Przejdź na stronę główną Interia.pl

Egzamin dojrzałości

Kobieta związana z niedojrzałym mężczyzną w końcu dochodzi do ściany. Ma ochotę krzyknąć, że tego dłużej nie zniesie i żeby on, wieczny chłopiec, zabrał zabawki i poszedł sobie. Terapeutka przekonuje, że warto o związek powalczyć. Odrobić z naszym partnerem lekcję, o której zapomnieli jego rodzice.

Twój STYL: Wiele kobiet spotyka mężczyzn, którzy nie potrafią dorosnąć. Jak rozpoznać Piotrusia Pana? Czy pojawiają się znaki ostrzegawcze, na które powinnyśmy zwrócić uwagę?

Reklama

Adrianna Sobol: - Każdy człowiek z tym syndromem, bo dotyczy to też kobiet, jest spontaniczny, niesztampowy, czarujący. Trudno więc na początku rozpoznać jego wady, bo to barwna postać. Jeśli spotykamy mężczyznę, który nie zna słowa "muszę", który potrafi odwołać ważne służbowe spotkanie, by zabrać nas bez zapowiedzi na weekend, to już mogłaby się nam zapalić czerwona lampka. Tyle że my nie chcemy, żeby się paliła, bo jesteśmy oszołomione życiem, które przy takim mężczyźnie nagle nabiera blasku. Szczególnie gdy same czujemy się przytłoczone obowiązkami, codziennością.

Jeśli mamy sprawdzić, czy nie wchodzimy w relację z wiecznym dzieckiem, warto zwrócić uwagę, jak mężczyzna traktuje obowiązki. Pamiętajmy, że dojrzałość wiąże się z różnego rodzaju nakazami, zasadami. Musimy na przykład stawiać się punktualnie w biurze, opłacić rachunki. Piotrusia Pana ta rzeczywistość nie dotyczy. Nawet jeśli w niej egzystuje, to nie są dla niego ważne sprawy, zapomina, bagatelizuje. Ważna jest zabawa, swoboda.

Partnerki "Piotrusiów" często mówią: "Było idealnie, dopóki nie zaczęłam od niego czegoś wymagać".

- Problem zaczyna się, gdy kobieta, przytłoczona obowiązkami, decyduje się zmienić dotychczasowe reguły gry. Często momentem przełomowym są narodziny dziecka. I kobieta, partnerka, natrafia na silny opór: bo jej wybranek nie rozumie, dlaczego nagle on, jego potrzeby i zachcianki przestają być najważniejsze. Czuje się porzucony, natomiast ona orientuje się, że tak naprawdę ma w domu dwoje dzieci.

Piotruś Pan jest kiepskim ojcem?

- Niekoniecznie, często jest fajnym kumplem dla dziecka. Potrafi się z nim bawić, godzinami stawiać wieże z klocków, grać w piłkę. Ale ma problemy z zaopiekowaniem się kimś. Wzięciem za niego odpowiedzialności. Opieka nad dzieckiem bywa żmudna, a to jest dla wiecznego chłopca zadanie ponad siły .

To znaczy?

- Kobieta prosi mężczyznę, żeby kupił pieluchy. On znika, a potem przynosi do domu zupełnie niepotrzebne rzeczy albo mówi, że zapomniał. Niecierpliwi go codzienność, sztywne harmonogramy: o 13 drzemka, o 15 serek, o 19 kąpiel, ucieka z domu, nie pomaga. Kiedy ona jest zmęczona, niewyspana, bo zajmuje się dzieckiem, on wciąż oczekuje, że ona posprząta czy zapłaci rachunek. A nawet jeśli nie oczekuje, to sam nic nie zrobi. Dom pogrąża się w chaosie, zarasta brudem. Kobieta rozumie, że w tym związku jest skazana na samotność, przynajmniej w pewnych jego sferach.

 "Sama do tego doprowadziłam", mówią partnerki wiecznych chłopców. Czy kobieta może zachęcać partnera do bycia "Piotrusiem"? 

- Tak się zdarza, zwłaszcza na początku. Kobieta jest oczarowana oryginalnością, niesztampowością, spontanicznością mężczyzny. Partner żyje w przekonaniu, że wszystko jest okej. Ona nie mówi, że jej to ciąży. Mówi, a właściwie zaczyna krzyczeć, że nie jest okej dopiero wtedy, gdy poziom frustracji i złości na Piotrusia Pana sięga już zenitu. Atak bywa niespodziewany. Mężczyzna jest zaskoczony. Skąd ten przeskok od zachwytu do potępienia?

Jest jeszcze druga sprawa. Wiele kobiet wchodzi w związek z założeniem, że zmienią mężczyznę. Na pierwszym roku psychologii znany profesor tłumaczył nam na jednym z wykładów: "Drogie panie, pamiętajcie jedno. Nie wchodźcie w relację z przeświadczeniem, że wychowacie kogokolwiek. To jest trudne i często wiąże się z niepowodzeniem. Zmiana jest możliwa tylko wtedy, gdy ten, w kim ma się dokonać, pragnie jej. To musi być jego praca, wysiłek, motywacja i chęć. Nie jesteśmy w stanie zmienić drugiego człowieka o 180 stopni, to niemożliwe. Możemy tylko wspierać ludzi w pracy nad sobą".

 Co zrobić, by zawalczyć o siebie, ale nie zniszczyć związku. Czy to możliwe?

- Osoby żyjące z niedojrzałym człowiekiem prawie zawsze w końcu dochodzą do ściany. Mają dość. Czują się jak w pułapce. Z jednej strony darzą uczuciem partnera, z drugiej nie są w stanie z nim żyć, bo nie ma w tym związku równowagi w dawaniu i braniu. Co robić? Najważniejsze jest to, żeby wieczne dziecko poczuło w sobie potrzebę zmiany, postarało się nad sobą pracować. Czasem nie ma szans na samodzielną przemianę i potrzebna jest pomoc specjalisty. Na pewno krzyki, pretensje nie mają sensu, bo wywołają odwrotny skutek. Z Piotrusiem trzeba wciąż postępować trochę jak z dzieckiem.

Załóżmy, że zamiast mleka przynosi colę. Normalna, spontaniczna reakcja to złość. Radziłabym się powstrzymać. Spróbujmy docenić fakt, że on w ogóle coś kupił i przyniósł: "Fajnie, na pewno się przyda. Tylko ja potrzebuję teraz mleka, mógłbyś zejść po nie na dół?". Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale działa: człowiek pochwalony, zwłaszcza Piotruś Pan, chce zasłużyć na kolejną porcję głasków. Pewnie przyniesie w końcu to mleko, brawo! Nam wydaje się to śmieszne: no jak to, mam dorosłego faceta traktować jak pięciolatka? Ano tak, bo w wieku pięciu lat on podobnej lekcji nie odebrał, więc musimy mu jej udzielić teraz. Warto pokazywać też, że zachowanie dorosłego nie musi być nudne i męczące.

Jakiś przykład?

- Załóżmy, że partnerka Piotrusia Pana będzie chciała, żeby ukochany zrobił obiad. Może na niego nawrzeszczeć i wysłać do obierania ziemniaków, jak w wojsku. Ale może też podsunąć mu pomysł na coś innowacyjnego: "Zróbmy sushi, ugotujmy tajską zupę na mleczku kokosowym". Może on zapali się do tego, gotowanie wyda mu się ciekawe, zabawne, no i jest to wyzwanie. Ziemniaki tylko by go znudziły. A tak cel zostanie osiągnięty, rodzina nakarmiona.

Wiele kobiet się zbuntuje: "Jeszcze mam pracować nad tym, żeby on cieszył się gotowaniem!".

- A dlaczego nie? Nie ma sensu udowadniać, że ktoś jest lepszy lub gorszy. Zawsze pamiętajmy też o plusach wiecznych dzieci, przecież przyjemnie jest z nimi spędzać czas. Tylko trzeba na taką osobę znaleźć sposób. Jeśli ludzie się kochają, chce im się zrozumieć partnera, to życie z takim mężczyzną może być przygodą. Jednak to wymaga szczerej rozmowy z samą sobą. Czy ja tego chcę?

Przychodzą do pani kobiety, które narzekają na swoich niedojrzałych mężczyzn?

- Przychodzi mnóstwo takich kobiet. Żyjemy w świecie narcyzmu. Coraz więcej ludzi ma przekonanie, że liczą się tylko oni, ich radość, szczęście. Fajnie jest być oryginalnym, robić coś spontanicznie. Stabilizacja jest ograniczająca, rodzina jest nieatrakcyjna. Funkcjonowanie: praca - dom - rodzina, jest ograniczające. To nuda. Tymczasem to wcale nie jest nuda. Uczmy tego dzieci, mniej z nich ucieknie  do Nibylandii.

Katarzyna  Troszczyńska

Twój STYL 6/2018

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje