Reklama

Reklama

Klaps to nie bicie?

W kontrze do wspomnianej wcześniej piosenkarki jest polska aktorka, matka dwójki dzieci, Maja Bohosiewicz (29). Często wypowiada się w sieci na temat przemocy wobec dzieci.

Reklama

Jest jej zdecydowaną przeciwniczką: "Nie musimy uciekać się do metod naszych ojców, którzy swoim srogim spojrzeniem potrafili zabijać. Musimy mieć świadomość, że jeżeli zastosowaliśmy klapsa, to nie była to konieczność, tylko nasza porażka, za którą należy przeprosić, bo każdemu bez względu na wiek należy się szacunek (...) Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym z mężem i NIGDY, PRZENIGDY nie uderzymy dzieci. Nie rozróżniam klapsów, lania czy plaskacza. Nie wiem na kogo wyrosną moje dzieci, nie wiem, czy dobrze je wychowuję, nie wiem, czy mam wystarczająco dużo szacunku i posłuchu u nich, ale nie chciałabym pomylić nigdy strachu z respektem. Podobno nie można rozpuścić dziecka, dając mu za dużo tego czego potrzebuje, czyli wsparcia, miłości i zrozumienia. Można je rozpuścić dając za dużo tego czego nie potrzebuje. Cieszę się, że dyskusja na temat przemocy wobec dzieci znowu jest na tapecie i na szczęście publicznie piętnuje się to zachowanie", napisała niedawno w Internecie.

Z piętnowaniem, o którym wspomniała, jest niestety różnie. Zwłaszcza, gdy co i rusz słyszymy z ust polityków, że w biciu dzieci nie ma właściwie niczego złego.

Przemoc rodzi przemoc

Nasza ekspertka zauważa, że 90 proc. stosujących kary cielesne rodziców nie utożsamia klapsa z biciem. - Mówią: "Jestem bardzo spokojnym człowiekiem, przeciwnikiem bicia, ale.... Sytuacje "ostateczne" i "wyjątkowe" zaczynają się mnożyć, a klapsy wymierzane są z coraz większą siłą i łatwością. Matki, które do mnie przychodzą, mówią, że są przerażone, jak łatwo wymierzają kolejne razy - mówi psycholog.

Bywa, że klapsy zamieniają się w ciosy. Przypadków takiej przemocy w Polsce nie brakuje. Wystarczy prześledzić jakikolwiek serwis prasowy, by każdego dnia znaleźć doniesienia o maltretowanych dzieciach. W październiku wujek przypalał papierosem i bił po głowie 15-miesięczną dziewczynkę. W tym samym miesiącu w Łodzi ojciec po raz drugi już skatował swoją czteromiesięczną córkę. Dziecko przeszło poważną operację neurochirurgiczną.

W Kostrzynie rodzice pobili 10-miesięcznego synka. Miał pękniętą czaszkę i paraliż twarzy. W Ełku ojciec zakatował synka na śmierć. Chłopczyk miał zaledwie dwa miesiące.

W Krapkowicach matka, jej partner i ojciec przez trzy lata bili trzy dziewczynki w wieku 5-11 lat.

Przykłady bestialskiego zachowania dorosłych względem własnych dzieci można niestety mnożyć. Nie każdy klaps prowadzi do maltretowania, ale każda forma przemocy pozostawia w psychice dziecka ślad.

W Polsce od 2010 roku obowiązuje zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci. W każdej formie.

Justyna Kasprzak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje