Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nowoczesna kura domowa

Dzisiejsze kobiety, matki i żony są niczym roboty z filmów science fiction. Dlaczego? Bo na co dzień mają kilka etatów do zaliczenia, które choćby przy wykonaniu jednej dziesiątej wykończyłyby każdego faceta, a one żyją... i pracują dalej.

Kobieto, wykończysz się!

Czasy, kiedy kobiety przebywały na kilkuletnich urlopach wychowawczych - stuprocentowo płatnych - już dawno minęły. Do rzadkości należą panie, które po wyjściu za mąż, urodzeniu dziecka mogą po zakończonym urlopie macierzyńskim wrócić do dotychczasowej pracy zawodowej. Bez względu na to, czy należały one do grupy ambitnych asystentek, leniuchujących pracownic biurowych, wytrwałych sprzątaczek, maszynistek czy też wrażliwych belferek, to dziecko staje się dla nich najważniejsze.

Reklama

Nie zawsze pojawia się możliwość ustalenia nowych warunków z pracodawcą, nie zawsze znajdzie się pomoc w instytucjach samorządowych. Co robić, kiedy rodzinny miesięczny dochód znacznie ma się zmniejszyć, niosąc spore ryzyko kłopotów finansowych całej rodziny? Co robić by móc pracować, opiekować się dzieckiem i wieść spokojne życie? Nie ma recepty, która wskaże nam choćby jedną ścieżkę.

Każda z nas musi dopasować się do zaistniałych warunków lub owe okoliczności dopasować do swoich oczekiwań. Ale mimo to zawsze kończy się w jeden sposób - z jednego etatu, który wykonywałyśmy na co dzień, 8 godzin dziennie, 5 razy w tygodniu, no może czasem 6 razy, nasze życie, my same zmieniamy się w jedną machinę, funkcjonującą przez 24 godziny na dobę "firmę" jednoosobową bez zarejestrowanej działalności.

Pranie, gotowanie, sprzątanie...

Każdy nowy dzień niesie ze sobą wciąż te same zadania do wykonania. Rozpoczynając wczesną pobudką, mamy jeszcze nadzieję, że ten budzący się razem z nami do życia dzień, przy wypełnieniu wszystkich planowych zajęć pozwoli nam choćby na chwilę relaksu. Źle, wracaj, to niepoprawne określenie, może nie relaksu, ale krótkiego choćby symulowanego odpoczynku.  Jednak już po kliku godzinach wiemy, że nasze nadzieje spoczęły w głębokim grobie.

Nagle okazuje się, że nasze plany przerastają dziwnie nasze możliwości. Przygotowując obiad próbujemy jednocześnie robić pranie i całe mieszkanie doprowadzić do jakiegoś ładu. Wydaje nam się, że w czasie, gdy już wstawiony na kuchni obiad gotuje się sam, my nie możemy utracić ani chwili, aby nie wykorzystać choćby kilku minut na zaliczenie kolejnych prac. Pranie? Jakie pranie, przecie teraz nie piorą kobiety, tylko pralki...

Jednak sama pralka już nie powyciąga upranej bielizny i nie wystawi jej do wysuszenia. Pralka także nie poskłada już suchej odzieży. A sprzątanie? Przecież sprzątać można ciągle i cały czas robi się jakiś bałagan. Fakt - jeśli w końcu zaczynamy się potykać o parasolkę, która przewróciła się w przedpokoju jakieś 2 tygodnie temu, w końcu stwierdzamy, że trzeba ją uprzątnąć. Poza tym, jak tu nie układać odzieży, ścielić łóżek, myć naczyń, prasować, odkurzać dywanów, myć podłóg.

Przecież tyle się mówi o harmonijnym wnętrzu każdego domu, o nieładnym bałaganiarstwie lub nawet o alergiach na kurz, które należą do chorób cywilizacyjnych.  A zachowanie odpowiednich warunków higienicznych to zdrowy nawyk. A my przecież chcemy być zdrowi. Tak więc gotujemy, bo jeść musimy, nie tylko my same, ale też nasi bliscy. Prać musimy. Sprzątać też. Jeden akapit, a już 3 pełne etaty: kucharki, praczki i sprzątaczki.

Dzieci pod dobrą opieką

Dzieci urzekają nas swoimi pomysłami, a niekiedy wystarczy tylko jedno spojrzenie lub uśmiech by rozpływać się na ich widok, niczym czekolada pozostawiona na kilka godzin na słońcu. Patrząc na nie wiemy, że nasze życie ma sens, że nie pozostanie nigdy bez echa, po tym jak opuścimy już ten ziemski padół. Dają nam nadzieję. Podczas zabawy zapominamy przy nich o całym świecie, bo nie ma wtedy dla nas nic ważniejszego, jak tylko wesoły, niewymuszony śmiech naszego dziecka.

Ale posiadanie dziecka, to nie tylko same płynące z tego faktu przyjemności i zabawy. To ogromna odpowiedzialność, za rosnące i rozwijające się na naszych oczach życie. To dbałość o jego dobry poziom i rzetelną edukację. To troska o zdrowie. Pragnienie zapewnienia maluchowi szczęścia na wyciągnięcie ręki. Wszystko to wymaga ogromu pracy.

A w praktyce wygląda to tak. Dbanie o zdrowy jadłospis dziecka - gotowanie na bazie ekologicznych produktów, zapewnienie dużych ilości warzyw i owoców, regularne pory posiłków. Dbanie o jego zdrowie - dostosowywanie ubioru do aktualnie panującej temperatury, spacery na świeżym powietrzu, duża ilość ruchu, zabaw, praktykowanie i wpajanie nawyków higienicznych w tym kąpiel, wizyty u lekarza, te w nagłych przypadkach, ale także te profilaktyczne i kontrolne. Dbanie o rozwój malucha - czytanie bajek, nauka liczenia, pisania, gry edukacyjne, zapewnienie kontaktu z rówieśnikami, zajęć poza domem.

Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa - rozmowy z dzieckiem, wyrażanie czułości, poświęcanie mu swojej uwagi. Wszystko to wymaga odpowiedniej ilości czasu i włożonego przez nas wysiłku. I chociaż robimy to z dużą chęcią, bezinteresownie, bo z miłości do naszych pociech, to natury nie oszukamy. Nierzadko nam brakuje sił. To już czwarty etat: opiekunki.

Praca nie zając, ale czekać nie może

Nowoczesne kury domowe nie tylko zajmują się domem w sensie wykonywania sporej części zwykłych codziennych obowiązków. Nie tylko w sensie opieki nad dziećmi i czynnościami z tą opieką związanymi. Wtedy byłyby tylko zwykłymi kurami domowymi. Ale skoro są nowoczesne to ich wersja musi być ulepszona. Dlatego, taki typ kury domowej oprócz opieki nad dziećmi, zajmowania się gospodarstwem domowym, ma na głowie również obowiązki zawodowe.

Czy to w ogóle jest możliwe? Musi być możliwe, skoro praktykowane jest przez setki tysięcy, jeśli nie miliony kobiet - matek. O ile uda nam się dostosować uwzględniając opiekę nad dziećmi, do zasad, ustalonych przez dotychczasowego pracodawcę, tego sprzed zajścia w ciążę, to wracamy do pracy tak zwanej "wychodnej". Wtedy mężczyźni żartują, że mama ma wolne, bo zostawia dzieci pod opieką niańki i idzie do pracy, żeby sobie odpocząć.

Trzeba przyznać, że w tym żarcie nie ma krzty dobrego poczucia humoru. Ale nie zawsze udaje się wrócić do wcześniejszego życia zawodowego. A pasa nie da się już bardziej zacisnąć. Trzeba szukać innej pracy. Najlepiej takiej do wykonywania w domu. Ale jak pracować w domu, skoro tyle mamy w nim obowiązków. Dla ulepszonej wersji kury domowej lat pierwszego dwudziestolecia, XXI wieku, to nie żaden problem.

Telepraca. Pracujemy w domu. Jak znajdujemy na to czas? Czasem same siebie o to pytamy.  I choć nie zawsze potrafimy odnaleźć odpowiedź, zawsze czujemy, że wykonywane zajęcie daje nam satysfakcję. Pozwala realizować same siebie. W innym wymiarze niż ten, w którym widzą nas nasze dzieci i mężowie. I co istotne, wspieramy domowy budżet. Etat piąty: pracownica "manualna" lub zdalna.

Nie mam czasu na seks

Jak może się czuć kobieta po całym dniu wypełnionym obowiązkami? Niestety mężczyźni nie sięgają swoją ograniczoną wyobraźnią, aż tak daleko, aby móc sobie to wyobrazić. A jak się czujemy? Jakbyśmy pracowały cały dzień w kamieniołomie? Jakbyśmy zaraz miały paść z nóg ze zmęczenia i obudzić się dopiero następnego dnia w okolicach godzin południowych? Jakbyśmy nie marzyły o niczym innym jak o błogim śnie.

Nie w głowie nam wtedy nocne igraszki. Zwyczajnie nie mamy dość często na nie sił. Jeśli nasz ukochany to pełen współczucia i wyrozumiałości partner, nie będziemy popadać z nim w konflikty z tego powodu. Jeśli natomiast jest typem rasowego macho, niczym byka prosto z hiszpańskiej areny, może mieć do nas pretensje o brak zainteresowania jego osobą, a raczej jego towarzyszem zamieszkującym na stałe jedną i tę samą część garderoby - spodnie. 

No, ale my też przecież mamy swoje potrzeby, dlatego najczęściej ulegamy pokusie naszego kochanego lub same wychodzimy z inicjatywą zabaw miłosnych. Poza tym tyle się mówi, że seks to zdrowie. Ale nie uprawiamy go z przymusu lub z uwagi na panujące trendy. Nie tylko daje nam nieziemską przyjemność, ale umacnia naszą więź z partnerem. To już etat szósty: tym razem, etat kochanki.

Zosia Samosia

Ktoś zapyta - gdzie ten mężczyzna, który winien troszczyć się o swoje rodzinne gniazdo i nie pozwalać przemęczać się szyi domu - kobiecie. Trwa przy nas na co dzień. Jednak sam pochłonięty obowiązkami zawodowymi, nie jest w praktyce wspierać we wszystkich zajęciach. Z prostego powodu: przez większość dnia nie ma go w domu. Nie jest w stanie wspierać w wyczerpującej opiece nad dziećmi, na tyle, na ile byłoby nam to potrzebne.

I choć wtedy, gdy tylko jest przy nas odciąża nas na ile może, to i tak w wielu przypadkach, ukochany tato nie zastąpi przecież ukochanej mamy. Poza tym, typowe dla kobiety współczesnej, nie ważne czy jest nowoczesnym typem kury domowej czy singielką, ma jedną straszną w skutkach wadę. "Muszę to zrobić sama". Ile razy nam się wydaje, że nikt nie zrobi czegoś lepiej niż my same? Jeśli możemy odnaleźć w naszym codziennym życiu wiele takich sytuacji, to same nie pomagamy sobie, a tym bardziej tym bliskim, którzy wyciągają do nas pomocną dłoń.

Z korzyścią dla szczęścia

Jak można wytrzymać tak mordercze tempo? Jak widać - można. I chociaż pojawiają się kolejne upadki, bo brakuje sił, brakuje cierpliwości, brakuje czasu, brakuje pieniędzy, zaczynają się problemy zdrowotne. To cały ten proces, jakiemu się poddajemy jest dla nas nie tylko siłą, która wyniszczając czasem nasze zdrowie, nasze ambicje, naszą wizję sielanki i rajskiego spokoju, zwyczajnie psuje nam samopoczucie i nadzieję na lepszą formę.

Jest dla nas także motorem napędowym. Daje nam moc, dzięki której wiemy, że poradzimy sobie, choć czasem nam naprawdę trudno. Że podołamy wszystkim obowiązkom i będziemy potrafiły odnaleźć w nich trochę przyjemności dla siebie. Że to nowe dla nas doświadczenie ubogaci nas i da nam nadzieję na spokojniejsze jutro, na to, że nasza praca nie pójdzie na marne.

Dowiedz się więcej na temat: kobieta | kura domowa | jak żyć

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje