarządzaniem tym majątkiem), decydował o wszystkich sprawach dotyczących domowników, chronił rodzinę. Sytuacja odmieniła się kilkadziesiąt lat temu, gdy kobiety zaczęły nie tylko pracować, ale jeszcze podejmować ważne decyzje.

Mężczyźni tracili nie tylko monopol finansowy, ale jeszcze przekonywali się, że kobiety nie muszą w pełni podporządkowywać się ich planom. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda dziś: kobiety stały się nie tylko niezależne, ale też ambitne, pewne siebie, wytrwałe w dążeniu do celu. Co więcej, chcą łączyć pracę z macierzyństwem, a taka decyzja wymaga uświadomienia sobie, że jedna osoba, w tym wypadku kobieta, nie da rady łączyć wszystkich tych obowiązków. A wtedy pomoc mężczyzny staje się bardzo pożądana...

Ucieczka z domowego więzienia

Nawet jeśli nasz macho z chęcią pomaga w opiece nad dzieckiem, czy w pracach domowych, tak, jak tylko może i umie, nie zdziwmy się, jeżeli po jakimś czasie zacznie snuć się po domu ze smutną miną, a cały jego zapał gdzieś wyparuje...  Jeszcze gorzej jest, gdy nasz partner za nic w świecie nie chce się zmienić i dostosować do sytuacji kreowanej głównie przez kobietę. Dzieje się tak z prostej przyczyny: osoba, na której wymuszamy jakieś zachowania, której wydajemy polecenia i bezwzględnie je egzekwujemy, wycofuje się, zamyka w sobie, tłumi gdzieś agresję.

Gwałtownie spada też samoocena naszego mężczyzny, czuje się on bezwolny i pozbawiony testosteronu, niczym cień dawnego macho... Nawet jeśli on poddaje się i bezwolnie spełnia nasze życzenia, musimy zdać sobie sprawę, że to bomba zegarowa z opóźnionym zapłonem. A jego cykanie tak naprawdę odmierza czas do końca naszego związku! Przytłoczony nawałem obowiązków do spełnienia i poleceń do wykonania mężczyzna stopniowo będzie starał wycofać się ze swojego więzienia. Ucieczek może być wiele: piwo z kolegami (albo kieliszek wypijany w samotności!), ryby, mecz... w najgorszym wypadku romans! Lepiej więc nie popełniać kilku prostych błędów...

Nie wszystko da się zmienić

Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że związek dwojga ludzi zawsze narzuca ograniczenia. Oczywiście, nie da się równo podzielić obowiązków, ale wcale nie oznacza to, że oboje musimy rezygnować z przyjemności. Szukajmy kompromisów, rozmawiajmy, spokojnie przytaczajmy argumenty. Jeśli pojawia się małe dziecko, nasz facet musi zrozumieć, że wypady ze znajomymi nie mogą być teraz tak częste jak dawniej. Z kolei kobieta, która chce dominować musi też zrozumieć, że ograniczenie faceta i zatrzymanie go w domu oraz rezygnacja z wszelkich dotychczasowych nawyków jest... po prostu niemożliwa i prowadzi do rozpadu związku!

Ważne, by w procesie "udomawiania" mężczyzny, nagle nie zniknęły gdzieś te cechy, które sprawiły, że go pokochałyśmy. Dlatego czasem trzeba mu dać luz. Często dobrym pomysłem jest też kultywowanie narzeczeńskich rytuałów, takich jak wychodzenie z domu na kolację czy do kina, zwiedzanie bliższej czy dalszej okolicy. Wspólnie spędzony czas wzmocni związek, a samotne wypady naszego mężczyzny sprawią, że ocaleje w nim chęć do posiadania własnej, nawet małej przestrzeni, kawałka świata, który da mu siłę i pozwoli odreagować nawet największe niepowodzenia!

Joanna Bielas

Dowiedz się więcej na temat: związek | para | uczucia | I kto tu rządzi?

Reklama

Reklama

Reklama