Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Od redakcji

Chłopak uderzył kolegę na szkolnym korytarzu. Była krew. Sprawa została poruszona na spotkaniu z wychowawcą. Zaraz pojawiły się łagodzące eufemizmy: "Och, to chłopcy, oni tak dokazują...".

Ktoś przytomny zapytał, czy gdyby zraniono dyrektora szkoły, rzecz też byłaby zlekceważona? Sto lat od czasów Janusza Korczaka, który pisał, że godność człowieka nie zależy od wieku ani płci, słyszę, że gdy ktoś bije żonę albo dziecko, są to "rodzinne sprawy".

A kiedy chuligani tłuką dziewczynę blokującą demonstrację, to tylko "okazują niezadowolenie". Rozmawiamy na ten temat z Teresą Rosati i jej córką Weroniką, która zdecydowała się ujawnić, że była bita przez mężczyznę (Serce matki wie, s. 60). Trudno uwierzyć, że w wielkim mieście, w dobrej rodzinie kobieta zastanawia się, czy domowa przemoc jest karą za jej złe zachowanie, a matka waha się, czy ma prawo interweniować.

Tymczasem w Szwecji, gdy ktoś da klapsa dziecku i zza ściany słychać płacz, sąsiedzi dzwonią po policję. Wyjaśniamy ten fenomen w wywiadzie z autorką książki 60 słów, które stworzyły naród (s. 92). Otóż Szwed od dziecka ma wpajane, że nie jest lepszy od innych i wszyscy mają takie same prawa. Czyli mąż i żona dzielą się obowiązkami, silni nie biją słabszych, nie obraża się imigrantów... Można by się uczyć, niedaleko mamy przecież do Szwecji. No, ale jednak jest za morzem.

Reklama

Jacek Szmidt - redaktor naczelny Twojego STYLU


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje