Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

​Bez tego związek dalej nie pójdzie

Badania psychologiczne pokazują, iż kryzysy najczęściej pojawiają się w okolicach pierwszego, trzeciego i siódmego roku trwania związku. Są one niezwykle potrzebne parze. To one pozwalają wejść relacji na wyższy poziom.


Kryzys roku pierwszego

Reklama

Pierwszy kryzys pojawia się na skutek fenyloetyloaminy, czyli hormonu odpowiedzialnego za podniecenie i pożądanie, którego poziom w naszych organizmach w fazie zakochania jest bardzo wysoki. Hormon ten ma działanie psychoaktywne, stymulujące i empatogenne, łatwo się od niego uzależnić.

Jednak ta cudowna mikstura działa krótko, bo maksymalnie do czterech lat, chociaż najczęściej już po roku jej poziom powoli spada. I właśnie wtedy pojawiają się nam pierwsze problemy w związku. Wszystko przez to, że przestajemy widzieć partnera przez różowe okulary. Po raz pierwszy orientujemy się, że on też ma wady.

Kryzys roku trzeciego

Kryzys roku trzeciego pojawia się w relacji wraz z pojawieniem się w niej rutyny, a parze zaczyna doskwierać codzienność. We wzajemnej relacji spada zaangażowanie emocjonalne oraz zadowolenie z seksu. Para często traci zainteresowanie sobą nawzajem. Wszystkie zalety partnera przesłaniać zaczynają wady. Pojawia się przeświadczenie, że może fajnie byłoby spróbować pobyć z kimś innym...

Kryzys roku siódmego

Jeśli para przejdzie te dwa pierwsze kryzysy, kryzys roku siódmego, również naturalnie pojawiający się w związku, może okazać się najtrudniejszy. Dlaczego? Otóż osoby, z którymi łączymy się w pary w wieku dwudziestu kilku lat zmieniają się pod wpływem czasu. My sami także się zmieniamy. Zmieniają się nasze potrzeby, również te seksualne, priorytety życiowe i charaktery. Zmienia się również nasz sposób myślenia, zachowania i komunikacji.

Co więcej, zdaniem wielu naukowców, człowiek zmienia się co siedem lat, ponieważ w naszych organizmach następuje całkowita wymiana komórek, poza jajowymi i nerwowymi. W naszym życiu pojawiają się także dzieci, a potem dorastają. Nie dość, że my się zmieniamy, to zmienia się wszystko dookoła nas.

Kryzys buduje

Zatem, jeśli tyle zmian dokonuje się w nas samych, w naszych partnerach, to trudno funkcjonować w związku jak dawniej. Kryzys jest właśnie po to, by nas przebudzić, by wywołać wzajemną reakcję na siebie zmieniających się w związku, na nasze potrzeby, by poukładać rzeczywistość na nowo. Słowo kryzys nie powinno nas przerażać, a wręcz przeciwnie, powinno spowodować skierowanie całej uwagi na siebie nawzajem, wywołać wzajemną uważność.  

Co bardzo istotne, zmiany, które wprowadzamy w swoim życiu - diety, styl życia, nowe sposoby komunikacji z bliskimi, otworzenie się na odczuwanie szczęścia, nowe reakcje na porażki - mogą być długofalowe. Jednak wymaga to ogromnej pracy, bo mózg sam musi wymusić na sobie zmianę. I to jest absolutnie najtrudniejsze, ponieważ w naszą psychikę wpisanych jest wiele mechanizmów, schematów, które często usprawiedliwiają nasze działania. A nie tego wymaga przecież zmiana.

Związek to ciężka praca, która bardzo często się opłaca

I to nie jest ostatni kryzys, jaki nas czeka, bo żyjąc razem przez wiele lat będziemy się jeszcze niejednokrotnie zmieniać. Jednak, jeśli przejdziemy ten konkretny, będziemy dysponować doświadczeniem i wiedzą, że gdy coś przestaje grać, trzeba się zwyczajnie dostroić, jak instrumenty, by pięknie współgrać.

Pamiętajmy, że każdy związek, nawet jeśli rozpoczniemy nowy, będzie musiał przejść te etapy. Przynajmniej pierwszy, w którym po działaniu hormonów przychodzi codzienność i mankamenty nowego partnera. Zatem jeśli do tej pory czuliśmy się dobrze ze swoimi partnerami, mogliśmy na sobie polegać, bo przeżyliśmy wspólnie różne sytuacje, byliśmy dla siebie wspierający, to może warto zastanowić się czy nie zawalczyć o to, co już osiągnęliśmy, niż zaczynać wszystko z kimś od nowa.

Oczywiście, o ile relacja, w której tkwimy nie jest patologiczna albo dla nas toksyczna, czyli nie niszczy nas. Zmieniając często partnera prędzej czy później obudzimy się w z pustką, jako dużo starsi ludzie, bez bliskiej osoby, z którą łączy nas mnóstwo wspomnień i z którą moglibyśmy pięknie przeżywać ten najdojrzalszy etap życia i związku, czyli starość.

Zobacz również: