Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jak rozpadają się nasze związki?

Dlaczego coraz łatwiej przychodzi nam rozstanie z wieloletnim partnerem? Dlaczego stały związek staje się obecnie jednym z najtrudniejszych wyzwań współczesności?

Z badań GUS wynika, że co trzecia para w Polsce się rozwodzi (ponad 65 tys. rozwodów w 2017 roku). Odsetek rozwodzących się z ponad 20-letnim stażem wynosi około 25 proc. Podobnie zresztą wygląda sytuacja młodych małżeństw z krótkim stażem, do czterech lat. Zdecydowanie najczęściej rozstają się jednak małżeństwa ze stażem od pięciu do dziewięciu lat.

Reklama

Bardzo ciekawy jest natomiast fakt, że zdecydowanie częściej rozwodzą się pary, gdzie kobieta jest młodsza od mężczyzny, czyli lepiej radzą sobie związki, w których to ona jest starsza od niego.

Kruchość małżeństwa w obecnych czasach pokazuje fakt, że posiadanie dzieci nie jest obecnie gwarantem jego trwałości. Aż 68 proc. rozwodzących się posiada dzieci, w tym aż 60 proc. małe, do lat 14. Czyż te dane nie mówią same przez się...

Skąd mamy tyle rozwodów?

Tak dramatyczną kondycję naszych związków zawdzięczamy zmieniającym się wartościom i postawom wobec życia. Obecnie ludzie raczej walczą o zindywidualizowane, często bardzo egoistyczne poczucie szczęścia i robią wszystko, by je osiągnąć. Choć nie przychodzi im to łatwo, a czasem nawet wcale, ponieważ oczekiwania wobec tego poczucia własnego szczęścia rozrosły się do takich rozmiarów, że nie mieszczą się w żadnej sensownej jego definicji.

Niestety, coraz częściej to "wygórowane" poczucie szczęścia próbuje się osiągnąć zupełnie bez względu na konsekwencje dla bliskich, czasami wręcz ich kosztem.

Inną sprawą jest to, że ludzie zdecydowanie wolą iść na łatwiznę i szukać nowego związku z nadzieją, że będzie bardziej udany, niż ciężko pracować nad obecnym. Okazuje się wobec tego, że wzory, które przekazywali nam nasi rodzice, też nie były najlepsze. Były one nastawione na trwałość małżeństwa, a nie na jego jakość.

A dzisiaj, by małżeństwo przetrwało, należy postawić raczej na to drugie. Jednak by to osiągnąć, trzeba zakasać rękawy i zadać sobie trud, wysilić się bardziej. Tyle, że w naszym konsumpcyjnym świecie mamy coraz większy problem z prostymi chęciami do takiego działania. Łatwiej zmienić niż naprawić, jak wszystko.

Może w jakimś procencie dlatego, że dziś o zawarciu małżeństwa decydują w dużej mierze emocje, targające nami namiętności. Nie oszukujmy się, te namiętne uniesienia wystarczają zwykle jedynie na kilka pierwszych lat życia razem.

Kiedy te opadną, może się okazać, że małżonkowie nie mają o czym ze sobą porozmawiać i nic ich w zasadzie nie łączy. A mogłaby, na przykład, przyjaźń... Namiętność to sinusoida w związku - wygasa, pojawia się, a można ją także wskrzeszać.

Rozpadowi rodziny sprzyja zatem chęć dokonywania zmian dotychczasowego życia przy ogromnej ofercie różnych możliwości, które oferuje nam współczesny świat. Trudno jest wytrzymać we względnie zamkniętej i wymagającej tak ogromnej pracy instytucji, skoro istnieje tak wiele alternatyw ciekawszego życia.

No i oczywiście... ten seks. Nieudane życie seksualne może przyczynić się do konfliktów, kryzysów, a nawet rozpadu małżeństwa. Jeśli problemy w łóżku nie zostają rozwiązane, a seks jest dla partnerów ważną kwestią, związki nie mają szans, by przetrwać.

Prędzej czy później frustracje seksualne ujrzą światło dzienne w sytuacji kryzysu relacji, będą przejawiać się niezadowoleniem z innych sfer wspólnego funkcjonowania, obniżeniem się jakości tych aspektów relacji, które dotychczas łączyły partnerów. To jest pewne.

Warto pamiętać, że problemy seksualne wynikają głównie z obawy przed ujawnianiem swoich prawdziwych potrzeb, z trudności w dopasowaniu się. Ale są to problemy do rozwiązania przy odrobinie chęci do szczerej rozmowy.

Warto mieć na względzie fakt, że większość poważnych kryzysów małżeńskich zaczyna się właśnie na poziomie zwykłej komunikacji, a zasadniczo jej braku. Zatem, by mieć większe szanse na przetrwanie relacji, trzeba komunikować potrzeby, negocjować je i dyskutować.

Z kolei jeśli nie potrafimy usiąść i ze sobą zwyczajnie porozmawiać, to może jednak faktycznie warto wybrać się do terapeuty czy seksuologa.  

Niestety, my Polacy się wstydzimy, traktujemy kryzys w związku jako coś prywatnego, bądź jako samorozwiązujący się z czasem problem. Między innymi efektem tego są tak liczne rozwody. A przecież chyba większym sukcesem jest wyjście z kryzysu niż rozwód, prawda?

Nie pozwólcie waszym związkom wypaść z "wirażu" małżeńsko-rodzinnego życia. Walczcie!

Zobacz również: