Reklama

Reklama

Powody, dla których nie żyjemy na 100 procent

- Życie jest za krótkie, żeby odkładać wszystko na później. Szczerze? Nie wiemy, czy to "później" nadejdzie - mówi Edyta Zając, psycholog, trener personalny, autorka książki "30 dni do zmian. Dokonaj życiowej metamorfozy w kilka tygodni".

Agnieszka Łopatowska, Styl.pl: Twoja książka zawiera tyle dobrych prostych rad, że nie mogę się nadziwić, że ludzie przez cały czas nie żyją zgodnie z nimi, nie tylko kiedy potrzebują zmiany. Dla kogo napisałaś tę książkę?

Edyta Zając: - Najbardziej dla siebie. Na początku myślałam o sobie, bo mój blog powstał dla mnie, dla mojego rozwoju. Projekt, od którego wszystko się zaczęło kilka lat temu, to właśnie "30 dni do zmian...". Widziałam swoje zmiany, dużo ludzi też zauważyło je u siebie. Wtedy moja bardzo dobra znajoma powiedziała, żebym usunęła to z bloga i napisała książkę. Myślałam, że mam gotowy materiał. Ale kiedy zaszłam w drugą ciążę, usiadłam do tego projektu i w oparciu o niego napisałam całkiem nową książkę.

Reklama

Byłaś bardzo młoda, skoro dziś masz 27 lat.

- Pierwszy projekt napisałam 5 lat temu. Później stwierdziłam, że jak na intensywną miesięczną pracę to jest za mało. Poza tym miałam ochotę włożyć tam kilka ćwiczeń psychologicznych, których nie było wcześniej, bo miałam trochę inne przemyślenia, więcej doświadczeń. Wiele z nich powstało na bazie szkoleń, które prowadzę.

Lepiej przeczytać tę książkę od razu od początku do końca czy etapami - traktować jak podręcznik?

- Traktowałabym ją jako podręcznik do pracy. Trenowałam tę metodę na sobie trzy razy. Za pierwszym razem wersję podstawową, później dwa razy kolejną. Było to dla mnie bardzo odkrywcze, dużo się o sobie wtedy dowiedziałam. Daje to większy efekt.

Kiedy twoim zdaniem jest najlepszy moment, żeby zacząć?

- Dzisiaj! Od wyrzucenia z biurka zbędnych rzeczy.

Przyjrzyjmy się twojemu programowi "30 dni do zmian". Mamy w nim cztery etapy: tydzień wyrzucania zbędnych rzeczy, tydzień próbowania czegoś nowego, tydzień perfekcyjnego stylu życia, tydzień planowania i organizacji. Zacznijmy od pierwszego - najłatwiejszego?

- W mojej rodzinie praktycznie nikt nigdy nie wyrzucał zbędnych rzeczy. Z moją mamą na czele, która ma wszystko potrzebne, łącznie z ciuchami sprzed lat i naczyniami kupionymi wiele lat temu. Natomiast moi przyjaciele byli do tego bardziej skłonni. Chyba młodsze pokolenie jest bardziej nastawione na wyrzucanie.

Nie mówimy tylko o wyrzucaniu, ale i sprzedawaniu, wymienianiu się, oddawaniu potrzebującym...

- O wyrzucaniu ze swojego życia. Do śmietnika, albo gdziekolwiek indziej. Oczywiście zachęcam do oddawania.

Piszesz, że ubrania są po to, żeby nam służyć, a nie odwrotnie. Jedna z moich koleżanek nie chodzi w niektórych sukienkach, bo jej zdaniem są zbyt piękne, by je założyć.

- To jest właśnie jeden z powodów, dla których nie przeżywamy życia na 100 procent. Bo mam za piękny dom, żeby zaprosić gości. Za piękne mam ciuchy, będę za ładnie w nich wyglądać, więc chodzę w szmatach. Jestem zwolenniczką myślenia, że to życie jest za krótkie, żeby odkładać wszystko na później. Szczerze? Nie wiemy, czy to "później" nadejdzie. Miałam kilka takich sytuacji w życiu, kiedy nie miałam pewności czy będę mieć to szczęście. Tutaj opisuję podejście do rzeczy materialnych, ale myślę, że jeśli nauczymy się, że zasługujemy na ładne rzeczy i żeby dobrze wyglądać, łatwiej nam będzie doceniać życie w ogóle.

Często życie zagracają nam "pomniki" - pamiątki po kimś.

- W ubiegłym roku straciliśmy wraz z mężem bliską nam osobę. Staliśmy przed dylematem: co zrobić z tą masą rzeczy, które do niej należały? Możemy pamiętać, że cieszyła się nich, przypominają nam ją, ale z drugiej strony kiedy wchodzimy do jej domu, nie żyjemy tym, jak było z nią wspaniale, tylko żalem, że odeszła. Dla nas było oczyszczające pozostawienie jedynie bardzo osobistych przedmiotów, jak na przykład biżuteria, którą kiedyś przekażemy córce i oczywiście fotografie. Ale nie ma sensu zostawianie ubrań, figurek, które dla nas nie mają znaczenia. Dom to nie muzeum.

Podoba mi się pomysł fotografowania inspiracji. Radzisz, by zamiast przetrzymywać wycinki gazet, zrobić im zdjęcia i trzymać w specjalnym folderze w komputerze.

- Miałam ogromny problem z zakurzonymi stosami przepisów kulinarnych. Stworzyłam sobie tajną tablicę na Pintereście i trzymam na niej wszystkie inspiracje, odpowiednio podzielone. Wreszcie z nich korzystam i uważniej dobieram następne, lepiej nauczyłam się oceniać wartość.

Pojemniki, szuflady, przegródki, wieszaki - jakie mają dla nas znaczenie?

- Przede wszystkim pomoże nam uznanie, że każdy przedmiot ma swój "dom". Jeśli ma swoje miejsce, przestaje zawadzać. Te pudełka, wieszaki to takie właśnie domy. Jeśli część jest pusta, wiemy czy czegoś nam brakuje. Pomijam aspekt praktyczny, że łatwiej nam jest dany przedmiot znaleźć. Jedno pudełko przydaje się też, kiedy sprzątając dane pomieszczenie, natrafiamy na przedmioty, których w nim nie powinno być. Zamiast wynosić po jednym na swoje miejsce, lepiej je odkładać do tego pudełka, a później wszystkie poodnosić za jednym zamachem.

Polecasz w książce listę stu celów - do czego ona ma służyć?

- Zrobiłam ją po raz pierwszy, kiedy miałam 17 lat i nie wiedziałam nic o tym, czego chcę w życiu. Lista stu celów jest podstawą, jeśli chce się coś w życiu zmienić. Po 20, w porywach po 30 celach, nie masz już pomysłu, co tam wpisać. Miałam dość tego zadania, ale po 3 czy 4 dniach ją skończyłam. Później okazało się, że zapisane cele realizowałam nawet nie zaglądając do mojej listy stu celów. Na przykład byłam fanką argentyńskiego serialu "Zbuntowany anioł", zapisałam na liście podróż do Argentyny i... zapomniałam o niej. Dopiero kiedy wróciliśmy z niej trzy lata temu, podczas porządkowania swojej przestrzeni otworzyłam zeszyt z celami i okazało się, że zrealizowałam to. Zapisywanie rzeczy do zrobienia w ciągu najbliższego półrocza, czy w ciągu najbliższych 10 lat to coś magicznego, bo wywołujesz te zdarzenia, przyciągasz je.

Kolejny jest tydzień robienia nowych rzeczy - mój ulubiony.

- Chyba jesteś jedyną osobą, która go lubi. Miałam mnóstwo wiadomości od osób, które pracowały nad nim w pierwszej edycji projektu i mówiły, że nienawidzą tego robić. Chciały, żeby usunąć go z projektu, ponieważ jest za trudny. Napisałam zatem ponad 200 propozycji, żeby im to ułatwić, na przykład: napisz wiersz, wykonaj publicznie piosenkę, kup bilet i wsiądź do pierwszego autobusu, który podjedzie na przystanek.

Moja przyjaciółka żartuje, że nie jest wyczynem zrobić zmianę w 30 dni, ale wytrwać tak jak ona i przez 15 lat nie zrobić żadnej. A nawet jeśli, to na gorszą.

- To książka dla osób, które chcą czegoś innego. Jest oczywiście pewnym drogowskazem, zbiorem wskazówek, a to, co ludzie z tym zrobią jest indywidualne. W ciągu czterech czy pięciu lat odbyłam wiele rozmów na temat tego projektu i wiem, że były przeróżne jego efekty. Nawet nie bezpośrednie, tylko zmiany, które zachodziły w głowie. Dzięki nim ludzie zmieniali pracę, przenosili się z Krakowa do Gdańska, otwierali się na nowe doświadczenia. Po tygodniu próbowania nowych rzeczy stwierdzali nagle, że mają w sobie dość odwagi.

Tydzień perfekcyjnego stylu życia to z kolei ten, który ja uważam za najtrudniejszy.

- Spróbuj chociaż ten tydzień, zobaczysz co z tego wyjdzie. To jest tylko tydzień.

Wymówek mam dokładnie tyle, ile wypisałaś w książce.

- Jest taka zasada, która mnie denerwuje w pojmowaniu rozwoju. Zazwyczaj wszyscy operując tym pojęciem myślą o psychologii. Bardzo rzadko mówimy o ciele i bardzo rzadko o duszy. A jeżeli zaniedbujemy ciało, nie uprawiamy sportu, nie zażywamy ruchu, zaniedbujemy życie duchowe: refleksje, religię - nie rozwijamy się. Udajemy, że się rozwijamy. Dlatego ten tydzień ma być próbą włączenia do samorozwoju kwestii związanych z ciałem i duszą.

Zaniedbane ciało może nam przysporzyć kompleksów, które zrujnują naszą dotychczasową pracę nad sobą.

- Jeśli współdziałamy z ciałem i wspieramy duszę, mamy mnóstwo okazji do tego, by kompleksy skutecznie eliminować. Sama psychologiczna praca, nawet z terapeutą czy trenerem, nie zadziała. Widzimy, że nie mamy dobrej kondycji, że się szybko męczymy, ale wmawiamy sobie, że wszystko jest w porządku. Nie oszukamy siebie. To nie jest mniej ważna część naszego życia.

Co jest najważniejsze w tygodniu planowania i organizacji?

- Najważniejsze będzie dopasowanie tych rad do swojego życia. Nie ma jednego systemu, który jest skuteczny dla wszystkich, bo mamy różne typy osobowości, styl życia, obowiązki. Powinniśmy zweryfikować te narzędzia i wybrać najlepsze dla nas.

Do niektórych z nich potrzebujemy wysokiego poziomu samoakceptacji, na przykład do wybrania się z samym sobą na biznesowy brunch.

- Kiedy się na niego wybierzesz, możesz zwrócić uwagę na zupełnie nowe aspekty swojego życia, bo wyskakujesz ze schematu. Nie możesz sobie znaleźć wymówki, że czegoś nie przemyślisz, bo wyznaczyłaś sobie czas do tego dnia, do tej godziny.

Podoba mi się twoja lista "tego nie rób": nie porównuj się z innymi ludźmi, nie narzekaj... Niby proste, ale czasem ktoś musi nam to uświadomić, by zadziałało.

- One wymagają pracy. To nie działa tak, że powiemy to sobie i natychmiast zaczniemy robić. Trzeba to potraktować jako nawyk. Jako coś, co wprowadzam w życie stopniowo. Jedne szybciej, inne dłużej, ale warto taką pracę wykonać. Polecam kontrolowanie swoich działań, na przykład za pomocą arkusza zmian. Można go sobie samemu skomponować, albo ściągnąć ode mnie ze strony (www.edytazajac.pl - red.) i codziennie sprawdzać, czy realizujemy składowe zmiany, którą chcemy osiągnąć.

Dużo mówimy o tym, co możemy zrobić dla siebie, ale musimy pamiętać, że są wokół nas też inne osoby, których - chcąc nie chcąc - nasza zmiana może dotyczyć.

- Jeżeli decydujemy się na zmianę, musimy sobie uświadomić, że to jest nasza zmiana. To, że jej chcemy nie znaczy, że ktoś inny może być do niej zobligowany. Jeśli ktoś chce, zapraszamy go do zmiany, ale nie zmuszamy do niej. Tłumaczymy mu, dlaczego wyrzucamy rzeczy, że zależy nam na jakości życia, na tym, żeby mieć czysto w domu, a nie dlatego, że chcemy kogoś zmienić. Nie można traktować ludzi jak naszych kopii. Czasami takie projekty działają na związki, a czasem kompletnie nie działają na jednego z partnerów i trzeba to uszanować. Kiedy uczeń będzie gotowy, przyjdzie do nauczyciela. A najlepszym nauczycielem jest przykład.

Podoba mi się rola Michała Anioła.

- To taki sposób wpływania na innych, jakby się było ich rzeźbiarzem - Michałem Aniołem: traktuj ludzi nie jako osoby, które chcesz zmienić, ale które chcesz wspierać w ich rozwoju. Skupiamy się na pozytywnych emocjach, pozytywnych komunikatach. Nie mówimy, że kiedyś ktoś był inny, teraz jest gorszy, tylko skupiamy się na tym, co się dzieje dzisiaj z nim, z jego potencjałem i pomagamy mu go wykorzystywać.

Dużą publiczną dyskusję wzbudziła ostatnio kampania "Nie zdążyłam zostać mamą", która miała zwrócić uwagę na to, że kobiety coraz częściej odkładają macierzyństwo na później, a stała się okazją do między innymi do wyliczania rzeczy, które ciężko jest zrobić pracując i będąc matką. Co robić, żeby ze wszystkim zdążyć?

- Przede wszystkim określić, z czym chcę zdążyć. Dzieci nie każdy musi i chce mieć. Ale warto wybrać sfery, w których człowiek chce się rozwijać. Mam poczucie, że dzięki temu, że kiedyś wybrałam te, które są dla mnie istotne, a odrzuciłam mało ważne, więcej jestem w stanie realizować. Bardzo skrupulatnie wybrałam to, czym się chcę zajmować. Weryfikowałam ten wybór wielokrotnie zajmując się tylko rzeczami, które najbardziej pozwalały mi się rozwijać i dają zauważalne efekty.

- Poza tym moim zdaniem magiczną rzeczą jest blokowanie czasu - czyli wyznaczanie konkretnych bloków czasowych w ciągu dnia na konkretne tematy. Od kiedy zaczęłam stosować blok czasowy pt. "Dzieci", czyli zabieram je ze żłobka i zajmuję się nimi do tej pory, kiedy wszyscy kończymy dzień, nie mam poczucia winy, że nie poświęcam im odpowiednio dużo czasu, bo wtedy pracuję czy biorę kąpiel z bąbelkami. Jeśli nie ustawimy bloków czasowych, łatwo wpaść w chaos. A ja bardzo nie lubię marnować czasu. I nie mogę sobie na to teraz pozwolić.

"30 dni do zmian. Dokonaj życiowej metamorfozy w kilka tygodni", Edyta Zając. Wydawnictwo Sensus. Premiera: czerwiec 2015.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje