Przejdź na stronę główną Interia.pl

Docenić siebie

Chwaląc, trzeba zachować umiar. Po pierwsze, można skrzywdzić dziecko, pompując jego ego do niemożliwych rozmiarów, a po drugie - stracić w jego oczach wiarygodność - mówi profesor Rafał Ohme.


Reklama

PANI: Polacy uchodzą za ludzi raczej niepewnych siebie, niewierzących w swoje możliwości. Dlaczego?

Prof. Rafał Ohme: - Moim zdaniem, mają kompleksy, które są konsekwencją braku samoakceptacji. A ta z kolei bierze się z zaburzonego poczucia własnej wartości, które kształtuje się w dzieciństwie. Jeśli rodzice "schrzanili" wychowanie dziecka, to ono do końca życia będzie mieć problem, a to oznacza, że aby być mentalnie silne i odporne, musi się więcej napracować.

Kora czy Kuba Błaszczykowski jako dzieci mieli pod górę. Mimo to osiągnęli sukces.

- Jeśli ktoś wywodzi się z trudnego środowiska, to albo w nim zostaje, albo... osiąga szczyt. Kluczem do sukcesu jest poczucie własnej wartości. Chodzi o to, aby myśleć o sobie: "Jestem całkiem mądra/y, całkiem porządna/y, całkiem pracowita/y, choć zdarzają mi się potknięcia". Jeżeli młody człowiek jest wychowywany w takim duchu, to w przyszłości dużo łatwiej poradzi sobie i z sobą, i z innymi. Zbadano, że osoba o wysokim poczuciu wartości znacznie lepiej przyjmuje krytykę.

- Natomiast ten, do którego w domu zwracano się "ty kretynie", jest w dużo gorszej sytuacji. Nawet jak ukończył najlepsze uniwersytety, nauczył się kilku języków i dostał dobrą posadę, to w głębi duszy czuje się nadal kretynem. Panicznie boi się, że ktoś to odkryje! Jeśli w pracy szef wytknie mu choćby drobną niedoskonałość, to zareaguje tak, jakby chciano mu odebrać niepodległość. Osoby z niskim poczuciem wartości na krytykę reagują niewspółmiernie do sytuacji.

Skąd bierze się w nas, Polakach, brak wiary w siebie?

- To kwestia wychowania. Podczas moich licznych podróży miałem okazję zapoznać się z różnymi metodami wychowawczymi i to w kulturach tak odległych jak amerykańska czy chińska. W tej pierwszej opiera się ona na totalnej afirmacji.

- Gdy dziecko opluwa zupką biesiadników siedzących przy stole, jego mama woła: "Zobaczcie, w jaki sposób on potrafi wyrażać emocje!". Jeżeli chodzi o Daleki Wschód, rodzice przekazują potomstwu silną potrzebę kontrolowania mimiki, ekspresji. Ale, co ciekawe, obie nacje doskonale wiedzą, że "wyrobienie" poczucia wartości u dzieci jest kluczowe, dlatego rządzą światem!

- Mimo kolosalnych różnic między czterolatkiem z Chin i USA obaj mają takie samo przekonanie: poradzę sobie, będę najlepszy. Z drugiej strony z tego samego powodu nastolatki popełniają tam samobójstwa - czują, że nie są wystarczająco doskonałe, że nie spełniają oczekiwań rodziców czy nauczycieli. 

Ale spotykamy też ludzi, od których aż bije miłość własna. Cienka jest linia między samoakceptacją a niezdrowym egocentryzmem.

- Jest taka mądra reguła: primus inter pares (pierwszy między równymi - przyp. red.). Ja sam chciałbym być najlepszym tenisistą. Wiem, że co prawda nie wygram Wimbledonu, jednak może mógłbym zwyciężyć w akademickich rozgrywkach, ewentualnie w zawodach profesorów psychologii. W ten sposób nie narażam się na ciosy bezlitosnej rzeczywistości.

- Takie sprawy szczególnie zajmują człowieka, który ma naście lat i pragnie zostać słynnym aktorem lub gwiazdą rocka. Odległość, jaka dzieli nastolatkę od Beyoncé, jest, w mniemaniu tej pierwszej, minimalna, "bo przecież umie śpiewać tak jak ona". A potem cierpi, bo odpadła podczas castingu do programu "X Factor".

Czyżby to była wina wychowania?

- Niestety, tak. Bo chwaląc, trzeba zachować umiar. Po pierwsze, można skrzywdzić dziecko, pompując jego ego do niemożliwych rozmiarów, a po drugie - stracić w jego oczach wiarygodność. Jak? Gdy będę powtarzał synowi: jesteś najlepszym tenisistą i matematykiem na świecie, to życie i tak szybko to zweryfikuje. I nagle - skoro zawiodłem - może się okazać, że dziecko przestanie mi ufać we wszystkich innych dziedzinach.

- Należy więc chwalić młodych ludzi zgodnie z zasadą primus inter pares: pewnie uda ci się być w czołówce podczas międzyszkolnych zawodów tenisowych. Byle tylko nie mówić mu, że na pewno stanie na olimpijskim podium... Niestety, ja sam jako ojciec dość często popełniam takie błędy...

Jak sprawdzić, czy ego nie przesłania nam świata?

- Wystarczy prosty test, jak reagujesz na konstruktywną krytykę. Wiadomo, że każdemu jest przykro, kiedy ktoś zwraca mu uwagę. Ale czy umiesz przyznać się do błędu i nadal odnosić dobrze do osoby, która ci go wytknęła? Jeśli tak, to znaczy, że jesteś odporna na wirusa egocentryzmu. Jeśli nie, to masz problem z poczuciem własnej wartości. Wtedy powinnaś znaleźć coś, co ci je da.

A jeśli nie ma dyscypliny, w której bylibyśmy najlepsi?

- To oznacza tylko jedno - źle szukaliśmy! Na pocieszenie powiem, że gdybyśmy na przykład prześwietlili mózgi stu najbogatszych Polaków, to od razu przekonalibyśmy się, że nawet wielkie pieniądze nie są miarą szczęścia ani nawet poczucia własnej wartości.

Rozmawiała: Magdalena Kuszewska

PANI 10/2013


Dowiedz się więcej na temat: dziecko | szczęście | sukces

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje