Reklama

Reklama

Wakacje leśnych ludzi

Dzieci lasu

Jeśli prawdą jest powiedzenie, że szczęście to okazja spotykająca przygotowanie, właścicieli glampingów można by uznać za największych szczęściarzy tego roku.- Kiedy wprowadzono lockdown, mój tata wieszczył absolutny koniec wszystkiego: nie będzie wakacji, nie będzie gości, nie będzie biznesu. Ja zaś stałem na stanowisku, że jeśli tylko obostrzenia się poluzują, to będzie nasz najlepszy rok -  mówi Konrad Mańkowski. - Z przyjemnością stwierdzam, że miałem rację.

Reklama

Rok dobry jest nie tylko w Baranówce, ale i w większości glampingów. Zawsze cieszące się większym niż hotele zainteresowaniem (w rezerwacjach gęsto zaczyna robić się już w styczniu), w tym sezonie przeżyły oblężenie. Nic dziwnego: w kraju, z dala od skupisk ludzkich, na świeżym powietrzu, zwykle bez przestrzeni wspólnych - trudno o mniej "koronogenne" miejsca.

Epidemia to jednak niejedyna i nie najistotniejsza przyczyna boomu na luksusowe kampingi. Daleko ważniejsze od niej wydają się być zmiany w oczekiwaniach konsumentów.  - Przez lata triumfy święciły podróże, które w branży określało się jako 3xS: sun, sand, sea (słońce, piasek, morze). Teraz ta forma traci na znaczeniu na rzecz 3xE, pod który to hasłem kryją się enterteiment, excitement, education (rozrywka, ekscytacja, edukacja) - tłumaczy Szałek.

Turyści, zamiast biernego leżenia na plaży, oczekują teraz zaspokojenia potrzeb poznawczych, tak żeby urlop był jak najefektywniej wykorzystanym czasem. Efektywność wcale nie musi oznaczać poszerzania kompetencji czy poprawiania formy. Pod tym pojęciem może kryć się np. cyfrowy detoks, czy praktyka mindfulness.  Zresztą, jak dziwnie by to nie brzmiało, dla wielu sam kontakt z lasem jest przygodą. Eksperci twierdzą, że młode pokolenie, urodzone i wychowane w miastach, nieposiadające zaplecza w postaci dziadków na wsi, wakacje spędzające nad hotelowym basenem, naturę zna głównie z... telewizji. Richard Louv, autor książki "Ostatnie dziecko lasu", ukuł nawet termin "deficyt natury", mający opisywać stan chronicznej irytacji i dekoncentracji, wywołany brakiem kontaktu z przyrodą. Akademickie wymysły? Może, ale z drugiej strony komu, po weekendzie spędzonym na wsi, nie zdarzyło się powiedzieć: "odżyłem".

Na turystyczną modę i cywilizacyjną tęsknotę nakłada się megatrend związany z ekologią. Jeśli mieszkania dekorujemy roślinami, nosimy floralne i animalistyczne printy, wybieramy restauracje serwujące wegańską żywność, dlaczego na urlop nie mielibyśmy wybrać ośrodka, zapewniającego maksymalnie bliski kontakt z naturą? A jeśli miejsce jest urządzone na tyle ciekawie, że dodatkowo dostarcza atrakcyjnych kadrów na Instagrama, to tym lepiej.

 - Jeśli w dzieciństwie marzyliście o tym, by spać w domku na drzewie, to pewnie zrozumiecie też ideę glampingu" - podsumowuje Katarzyna Kachel, podróżniczka, dziennikarka magazynu "Traveler".  - Ten styl podróżowania wpisuje się idealnie w nasze czasy, czyli trochę izolacji, a jednocześnie całkowite zanurzenie w konkretnych miejscu. Kompromis dla tych, którzy chcieliby eko ale nie survivalowo, pierwotnie ale i luksusowo.

Kłopoty w raju?

Powyższe motywacje pewnie szybko nie wygasną, można się więc spodziewać, że w najbliższych latach czeka nas wysyp nowopowstałych glampingów. Przesycenie na razie branży nie grozi, bo jak przyznają właściciele - na razie popyt zdecydowanie przewyższa podaż (patrz wspomniane wyżej rezerwacje).

Grozić jej jednak może komercjalizacja. - Jeszcze kilka lat temu, kiedy na skrzynkę Slowhopa przychodziło zgłoszenie z glampingu, to zawsze było WOW: coś nowego, coś innego, coś wyjątkowego. Glampingu miały niemal stuprocentową szansę, by trafić na nasz portal - mówi Szałek. - Teraz już tak nie jest. Ludzie nazywają glampingami miejsca, które w ogóle nie przystają pierwotnej idei - stodoły na organizacje wesel, zatłoczone pola z domkami, kempingi położone zaraz przy drogach - wylicza.

Paradoksalnie, idei nie służy też sama popularność.  - Czasem śmiejemy się, że stajemy się za bardzo znani -  mówi Ewa Tompolska.  - To miało być miejsce na końcu świata, dla nas, znajomych i tych, którzy podejmą trud 40-minutowej wspinaczki po górskim stoku. Choć każdy jest mile widziany, z tłumem turystów to już nie będzie to, o co nam chodziło.

Na razie jednak nie wygląda na to, by glamping - mimo rosnącej popularności - miał powtórzyć los innych turystycznych fenomenów, przechodząc drogę od elitarnej rozrywki, przez pożądaną modę, po karykaturalną, skrajnie skomercjalizowaną formę. Osoby wybierających wypoczynek w kraju, na łonie natury to wciąż tylko ok. 10 proc. wyjeżdżających na wakacje. Niestety. Albo na szczęście. 


Styl.pl

Reklama