Przejdź na stronę główną Interia.pl

10 rzeczy, których nie wiesz o zdradzie i wierności

O zdradzie wiemy mniej, niż nam się wydaje, choć to zjawisko stare jak świat, uważa Esther Perel, słynna amerykańska psychoterapeutka, która od trzydziestu lat zajmuje się badaniem niewierności. Oto 10 rzeczy, które warto zrozumieć, by zmniejszyć prawdopodobieństwo zdrady. A jeśli już do niej doszło - dotrzeć do jej prawdziwych przyczyn. Po co? Bo związek po przejściach może wtedy nie tylko przetrwać, ale się rozwinąć.

1. Nie zawsze winny zdrady jest ten, kto zdradził

Bulwersujące? Dla wielu osób tak. Jednak badania nad relacjami w związkach, w których ktoś zdradził, prowadzone przez Esther Perel przez ponad 30 lat, dowodzą, że niewierność nie zawsze jest tym, czym się nam wydaje na pierwszy rzut oka, czyli skokiem w bok niedojrzałego partnera, szukającego głównie erotycznych wrażeń. Owszem, istnieją "zdrajcy klasyczni" - seksualni wszystkożercy, którzy gonią za przygodami, gdy tylko nadarza się okazja. Ale ten typ wcale nie dominuje wśród "niewiernych"! Czy nam się to podoba, czy nie, prawdziwa przyczyna zdrady, zwłaszcza w długotrwałych relacjach, często tkwi w tym, że jeden z partnerów przez długi czas nieświadomie popycha tego drugiego do wyjścia poza związek. W jaki sposób? Krytykanctwem, zobojętnieniem, brakiem szczerej komunikacji, pogardą, "seksem z litości" lub narzucaną drugiej stronie długotrwałą erotyczną abstynencją.

Reklama

"Nie chodzi o to, by ze zdradzających robić niewiniątka i usprawiedliwiać ich nielojalność, ale by wsłuchać się również w to, co mają do powiedzenia - przekonuje Esther Perel. - Gdy po 20 latach wierności partner zdradza, to nie zawsze jest patologicznym oszustem. Z moich doświadczeń wynika, że często jest człowiekiem zdesperowanym i wyczerpanym latami oczekiwań na zauważenie jego potrzeb czy jakąś miłą odmianę w relacjach, które zdominował marazm. Albo po prostu kimś spragnionym zwyczajnej akceptacji w codziennym życiu. U wielu zdradzających akt niewierności poprzedzają liczne sytuacje, w których świadomie oparli się pokusie, stawiając jednak na lojalność wobec stałego partnera. Czemu więc w końcu zdradzili? Z braku nadziei. Zdrada to częściej, niż sądziliśmy, bunt odrzuconych niż sport donżuanów".

2. Masz wpływ na to, jak bardzo dajesz się zranić

Jak to?! Gdy dochodzi do kataklizmu, a zdrada to przecież ekstremalna katastrofa, trudno panować nad emocjami. Często bywają skrajne. Badania dowodzą jednak, że nie u wszystkich. Co decyduje o skali rozpaczy? Okazuje się, że zdrada boli najdotkliwiej w związkach symbiotycznych, czyli takich, w których jedna ze stron uznaje partnera za kogoś, kto ma być gwarantem jej życiowego spełnienia - i to w wielu dziedzinach. Czyli jednocześnie kimś, kto zapewni materialne bezpieczeństwo, przynależność środowiskową, status społeczny, a jednocześnie osobą, z którą spędza się czas wolny "na wyłączność". Przy takich oczekiwaniach zdrada wydaje się drugiej stronie "końcem świata", a oszukani partnerzy opisują swoją sytuację w radykalnych słowach: "rozpadło się moje ja", "to mnie złamało na pół", "czułam się wypatroszona", "nie wyobrażam sobie, jak mam teraz żyć".

Nikt nie ma gwarancji, że nie doświadczy w życiu zdrady, ale szczepionką na czarną rozpacz jest zbudowanie w życiu ważnych dla nas spraw innych niż partner. Gdy szukamy spełnienia nie tylko w związku, ale też w pracy, relacjach przyjacielskich, rodzicielstwie, gdy budujemy sieć kontaktów koleżeńskich, rozwijamy jakąś pasję, zdrada też zaboli, ale "nie złamie na pół". "Kiedy nasze życie składa się z wielu opowieści, a związek, choć bardzo ważny, jest tylko jedną z nich, nasza odporność psychiczna na zdradę wzrasta" - przekonuje Perel.

Warto o to zadbać z jeszcze jednego powodu. Z jej badań wynika, że partnerzy osób niezależnych są mniej skorzy do niewierności, bo czują, że może to być dla nich bilet w jedną stronę. I że to niekoniecznie do nich będzie należeć decyzja, czy będą mogli wrócić.

3. Skok w bok bez kontaktu fizycznego? To już zjawisko!

Można mieć romans z kimś, kogo się nawet nie dotknęło? Tak! Intensywny, namiętny, a nawet perwersyjny. Dziś zdrada nie oznacza już tylko tego, że nasz partner "poszedł do łóżka" z kimś innym. Możliwości, jakie daje internet i cybertechnologie, mocno skomplikowały sytuację. Jest czy nie jest zdradą sytuacja, w której podczas telefonicznej usługi erotycznej obca kobieta doprowadza twojego partnera do orgazmu brzmieniem głosu i "świntuszeniem"? Albo gdy on wprawdzie grzecznie wraca do domu po pracy i wcale nie ogląda się za kobietami na ulicy, ale za to co wieczór wchodzi na strony pornograficzne? Poczułabyś się zdradzona czy nie, gdybyś odkryła, że partner regularnie korzysta z erotycznych gier komputerowych, które stwarzają iluzję uczestnictwa w aktach seksualnych?

Seksuolodzy informują, że dziś nie są to już wyłącznie rozrywki nastolatków i że od takich aktywności uzależnia się coraz więcej osób w dojrzałym wieku. Kobiet i mężczyzn. Również tych żyjących w stałych związkach. Co można z tym zrobić? Zamiast hodować frustrację albo udawać, że lekceważymy pociąg partnera do takich "rozrywek", warto otwarcie porozmawiać o tym, gdzie granica zdrady przebiega dla nas, a gdzie dla drugiej strony. Bo czasem może się okazać, że te wyobrażenia zupełnie się nie pokrywają. Że jedna osoba czuje się zdradzana takim zachowaniem, a drugiej nigdy nie przyszłoby na myśl, że "zabawę z komputerem" ktoś może uznać za niewierność. Warto uświadomić sobie nawzajem, jak rozumiemy te kwestie i co w związku z nimi czujemy, zanim sprawy zajdą za daleko.

4. Nowa przyczyna zdrad


Do niedawna zjawisko nie istniało. A dziś wcale nie należy do rzadkości. Mowa o osobach szczęśliwych w małżeństwie, które uznają swoje wieloletnie związki za satysfakcjonujące i nie chcą ich opuszczać, a mimo to po latach wierności zdradzają. Dlaczego? Bo choć czują się szczęśliwi, chcą sprawdzić czy... nie mogliby być szczęśliwsi. Z badań Perel wynika, że takich ludzi skłania do niewierności nie tyle atrakcyjność nowo poznanej osoby, co chęć odkrycia przy niej innej wersji siebie. "Gdy od lat jesteśmy ze stałym partnerem, stabilizuje się pewna wersja naszej osobowości - tłumaczy Perel.

- Przy mężu jestem "jakaś" i on jest przy mnie "jakiś". Najczęściej znaczy to, że każde z nas ujawnia w swoim towarzystwie pewne cechy, a pewne wygasza albo ukrywa. Niektórych ludzi z czasem to uwiera. Zauważają, że przy innych stają się bardziej elokwentni, błyskotliwi, energiczni. A gdy spotykają kogoś, przy kim nagle te ich uśpione właściwości silnie się uaktywniają, pokusa, by choć przez jakiś czas doświadczyć siebie w takiej wersji, jest ogromna. Kręci ich nie tyle ta konkretna osoba, ile to, kim się przy niej stają. Jedna z moich pacjentek powiedziała kiedyś: "Zdradziłam nie dlatego, że miałam dosyć męża, tylko że nie mogłam znieść już siebie takiej, jaka stałam się w małżeństwie".

Liczba osób, które do niewierności popycha bardziej ciekawość siebie w nowej relacji niż fascynacja osobą kochanka, w ostatnich latach rośnie. Można je rozpoznać po tym, że gdy opowiadają o swojej zdradzie, niespecjalnie koncentrują się na drugiej stronie, za to w ich opowieściach sporo jest wyznań opisujących stany, których sami doświadczali: "Byłem zafascynowany swoją spontanicznością", "Nie wiedziałam, że potrafię być tak nieskrępowana i bezpruderyjna", "Dzięki romansowi odkryłam, że mam w sobie żywiołowość, z której nie zdawałam sobie sprawy". Ludzie, którzy zdradzają z takich pobudek, często z góry traktują romans tylko jak "przejściowe doświadczenie", zakładając, że wrócą po nim do stałych partnerów. Choć bywa i tak, że po odkryciu czegoś ważnego w sobie w czasie romansu nie chcą już trwać w związku, w którym nie ma miejsca na taką ich wersję. Co może chronić przed taką zdradą? Uważność na to, kim jest dziś człowiek, z którym się związałyśmy, i jakie obecnie ma potrzeby. Czasem są całkiem inne niż te, które miał 20 lat temu, gdy go poznałyśmy.

5. Gorączka śledcza - broń obosieczna

Dzisiejsze technologie pozwalają nam zdobywać tysiące informacji dokumentujących okoliczności zdrady partnera. Z tych możliwości korzysta coraz więcej osób, które doświadczyły niewierności. Jeśli zbieramy dowody do sprawy rozwodowej, jest w tym sens. Ale jeśli partner już przyznał się do zdrady, chce wrócić, a my chcemy dać mu szansę, utrudniamy sobie zadanie. Gorączka śledcza to trend, który nie pozwala wybaczyć. Zwłaszcza że niektórzy zdradzeni popadają w obsesję wyszukiwania najmniejszych detali na temat zdrady partnera, a potem odtwarzają w nieskończoność bolesne sytuacje w wyobraźni.

Z badań Esther Perel wynika, że zbyt szczegółowa wiedza o tym, że "mąż spotykał się z tą drugą wtedy, gdy ja chodziłam z dzieckiem do lekarza, że wysyłał jej erotyczne SMS-y, gdy leżał ze mną w łóżku albo poszedł na randkę z tamtą w koszuli, którą dostał ode mnie na Gwiazdkę", tworzy w naszej psychice bariery, które trudno potem pokonać, gdy chcemy relację odbudować. To nie znaczy, że mamy nie wiedzieć, ale niekoniecznie pomaga nam, gdy wiemy wszystko. Kiedy romans został ujawniony, a partnerzy zadeklarowali, że chcą być razem mimo to, warto odpuścić i dać tej historii wygasnąć również w swojej wyobraźni.

"Zdrada to cios - tłumaczy Perel. - Ale znajomość zbyt wielu detali jest jak kolejne tysiąc ciosów, które z każdym kolejnym odkrytym szczegółem zadajemy już sami sobie. Czasem to one ranią tak głęboko, że wbrew dobrej woli obu stron skutecznie sabotują odbudowę związku".

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje