Przejdź na stronę główną Interia.pl

Czy miłość nas zmienia?

Nie można zmienić partnera, wysuwając żądania, udzielając wskazówek ani nawet negocjując z nim listę swoich wymagań. Miłość robi to zupełnie inaczej. Po prostu wydobywa z nas to, co najlepsze.

Rzeźbiarz Michał Anioł Buonarroti mówił, że kiedy patrzy na kamienny blok, widzi drzemiący w nim idealny kształt. Jego zadaniem jest tylko wydobyć posąg, "co już w marmurze spoczywa" (pisał w jednym ze swoich sonetów). Gdybyśmy podobnie postępowali w miłości i patrząc na partnera, widzieli ukrywającą się w nim jego idealną wersję, może umielibyśmy odsłonić w sobie nawzajem to, co w nas najlepsze?

Reklama

Profesor Stephen Drigotas, psycholog z Johns Hopkins University w Baltimore, uważa, że to możliwe - zjawisko wydobywania najlepszych cech partnera w czasie trwania związku nazwał efektem Michała Anioła. - Ludzie, podobnie jak skały, mają swój potencjał. Idealną formę siebie, która składa się z marzeń, planów, celów, tego, jakimi pragnęlibyśmy się stać - mówi psycholog społeczna dr Krystyna Doroszewicz, która badała ten miłosny proces w Polsce. - Możemy je realizować sami, ale gdy bliska osoba dostrzega, do czego dąży partner, i potrafi wzmacniać to, na czym mu zależy, jest jak rzeźbiarz wydobywający ze skały ideał. Dzięki niej się zmieniamy - w tym sensie, że stajemy się tym, kim chcemy być. A gdy tak się dzieje, czujemy się spełnieni, usatysfakcjonowani, na swoim miejscu.

Nie mów mi, co mam czuć

Tymczasem najczęściej robimy naszym bliskim coś zupełnie innego: "Dlaczego nie jesteś bardziej ambitny?". "Powinieneś więcej czasu spędzać w domu". "Nie możesz wyłączać się z życia po powrocie z pracy, trzeba zająć się dzieckiem, gotowaniem". "Czy ja tak dużo chcę? Po prostu bądź bardziej troskliwy i obowiązkowy". Nakłaniać do zmiany, zgłaszać pretensje, prostować komuś ścieżki - to znacznie łatwiejsze, niż pomagać komuś realizować jego potencjał.

Psycholodzy zauważają, że szczególnie my, kobiety, mamy skłonność wywierania na partnera wpływu, by zmieniał się w kierunku, który obrałyśmy my same. Profesor Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, tłumaczy, że ponieważ mamy wyobrażenie miłości jako "komunii dusz", chcemy, by związek działał jak jedna osoba. A że bliższa ciału koszula, próbujemy kształtować mężczyzn na nasze podobieństwo. - Wiele kobiet chce, by partnerzy przejęli ich postawy, poglądy, zwyczaje. Dopasuję cię do moich wyobrażeń, kochanie, zamiast: pomogę ci zrealizować to, czego pragniesz. Trudno to nazwać działaniem z miłości, chyba że mamy na myśli miłość do siebie samej - dodaje Krystyna Doroszewicz.

Przerabianie partnera według swojej wizji udaje się przez pewien czas. Jak kochające dziecko poddaje się pod presją, tak partner z miłości rezygnuje czasowo ze swojego idealnego ja. I tak jak dorastające dziecko zaczyna odczuwać tęsknotę za samorealizacją. Jest i druga strona medalu, jak powiedziała kiedyś celnie Marlena Dietrich: "Większość kobiet usiłuje zmienić swojego mężczyznę, a kiedy im się to wreszcie udaje, mężczyzna przestaje im się podobać".

Spytaj mnie, kim pragnę być

Ponad 70 proc. rozwodów inicjują kobiety. Większość podaje jako powód niezgodność charakterów - trudno powiedzieć, co ukrywa się pod tą zdawkową formułą, ale jak oszacował prof. Szlendak, duża część z nich to skutek wymuszania na partnerze zmian, których skutków się potem nie akceptuje. Dlaczego? Bo pozbawiają mężczyznę atrakcyjności. Czym jest ta utracona atrakcyjność? O wyjątkowości kochanej osoby świadczą nie tylko wygląd i charakter, ale także jej aspiracje, priorytety, zamysły, możliwości (czyli jej idealne ja). Gdy w ich miejsce podsuwamy partnerowi listę własnych wymagań, nie może stawać się tym, kim pragnie. Im bardziej naciskamy, tym bardziej JA IDEALNE znika. Zostaje mu tylko JA REALNE. - Ono jest z natury rzeczy niedoskonałe - mówi Krystyna Doroszewicz. - To nasz sąd o sobie samym, o naszych zdolnościach, umiejętnościach, wyglądzie. Suma własnych spostrzeżeń i opinii innych ludzi. Lapidarnie można powiedzieć, że partner zmienia się w człowieka, który stoi w miejscu z niezadowalającym obrazem samego siebie, bez nadziei na rozwój.

Czy ktoś taki jest atrakcyjny? Krystyna Doroszewicz podpowiada inne pytanie: czy można pragnąć takiej przyszłości dla kogoś, kogo się kocha? Wszyscy potrzebujemy być pytani: kim chcesz być, co chcesz osiągnąć, do czego dążysz, czego pragniesz? W odpowiedziach kryje się obraz stylu życia, świata, w którym partner chciałby żyć. Z odpowiedzi wyłania się również nasz obraz - rola, która jest nam przeznaczona, rodzaj wsparcia, które jest mu potrzebne, ważność (lub nieistotność) naszej obecności. Taka rozmowa daje więcej niż miłosne zapewnienia.

Przy tobie jestem lepszy

Efekt Michała Anioła przejawia się raczej w trwałych, długoletnich związkach. W pierwszej fazie miłości, gdy czujemy oczarowanie, namiętność, nasza percepcja partnera nie jest zbyt trafna, najczęściej projektujemy na niego własne wyobrażenie. Dopiero gdy minie hormonalna burza, iluzje przestaną przesłaniać rzeczywistość, może zacząć rodzić się intymność, bliskość, przyjaźń, która tworzy między ludźmi trwałą więź. Wtedy poznajemy rzeczywiste pragnienia bliskiej osoby (bo w fazie zakochania pragnienie jest jedno: chcemy siebie nawzajem) i możemy zechcieć je wspierać.

Jak? - Dostrzegamy coś pięknego w partnerze i staramy się to wzmacniać. To może być zalążek czegoś, co jest dla niego ważne, ale jeśli kocham, jestem skłonna go traktować jak coś, co już się rozwija. Ufam, akceptuję, umacniam w decyzjach, rozpraszam wątpliwości. Tak to działa - opisuje Krystyna Doroszewicz i dodaje: - Jest takie powiedzenie, że za każdą wspaniałą kobietą stoi wspaniały mężczyzna i vice versa. Tak to właśnie jest. "Bez niej byłbym nikim", mówił John D. Rockefeller o swojej żonie, a poetka Elizabeth Barrett Browning pisała do męża: "Kocham cię nie tylko za to, jaki jesteś, lecz za to, jaka ja stałam się dzięki tobie".

Gdy Laura Spelman poznała Johna D. Rockefellera, właśnie rzucił studia i zarabiał 35 dolarów miesięcznie. Mimo to uznała go za człowieka nieprzeciętnego, bo "miał zasady i wierzył w siebie". Nigdy nie zmieniła zdania. Robert Browning zakochał się w Elizabeth Barrett od pierwszego wiersza, a potem od pierwszej rozmowy. Była od niego sześć lat starsza, chora na gruźlicę i miała powikłania po urazie kręgosłupa. Zamknięta w domu nie tylko przez chorobę, ale też despotycznego ojca. Żeby żyć razem, musieli opuścić Anglię. Pisał: "Tak, byłem dawniej szczęśliwy. Lecz teraz jestem szczęśliwszy i bogatszy o klejnot, którym jesteś. Zestarzej się przy mnie, najlepsze dopiero się zdarzy".

A ja? Co z moimi marzeniami?

Efekt Michała Anioła może zdarzyć się w każdym związku, w którym czujemy zachwyt cechą, marzeniem czy ambicjami drugiej strony. I na każdym etapie relacji, dopóki ten zachwyt trwa. A jednak nie zdarza się często. Dlaczego? Doktor Doroszewicz mówi, że problemem dzisiejszych czasów jest nadmierna koncentracja na sobie samym, kultura indywidualizmu, w której coraz głębiej się zanurzamy. Związki się rozpadają, bo jesteśmy skupieni na własnych wyobrażeniach o miłości, o tym, jak być powinno. Nie dajemy się rozwinąć intymności, ponieważ gdy słyszymy o pragnieniach partnera, w naszych głowach pojawia się pytanie: "A ja? Co z moimi pragnieniami?". - Uczucie może nas zmieniać, rozwijać, przeobrażać, ale nie wtedy, gdy męczy nas małostkowy niepokój: czy na tym nie stracę?

Miłości trzeba ulec - ta jedna uległość jest czymś naturalnym i dobrym, skłaniającym nas do szczodrości i wielkoduszności, kiedy dobro kochanej osoby wysuwa się na pierwszy plan - mówi psycholog i nazywa miłość relacją darowizny bez oczekiwania rewanżu, bez liczenia kosztów, jakie ponosimy. Lepiej rozumiemy to w stosunku do dzieci, ale i z nimi często wygrywa ego, kiedy własne samodoskonalenie się wydaje się ważniejsze niż potrzeby dziecka.

Co ta miłość ze mną robi

Mówimy czasem o miłości: to tylko chemia. I to prawda - niezwykłemu stanowi naszego zafascynowania innym człowiekiem towarzyszą skomplikowane reakcje chemiczne zachodzące w naszych ciałach. Ale dlaczego "tylko" ? Wszystko wokół nas i między nami jest chemią. Dla neurobiologów to, co nazywamy zakochaniem, jest podwyższeniem poziomu fenyloetyloaminy we krwi. A że ten silny stymulant centralnego układu nerwowego należy do grupy amfetamin, nic dziwnego, że nazywają stan zauroczenia niepoczytalnością. Chemiczny opis wydaje się odbierać miłości duchowy czy magiczny składnik, ale równocześnie jest dowodem na to, że miłość rzeczywiście nas zmienia, a zmiany są uchwytne i możliwe do zbadania.

Naukowcy wiedzą więc, że w kolejnych fazach miłości hormonalna burza cichnie, ekscytacja maleje, bo normuje się poziom fenyloetyloaminy, a także dopaminy i noradrenaliny. Nie spotkali człowieka, u którego podwyższony poziom tych substancji utrzymałby się dłużej niż trzy lata, dlatego mówią, że nasze marzenia o przedłużaniu oczarowania i namiętności są nierealne. Dzięki nim wiemy także, że zachwyt tak potrzebny w wywołaniu efektu Michała Anioła zawdzięczamy dopaminie, ale już jego podtrzymanie oksytocynie, która podnosi poziom ufności, lojalności i empatii. Wytwarza się, gdy się przytulamy, uprawiamy seks, a także gdy rozmawiamy twarzą w twarz, patrząc sobie w oczy, i gdy planujemy intymne chwile razem.

Jeśli chcemy, by miłość zmieniała nas na lepsze, potrzebujemy dotyku i współpracy, codziennych działań, które podtrzymują kontakt fizyczny, chwil, w których nawzajem na sobie polegamy. Oksytocyna pomaga przełamać lęk przed zależnością, który jest dziś bardzo powszechny. Kojarzy się nam z pasywnością, bezsilnością, zdaniem na czyjąś łaskę, a tak naprawdę jest liczeniem się z potrzebami innej osoby. - Mamy dziś model człowieka, który sam się przebija i sam się rzeźbi - dodaje Krystyna Doroszewicz. - Można tak żyć i nawet mieć dobre życie z poczuciem satysfakcji. O ile można mieć dobre życie bez miłości.

Twórcza miłość w 5 krokach (jak pomóc bliskim zmienić się na lepsze)

- Czy jest coś, co zachwyca cię w bliskiej osobie (partnerze, dziecku, przyjacielu), co uważasz w nim za cechę wyjątkową, nietuzinkową, niezwykłą? Wierzy w siebie, ma wspaniałe pomysły, głowę do interesów, odwagę, talent, wolę działania, zdolności lub zaangażowanie społeczne?

- Odrzuć wszystkie "ale" i skup się na tym atucie już dziś. Kiedy zauważysz jego przejawy, chwal je głośno. Na przykład: "Masz fantastyczną wolę działania, nie poddajesz się, to wielka siła".

- Szukaj sytuacji, w których mógłby wykazać się swoją cechą, stwarzaj je sama. Mów: "Wierzę w ciebie. Czego potrzebujesz? Może mogę ci jakoś pomóc?". Rozmawiaj o pozytywie bliskiej osoby z innymi.

- Gdy przeżywa niepokój, załamanie, wspieraj. Wysłuchaj do końca, zauważaj dobre strony, powiedz: "Nie zawsze się udaje, ale czuję, że potrafisz". Nie unikaj bliskiego kontaktu, przytulaj, patrz w oczy - to bardzo ważne.

- Ciesz się sukcesem partnera, głośno. Otwórz szampana, kup prezent. I bądź cierpliwa, twórczy proces trwa miesiące, czasem nawet lata. Wspieraj go nadal.

PANI 1/2019

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje