Reklama

Reklama

Prowokacja? Nie, samo życie

Sztuki plastyczne, choć stereotypowo uważane za jedną z najbardziej elitarnych dziedzin twórczości, potrafią budzić gorące emocje. Dość spojrzeć na dyskusję, która niedawno rozpętała się wokół pracy jednej z najpopularniejszych współczesnych artystek, Agaty Bogackiej.

Na początek, dla porządku, przedstawmy: Agata Bogacka - malarka, urodzona w 1976 roku, absolwentka warszawskiej ASP. W swoich pracach odwołuje się zwykle do najbliższego otoczenia, portretując sceny z życia własnego, swojej rodziny i przyjaciół. Posługuje się uproszczoną, graficzną formą i płaską plama barwną. Na swoim koncie ma wiele wystaw zbiorowych i indywidualnych, z których jedną z najgłośniejszych była "Ja krwawię!", zorganizowana w 2003 roku w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. To właśnie na niej pokazano pracę "Tak", która od kilku dni rozpala emocje internautów.

Reklama

"Tak" to mierzący 146 na 114 centymetrów, namalowany na płótnie obraz. Utrzymany w charakterystycznej dla Bogackiej stylistyce, przedstawia scenkę, którą można czasem zobaczyć w nocy, w imprezowej dzielnicy dużego miasta: ubrana w sukienkę i botki na obcasie dziewczyna, przykucnęła, żeby się wysikać. Niby naturalna sprawa, a jednak - jak się okazuje - potrafi zaszokować. Zwłaszcza, gdy ktoś uwieczni ją na płótnie.

Dlaczego właśnie teraz zrobiło się głośno o obrazie, który powstał w 2003 roku? Na swoim Instagramie zdjęcie pracy opublikowała Desa Unicum - dom aukcyjny, który na 29 września zaplanował aukcję, podczas której będzie można wylicytować dzieło. Opis, towarzyszący pracy: "Jej przepełniona erotyzmem sztuka budzi skrajne emocje. Kobiecą cielesność ukazuje w sposób niezwykle bezpośredni. (...). " okazał się niezwykle trafny. Na kontrowersje bowiem, nie trzeba było długo czekać. "Voyeuryzm pełna gęba", "To nie jest kobieca cielesność to jest wulgaryzm", "Straszne czego nie robi się dla rozgłosu", to najłagodniejsze komentarze, które pojawiły się pod postem.

Miłośnicy twórczości Bogackiej odbijają jednak piłeczkę. "Nie jest to obojętny obraz i chyba o to w nim chodzi. Od początku, od momentu powstania i pierwszych wystaw wzbudzał kontrowersje. Minęło kilkanaście lat i mimo tego, że w sztuce, kinie i obyczajowości widzieliśmy już wszystko - wciąż wzbudza emocje. Brawo dla @agatabogacka_officia", "Artystce akurat chodziło o to żebyście się oburzali więc realizujecie dokładnie plan", czytamy na Instagramie.

Prace Agaty Bogackiej nie po raz pierwszy budzą kontrowersje. Choć nie każdemu musi podobać się ich estetyka,  wulgaryzm i pogoń za poklaskiem, to praktyki, które trudno zarzucić artystce. W recenzjach jej prac jak refren powtarzają się uwagi o intymnym, szczerym i autobiograficznym wymiarze twórczości. Ewa Gorządek, w serwisie Culture.pl, tak pisała o pracach, prezentowanych na wspomnianej wystawie "Ja krwawię": "Bogacka pokazała na nich samą siebie, ale już nie jako melancholijną osobę rozczarowaną kolejnymi, nieudanymi związkami, ale jako świadomą swojej atrakcyjności kobietę, żywą istotę, która zwraca się do siebie na poziomie ciała i fizjologii."

Czy szum wokół dzieła przełoży się na jego cenę? Zobaczymy. Wstępnie pracę wyceniono na 50-60 tys. zł.

Obok obrazy Bogackiej 29 września w Desie pod młotek pójdą dzieła takich artystów jak: Rafał Bujnowski, Wilhelm Sasnal, Artur Żmijewski, Piotr Janas czy Mirosław Bałka. 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje