Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jak dążyć do zgody

Drobne nieporozumienia, a czasem ostre sprzeczki wydają się nie do uniknięcia. A może by tak spróbować trochę inaczej rozwiązywać konfliktowe sytuacje?

Wielu kłótni można by uniknąć, gdybyśmy nieco inaczej ze sobą rozmawiali! Gdy mamy różne stanowiska w jakieś sprawie, mówimy tylko o rozwiązaniach: np. ja chcę otworzyć okno, a koleżanka chce, by było zamknięte. Konflikt gotowy lub ktoś musi ustąpić. Niekoniecznie! W bardzo wielu wypadkach wyjaśnienie, DLACZEGO chcemy takiego rozwiązania (np. ja chcę otworzyć okno, bo jest mi duszno, ona chce zamknąć, bo boi się przeciągów), daje szansę na znalezienie sposobu, by obie strony były zadowolone: np. ona wychodzi z pokoju na przerwę, a ja wtedy wietrzę.

Gdzie spędzimy weekend

Reklama

Zbliża się weekend i Basia chciałaby razem z mężem jechać na działkę. Ale Robert woli zostać w domu. Co zrobić? Jeśli zostaną, ona zapewne będzie tęsknie zerkać przez okno, może mieć żal i pretensje. Jeśli wyjadą na działkę, wówczas on, kosząc trawnik, będzie myślał o zmarnowanym czasie. I awantura gotowa! Oczywiście, mogą też spędzić weekend oddzielnie, ale przecież nie o to chodzi. Jak rozwiązać ten problem?

Najważniejsze sprawa to ustalić DLACZEGO Basia chce jechać na działkę, a Robert zostać w domu. Wystarczy, gdy on spyta: "Czemu tak ci zależy na tym wyjeździe na działkę?". Okaże się, że Basia jest zmęczona, marzy, by odpocząć od hałasu, potrzebuje widoku zieleni, spokoju. Chce spędzić ten weekend tylko z mężem. Gdy Basia spyta Roberta, dlaczego się upiera, by zostać w domu, jakie ma plany na weekend, dowie się, czego mąż potrzebuje. Ona - odpoczynku, on - emocji związanych z meczem w telewizji oraz... odpoczynku. A działka kojarzy mu się z fizyczną pracą i tłumem gości. Zapowiadał się konflikt, tymczasem oboje chcą tego samego: błogiego lenistwa we dwoje, ona pośród zieleni, on przed telewizorem.

Rozwiązanie: Wystarczy zabrać na działkę telewizor turystyczny (zapewne można go od kogoś pożyczyć) i oboje będą zadowoleni.

Kto będzie gościł rodzinę

U państwa Borków co roku organizowane jest duże spotkanie rodzinne z okazji imienin seniorki rodu. W tym roku pani Borkowa chorowała i wiadomo, że nie będzie w stanie przygotować przyjęcia. Jej córki, Ala i Mariola, uznały, że trzeba odciążyć mamę. Ale nie mogą się dogadać, u kogo powinno odbyć się spotkanie. Rodzinny spór to rzecz groźna…

Mariola liczyła, że Ala, pracująca na pół etatu, podejmie się gotowania. Jako swój wkład w przyjęcie zaproponowała zrobienie zakupów. Tymczasem Ala odmówiła urządzenia przyjęcia u siebie. Kłótnia wisi na włosku.

Co zrobić? Rozmawiać! Ważne jest, aby zapytać drugą stronę o powody decyzji (bez oskarżania o lenistwo i złą wolę). Jak zawsze warto zacząć od DLACZEGO: "Dlaczego nie chcesz, żebyśmy spotkali się u ciebie?". Gdy Mariola powie otwarcie, że w jej mieszkaniu będzie za ciasno i w dodatku, aby przygotować przyjęcie, musiałaby wziąć wolne dni w pracy, to pewnie Ala też odpłaci szczerością. I Mariola dowie się, że jej siostra, która mieszka w sporym domu, ale razem z teściową, tak naprawdę w tej sytuacji będzie zobowiązana zaprosić także rodzinę męża. A tego właśnie chciałaby uniknąć. Można znaleźć kompromis!

Rozwiązanie: Ala przygotuje poczęstunek, lecz przyjęcie odbędzie się u Marioli (mogą pożyczyć krzesła od sąsiadów lub zaprosić kilka osób mniej).

Niedzielne obiady u teściowej

Beata i Marcin pobrali się pół roku temu. Mama Marcina, która mieszka w tym samym mieście, zapraszała ich w weekendy na obiad. Dla Beaty na początku było to i wygodne, i oczywiste - zdawała sobie sprawę, że teściowej trudno jest pogodzić się z tym, że syn już z nią nie mieszka. Jednak z czasem te obiadki stały się utrapieniem: młodzi nie mogą się z nikim umówić, wyjechać ani poleniuchować w domu. Beata jest niezadowolona i coraz częściej szuka pretekstu, by nie iść do teściowej.

Choć to może nie być łatwe, warto porozmawiać otwarcie, DLACZEGO młodzi rzadziej przyjmują zaproszenia na obiad. Jeśli zdecydują się na szczerość, teściowa usłyszy, że te wizyty bywają kłopotliwe, bo właściwie tylko w weekend Beata i Marcin mają czas, by pobyć dłużej we dwoje, uczyć się życia w nowej rodzinie, którą stworzyli. Ważne jest, aby Beata zaznaczyła, że obiady mamy są pyszne i bardzo się cieszy, że nie musi wtedy sama gotować. To ociepli rozmowę i wtedy łatwiej będzie teściowej uwierzyć, że rzadsze wizyty nie wynikają z tego, iż jej nie lubią, nie kochają, nie potrzebują, ale po prostu z braku czasu.

Warto, by Beata upewniła się w domysłach, pytając DLACZEGO teściowa tak często chce ich widzieć. Pewnie potwierdzą się jej przypuszczenia, że jest to spowodowane tęsknotą za Marcinem, który jeszcze nie tak dawno mieszkał z matką. Kiedy panie wyjaśnią to sobie, sytuację łatwiej będzie uporządkować.

Rozwiązanie: Może niedzielny obiad raz w miesiącu plus piątkowa szybka kolacja? Albo wystarczy, by czasem Marcin wpadł na chwilę do mamy sam? Albo by młodzi częściej dzwonili?

Spór o zasłanianie okna w biurze

Marysia zaraz po przyjściu do pracy szczelnie zaciąga rolety. Dopiero wtedy siada do komputera. Krystyna wchodzi do ich wspólnego pokoju i… podnosi rolety. Ta sytuacja powtarza się regularnie, nawet kilka razy dziennie. Panie zachowują pozory sympatycznej współpracy, ale napięcie rośnie. Konflikt drzemie i zapewne wybuchnie, jeśli nie dojdzie do rozmowy…

Panie mogą osiągnąć porozumienie, jeżeli zdobędą się na szczerą rozmowę. Krysia powinna zapytać: "DLACZEGO zależy ci na tym, by żaluzje były zaciągnięte?". Okaże się, że chodzi o to, iż promienie słońca odbijają się w monitorze i utrudniają pracę. Teraz kolej Marysi. Kiedy zada odpowiednie pytanie, np.: "DLACZEGO potrzebujesz pełnego dziennego światła do pracy?", dowie się, że nie o światło tu chodzi. Koleżanka chce po prostu móc patrzeć na hodowane przez siebie roślinki na parapecie. Przy zaciągniętej żaluzji nie widzi ich, a kocha zieleń i potrzebuje jej widoku, by czuć się dobrze w pracy. Poza tym martwi się, że opuszczane żaluzje połamią delikatne gałązki i zniszczą listki.

Rozwiązanie: Wystarczy, że panie pomyślą, co zrobić, by Marysia mogła dobrze widzieć ekran, a Krysia cieszyć się kwiatkami. Mogą np. przemeblować pokój, przestawić monitor, zasłaniać roletę tylko częściowo, kupić stojak na kwiatki. I po konflikcie!

Czy zamieszka z nami pies

Ojciec i syn już od jakiegoś czasu chodzą na wystawy, odwiedzają hodowców - mówią, że chcą mieć psa. Najlepiej dużego i silnego. Zaczęli przekonywać panie - mamę i córkę - że posiadanie takiego zwierzaka to świetny pomysł. Jest wierny, będzie pilnował domu. Ale one nie chcą dodatkowych obowiązków. W domu nigdy nie było psa - i niech tak zostanie. Atmosfera zrobiła się nieprzyjemna - panowie wyraźnie zaczęli budować koalicję przeciwko paniom, one też nie pozostały dłużne.

Panowie mówią: "My obaj chcemy mieć psa". Panie mówią: "Zwierzak to głównie kłopot, nie chcemy go". A tymczasem obydwie strony powinny zapytać DLACZEGO. I uważnie wysłuchać argumentów drugiej strony. Tata, kiedy mama zapytałaby o powody, dla których chce mieć psa, wyzna: "Lekarz powiedział, że muszę się ruszać, codziennie chodzić na spacery. Sam nie mam motywacji. Z psem musiałbym chodzić. Byłoby mi łatwiej dbać o serce". Syn marzy o psie jako towarzyszu zabaw. No i mając dużego psa, imponowałby kolegom. Wzmocniłoby to jego pozycję w gronie rówieśników.

Gdyby panowie zapytali: "Dlaczego wy nie chcecie psa?", usłyszeliby, że dla mamy oznacza to kolejne wydatki: na karmę, wizyty u weterynarza. Oraz perspektywę nieustannego sprzątania psiej sierści i śladów zabłoconych łap. Córka z kolei boi się dużych, groźnych psów. Po takich wyjaśnieniach porozumienie jest realne.

Rozwiązanie: Warto ustalić zasady finansowania i opieki nad psem oraz sprzątania. Można też ustalić, że syn i ojciec przez np. pół roku będą wychodzić rano i wieczorem na krótki spacer, by pokazać, że się nie zniechęcą. Warto też wspólnie wybrać rasę psa, choćby bardzo przyjacielskiego golden retrievera.

Monika Werwicka

Kobieta i życie 9/2010

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje