Reklama

Reklama

SHOW - magazyn o gwiazdach

Karolina Gorczyca: Tak, czasem się pokłócę

Teraz wśród aktorek zapanowała moda, by wracać przed kamery jak najszybciej. Po dwudziestu, a nawet po dziesięciu dniach od porodu. Co ty na to?

Reklama

- Znalazłam dla siebie złoty środek. I uważam, że każdy ma swój sposób na życie. Nie chcę nikogo oceniać.

Zagrałaś niedawno w niemieckiej produkcji zatytułowanej "Agnieszka". Będziemy mogli zobaczyć ją w Polsce?

- Słyszałam, że producent stara się o to. Teraz jadę do Monachium na postsynchrony, więc będę mogła zobaczyć, co z tego wyszło. Sama jestem ciekawa.

Podobno kiepsko mówisz po niemiecku. Jakim cudem wygrałaś casting?

- Mogę nawet powiedzieć, że w szkole nie miałam ochoty uczyć się tego języka. To nie jest moja wrażliwość. Wolę wschodnią melodykę, raczej rosyjski niż niemiecki. Życie bywa przekorne i stawia przed nami nieoczekiwane wyzwania, z którymi musimy się mierzyć. Ja to lubię. Uczyłam się więc niemieckiego od nowa. Mam też dobre ucho do języków. Sześć lat temu radziłam sobie po persku, bo zagrałam w Iranie w filmie "Die of Love". Dwa miesiące spędziłam w Teheranie.

Przygotowując się do roli Agnieszki, pojechałaś do aresztu na warszawskim Grochowie. Po co?

- Film zaczyna się od momentu, w którym moja bohaterka wychodzi po pięciu latach z więzienia. Zadzwoniłam więc na Grochów, przedstawiłam się i spytałam, czy mogę przyjść. Zadziałało to, że pamiętali mnie z serialu "Czas honoru". I nagle trafiłam do celi z dziewczynami. Wychodząc stamtąd mówiłam sobie: "Oooo, stara, twoje życie, twoje kłopoty, to jest nic". Każdego dnia coraz bardziej doceniałam to, co mam. Te kobiety opowiedziały mi o sobie wiele ciekawych, bardzo prywatnych historii. Przy okazji tego wywiadu chciałam im za to podziękować i obiecać, że na pewno je odwiedzę, żeby opowiedzieć o filmie.

Jak reagowały na ciebie więźniarki?

- Wiesz, to nie są kobiety, które będą podniecać się tym, że przyszła do nich jakaś aktorka. One mówią tak: "No fajnie, że jesteś aktorką. Ale... masz fajki?". Nie mówię o tym pejoratywnie, bo one są bardzo wrażliwe, inteligentne i mają wiele interesujących rzeczy do opowiedzenia. Natomiast nie robiło na nich wrażenia, że gram w filmach. I właśnie to było fajne. Potraktowały mnie normalnie. Jak kumpelkę.

Podobno przed zdjęciami postanowiłaś poćwiczyć izraelską sztukę walki - krav magę?

- To prawda. Te treningi powodują, że zyskujesz większą pewność siebie. W dodatku krav maga jest przyjemniejsza niż siłownia i wyciskanie na przyrządach tzw. masy.

Zdarzyło ci się kiedyś coś niebezpiecznego?

- Przed laty na dworcu podeszło do mnie dwóch dresiarzy i przyparli mnie do muru. Gdybym wtedy ćwiczyła krav magę, wiedziałabym, jak sobie poradzić. Kopnięcie między nogi zwykle wystarczy.

Czy kobiecie łatwo wyzwolić w sobie agresję?

- Przepraszam bardzo, ale gdyby ktoś cię zaatakował, martwiłabyś się, że będzie potem płakał? Zwłaszcza jeśli jesteś matką? Wierzę, że w takich sytuacjach wyzwala się w nas zwierzęcy, pierwotny instynkt.

Niedługo do kin wejdzie film z tobą w roli głównej - "Wybraniec". Szykuje się kolejny, ciekawy temat do dyskusji. Mam na myśli in vitro.

- Nie pytaj mnie, co o tym myślę. Nie jestem wyrocznią, by mówić ludziom, za czym się opowiadam. Ale cieszę się, że ten film może wywołać dyskusję. Cieszę się też z roli, bo była dla mnie interesująca pod względem psychologicznym. Ponieważ moja bohaterka ma inne poglądy niż ja prywatnie, musiałam znaleźć powód, by jej bronić. Ale ja właśnie takie wyzwania lubię.

Podobno jesteś zaangażowana w działalność charytatywną?

- Nie jestem jakąś wielką aktywistką. Po prostu, gdy mogę, to działam i zachęcam do tego innych. Jeżeli mamy niepotrzebne rzeczy, możemy je przecież oddać ludziom, którzy ich potrzebują. Jest cała masa ośrodków pomocy społecznej. Mieszkam niedaleko Otwocka i Falenicy - tam są np. dom samotnej matki i ośrodek dla dzieciaków. Zwykle szukam takich miejsc w Internecie, a potem obdzwaniam kilkoro przyjaciół, wrzucam wiadomość na swojego Facebooka, wysyłam SMS-y. Później jadę do znajomych samochodem i pakujemy bagażnik tak, by był pełny.

Jesteś bezkompromisowa w przyjmowaniu ról. Nie godzisz się na słabe propozycje. To ci się opłaca?

- Zadaj mi to pytanie za dwadzieścia lat (śmiech). Wtedy będę znała odpowiedź. Ale dziś na pewno opłaca się to mojej głowie. Nie muszę zmagać się z materią, która mi nie leży. Lubię mieć wpływ na to, co robię.

Mało popularna postawa.

- Mamy ciężkie czasy. Rozumiem więc to, że dziś ludzie godzą się na inne rzeczy, niż sobie wymarzyli. Nie chcę tego oceniać.

To chyba kwestia wychowania?

- Pracowitość wyniosłam z domu. A także wiarę, że sama mogę dać sobie ze wszystkim radę. Jestem silna i zaradna.

Iwona Zgliczyńska

SHOW 23/35

Show

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Karolina Gorczyca