Reklama

Reklama

Higiena umysłu w kwarantannie

- Wsparcie "od i do" naszych bliskich jest podstawą budowania poczucia, że będziemy mieli do jakiego świata wracać - tak społeczną izolację komentuje psycholog Katarzyna Jędrasiak-Rogóż.

O tym, jak izolacja wygląda z punktu widzenia psychologa, który był objęty przymusową kwarantanną, opowiada Katarzyna Jędrasiak-Rogóż, psycholog w Małopolskim Centrum Opieki dla Osób Starszych, Przewlekle Niepełnosprawnych oraz Niesamodzielnych, która prowadzi także indywidualne i rodzinne konsultacje psychologiczne, oraz wykładowca Akademii Krakowskiej im. Frycza Modrzewskiego.

Wojciech Kułaga, Styl.pl: Często ostatnio przeklinasz?

Reklama

Katarzyna Jędrasiak-Rogóż, psycholog: - Mam wrażenie, że mniej.

Burmistrz jednego z miast napisał na swoim profilu na Facebooku: "Wprawdzie kocham swoją żonę, ale nie wyobrażam sobie dwóch tygodni non stop pod jednym dachem". Jak już wiemy, dwa tygodnie zamieniły się w dwa miesiące, a końca na razie nie widać. Jak więc radzić sobie z napięciem, które narasta codziennie?

- Ciekawe stwierdzenie, skoro zadecydował świadomie, że będą razem na dobre i na złe... Prawdą jest to, że wiele osób umie być razem tylko wtedy, kiedy większą część życia spędza osobno poza domem. Na to codzienne napięcie w relacji składa się wiele. Na przykład metraż oraz fakt przygnębienia i bezradności. Jak więc sobie z tym radzić? Nie ma złotej recepty, ale na pewno należy dawać relacji więcej przestrzeni i światła. Nie trzeba robić wszystkiego razem. Jeśli mam ochotę sprzątać, a druga osoba czytać książkę, uszanujmy nasze potrzeby. Ważne jest, by wiedzieć, co naprawdę nas irytuje - sytuacja czy osoba. Jeśli sytuacja, to nie przekładajmy problemów na osobę.

- Jednak problem "kumulującego się napięcia" jest wyraźnie widoczny w różnym stopniu w każdym z nas. Jedni umieją sobie z tym radzić, natomiast inni przelewają napięcie na inne zachowania, dlatego wzrasta obecnie ilość przypadków przemocy domowej. Statystyki mówią same za siebie. Warto zauważyć, że nawet wiele młodych osób dostrzega ten problem. Słyszałeś o sklepie internetowym "Rumianki i bratki" Krystyny Paszko?

Nie, nie słyszałem.

- Jest to sklep-przykrywka, w którym za czynnością "kupowania" kryje się pomoc dla osób, które doświadczają przemocy domowej. Pytając o kosmetyki lub interesując się nimi, otrzymują one wsparcie psychologów lub ośrodków interwencji kryzysowej. Zaś kupując produkt, proszą o interwencję policji. Pomysł rewelacyjny! Co warto nadmienić, Krystyna Paszko ma 17 lat. To piękne, że takie projekty powstają w głowach młodych osób. Zarazem pokazuje to skalę świadomości społeczeństwa na temat przemocy domowej, która, jak wiemy, stale rośnie. Nie tylko za sprawą wirusa.

Ludzie dbają teraz bardziej o mycie rąk niż o higienę umysłu... Nie uważasz?

- Cieszy mnie fakt, że ludzie w Polsce zaczynają świadomiej dbać o własną higienę. Jednak "higiena umysłu" jest stwierdzeniem bardzo szerokim i interpretowanym według uznania. Na pewno częściej teraz myślimy o myciu rąk niż o tym, jak być szczęśliwym. Sama higiena umysłu ogranicza się natomiast do racjonalizowania problemu i niewchodzenia na fale przerażenia. Każdy z nas czuje, że odbierana jest mu wolność. Takim sytuacjom towarzyszy bunt. Jak się jednak buntować, skoro ograniczenia mają nam uratować życie? Mamy w sobie niesamowity konflikt i mamy do niego prawo. Jednak mamy też prawo do tego, by przejść do akceptacji tej sytuacji i starać się z niej czerpać pozytywy. Wybór należy do nas.

Patrząc na obecną sytuację społeczną, jeden z norweskich psychologów, Atle Dyregrov, powiedział: "Zarezerwuj określony czas (10-20 minut), w którym możesz się martwić, ile chcesz"). Czy według psychologów naprawdę to takie proste?

- Nie jest to proste. Jednak jeśli nauczymy się tego mechanizmu, on zadziała. Aktualnie sami wpadamy w spiralę strachu. Jak? Myśląc o pandemii cały czas. Codzienna dawka informacji o ilości zgonów często powoduje myśli, w których podsumowujemy nasze życie. Widzimy, że mamy cele, ale zastanawiamy się, czy uda się nam je zrealizować. Zaczynamy się wtedy, całkiem świadomie, mierzyć z myślą o własnej śmierci, choć większość z nas nie ma noża na gardle. Część odpowiedzialności za to ponoszą media, które nas napędzają. Forma przekazu informacji i język używany w wiadomościach nakręca nas do zwiększania swojego wewnętrznego dyskomfortu, niż negatywne informacje same w sobie. Aktualnie słyszymy: nie umyjesz rąk - zginiesz, nie zasłonisz ust - zginiesz, wyjdziesz na spacer - zabijesz całe społeczeństwo. Oczywiście spłycam, ale można się tym wystraszyć!

Ten coachingowy styl Atlea Dyregrova chyba nie pasuje do obecnej sytuacji...

- Ciężko powiedzieć. Coś, co nie działa na ciebie, może zadziałać na kogoś innego. Słyszymy o różnych rozwiązaniach problemu. Jednak w firmach, Sanepidzie czy rządzie widzimy starania, które są chaotyczne, nieułożone. Boimy się tego, że boją się osoby, które stoją na wysokich stanowiskach. Musimy się dostosować, ale widzimy, że oni sami nie wiedzą czy to co robimy ma sens. My, psychologowie, próbujemy w morzu jakiekolwiek rozwiązań znaleźć jedno, które może dać nam spokój ducha. To jest sensowne.

Kiedy i jak szukać pomocy psychologa - czytaj na następnej stronie >>>

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje