Reklama

Reklama

Drzazgi i słodziaki

Spójrzcie, co robią dzieci: uwielbiają mieć przy sobie ukochane zabawki, przedmioty budzące miłe skojarzenia i dobre emocje, nadające życiu odrobinę magii. Róbmy tak samo. Z profesorem Rafałem Ohme rozmawia Magdalena Kuszewska.

Prof. Rafał Ohme: Dzisiaj porozmawiamy o "drzazgach" i "słodziakach". Uważajcie na nie, gdy będziecie przywozić z wakacji pamiątki lub robić porządki!

Reklama

PANI: "Drzazgi" i "słodziaki"? Jak to rozumieć?

- Zanim przejdę do sedna, opowiem o moim naukowym idolu Robercie Zajoncu, twórcy nowoczesnej psychologii społecznej o polskich korzeniach, który wyemigrował do USA. Dzięki niemu zakochałem się w emocjach i mózgu. Przez wiele lat jeździłem do niego na Uniwersytet Stanforda, aby prowadzić badania. W 1993 r. profesor Zajonc odkrył pewne zjawisko, ale żeby miało ono status teorii naukowej, ktoś obcy, w niezależnym laboratorium, musiał powtórzyć jego eksperyment. Przez sześć lat nikt na świecie nie był w stanie tego zreplikować. W końcu mnie się udało. Zjawisko nazywa się rozproszeniem nieświadomego afektu. Mówiąc w dużym skrócie: emocje, których sobie nie uświadamiamy, automatycznie i bezwiednie przelewają się na otaczające obiekty i wydarzenia.

Na przykład?

- Jesteś na ruchliwej ulicy, czekasz na zielone światło. Nagle w mijającym cię samochodzie miga twarz mężczyzny podobnego do tego, który kiedyś cię skrzywdził. Mózg dostaje negatywny bodziec podprogowy, który wytwarza negatywny afekt. On rozprzestrzenia się, powodując nagłe pogorszenie nastroju. Pozornie bez powodu robisz się smutna. Nie wiesz dlaczego. Ze zjawiskiem rozproszenia nieświadomego afektu stykamy się dużo częściej, niż nam się wydaje. Na przykład w naszych domach - zdjęcia, figurki, pamiątki z wakacji pozornie budzą tylko miłe skojarzenia, ale na poziomie podświadomości już nie. Załóżmy, że Kasia, atrakcyjna 40-latka, trzyma na kominku zdjęcie z wycieczki do Rzymu podczas studiów. Ono tam stoi od lat, świadomość je lekceważy, ale mózg podprogowo wychwytuje negatywną informację. Za każdym razem, dzień po dniu. Ze zdjęciem pozornie wszystko jest OK: dolce vita, opalone buzie, uśmiechy, młodość.

Gdzie tu "drzazga"?

- Podświadomie może przygnębiać Kasię to, że teraz nie wygląda już tak dobrze jak w czasie studiów. Pogłębiły się zmarszczki, w talii przybyło dziesięć centymetrów, opalenizna okazała się niezdrowa. Czy to oznacza, że przez spoglądanie na to zdjęcie wpadnie w depresję? Oczywiście, że nie. Jednak jej nastrój będzie się pogarszał - minimalnie, ale stale (będzie tak jak z przybieraniem na wadze). Aby temu zapobiec, Kasia powinna szybko schować zdjęcie do albumu i wracać do niego od czasu do czasu, zawsze świadomie, celebrując miłe wspomnienia. Jeśli użyjemy świadomej refleksji, to żadne zmarszczki nie będą nam straszne. A jeśli będziemy wiedzieli to podprogowo lub peryferycznie (jako element wystroju wnętrza), to może być kłopot. Radzę wziąć pod lupę większość przedmiotów i pamiątek z wakacji.

I każdą z nich "zeskanować emocjonalnie"?

- Szukajcie dziury w całym (śmiech)! Popatrzcie na dany przedmiot i zapytajcie siebie, czy jest powód, abyście w jego towarzystwie poczuły się źle. Fotografia ukochanej babci budzi czułe wspomnienia, ale może jednocześnie sprawiać ból, że babci już nie ma. Jeżeli po kilku, kilkunastu sekundach nie czujecie negatywnej wibracji w okolicach żołądka (mówię tu o aktywności proprioreceptorów), to znaczy, że obiekt jest "czysty", nie tylko świadomie, ale i podświadomie. Zeskanujcie tak każde zdjęcie, które chcecie oprawić po wakacjach! Czy egzotyczny urlop nie był w istocie wielkim stresem, bo kłóciliście się z partnerem o najmniejsze bzdury? Rzeczą równie zdradliwą co zdjęcia czy pamiątki są rachunki, wezwania do sądu, mandaty.

Na drugim biegunie znajdują się "słodziaki"?

- To rzeczy, które budzą świadomie i podświadomie pozytywne emocje. Gromadźmy ich jak najwięcej, bo poprawiają nam humor! Kupmy sobie misia Paddingtona i zabierzmy go w podróż marzeń, aby dodatkowo "napromieniować pozytywnością". Po powrocie będzie dla nas "pracował", budząc dobre emocje. Zainwestuj w "słodziaka", który zmieści się w dłoni, przy czym nie chodzi tutaj o talizman na szczęście. Miej go ze sobą w torebce podczas stresujących wydarzeń. Za każdym razem, kiedy się na niego natkniesz, doda ci energii i optymizmu. Pamiętajmy też o portfelu: zdjęcia bliskich czy pupila to wspaniałe "słodziaki", uodparniające nawet twardych wojowników na strzały losu.

A co jest najlepszym "słodziakiem"?

- Figurka, maleńki pluszak. One oddziałują na wszystkie zmysły, można je wąchać, tarmosić, oglądać. Wzmacniamy w ten sposób wrażenie kinestetyczne. Ale uwaga! Nie wystarczy przywieźć znad oceanu muszli, ona musi nabyć "właściwości magiczne", czyli najpierw weź ją ze sobą na romantyczną kolację przy świecach z ukochanym. Warto mieć jak najwięcej dobrych wspomnień związanych z tą muszlą. Te wszystkie zachowania przypominają to, co na co dzień robią dzieci. One uwielbiają mieć przy sobie ukochane zabawki, przedmioty - "słodziaki" nadające życiu odrobinę dobrej magii

PANI 7/2015

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje