Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

SHOW - magazyn o gwiazdach

Joanna Krupa: Marzyłam o córce!

​Poprosiła o nią przy Ścianie Płaczu. Na chwilę przed porodem opowiada nam o nadziejach, planach i lękach związanych z macierzyństwem.

Justyna Kasprzak, SHOW: Joasiu, ostatnio byłaś na ustach całej Polski, gdy zdecydowałaś się na nagą sesję w ciąży. Spodziewałaś się takiego szumu? 

Reklama

Joanna Krupa: Aż takiego nie (śmiech). Choć oczywiście wiadomo, że zawsze gdy się robi okładkę, to by się chciało, żeby była popularna, żeby był szum. Taka zmysłowa, naga sesja w ciąży zawsze mi się marzyła. Chciałam nią pokazać, że kobieta w ciąży jest piękna, pewna siebie i sexy. Że ma klasę. Bo ciąża to coś pięknego, niesamowitego. Nie trzeba się tego wstydzić, tylko pokazać, że spodziewając się dziecka, można się świetnie czuć i tak samo wyglądać. Nawet jak się choruje na hashimoto. 

Miałaś jakieś obawy? 

- Żadnych. Jestem dumna z tej sesji i niczego bym w niej nie zmieniła. 

To prawda, że teraz czujesz się szczególnie sexy? 

- Coś w tym jest. Oczywiście uważam, że każda kobieta na co dzień powinna się czuć sexy, nie tylko w ciąży. Jasne, że w czasie tych 9 miesięcy ciało się trochę zmienia. Ale jak się kocha siebie i patrząc na rosnący brzuszek, widzi się nowe życie, to to jest najważniejsze. I sprawia, że czujemy się w tym ciele świetnie. 

Miałaś ciążowe dolegliwości? 

- W czasie pierwszych tygodni byłam trochę zmęczona, senna. Poza tym nic. Przez pozostałe miesiące czułam się naprawdę super! Teraz, pod koniec ciąży, znów zaczynam odczuwać pewne zmęczenie, ale to normalne. Uważam, że świetnie znoszę ten czas i błogosławiony stan wcale nie daje mi się we znaki. 

Od 15 lat zmagasz się z chorobą hashimoto. Jak ona wpływa na twoje codzienne życie? 

- Wcale! W ogóle nie widzę różnicy. Owszem, 15 lat temu czułam się nieswojo i nie wiedziałam, dlaczego. Ale gdy już postawiono diagnozę i przepisano mi leki, wszystko wróciło do normy. Teraz każdego dnia biorę tabletkę na tarczycę i zapominam o chorobie. Żyję normalnie tak jak moi przyjaciele, czy Douglas. Chodzę na fitness, relaksuję się, pracuję. Hashimoto nie zdominowało mojego życia. 

Ta choroba odbiera nadzieję na ciążę. Ty jej nawet na moment nie straciłaś? 

- Absolutnie! Mój ginekolog od początku starań o dziecko zapewniał mnie, że mam dużo jajeczek i nie powinnam mieć problemu z zajściem w ciążę. Nieprawdą jest, że ktoś, kto ma chorą tarczycę, nie ma na to szans. Lekarze powinni przestać opowiadać kobietom takie głupoty. Ja chodziłam do dobrych specjalistów, którzy poradzili mi sprawdzać tarczycę co trzy, cztery miesiące. I w razie potrzeby dobierali mi odpowiednie leki. W życiu nikt mi nie powiedział, że nie będę mogła być mamą. Nawet przez minutę nie pomyślałam, że choroba może mi to uniemożliwić. 

Ostatnio zabierasz głos w ważnych sprawach. Mówisz o in vitro, hashimoto, niepłodności. Czujesz, że jesteś ambasadorką kobiet? 

- To rzeczy ważne, o których powinno się rozmawiać. Chciałabym być ambasadorką nie tylko kobiet, ale i całego świata. Chciałabym, żeby wszyscy ludzie się szanowali, kochali. Byli dla siebie mili. Żeby świat był bardziej otwarty na ludzi, a także na zwierzęta. 

Pamiętasz moment, w którym dowiedziałaś się, że spodziewasz się dziecka? 

- Bardzo dobrze. Tuż po powrocie z wycieczki do Izraela czułam się jakoś inaczej. Pomyślałam, że może to jest właśnie to. Kupiłam test - wyszedł wynik pozytywny. Potem zrobiłam drugi, żeby mieć 100-procentową pewność. To był wspaniały, niesamowity moment, bo czekałam na ciążę. Była to też piękna niespodzianka. Nie odczuwałam presji, spokojnie czekałam na ciążę. A w razie czego planowałam na koniec roku przejść procedurę in vitro. Udało się naturalnie i bardzo się z tego cieszę. Teraz nie mogę się doczekać, aż poznamy malutką. 

Modliłaś się o dziecko? 

- Przyznam, że zawsze marzyłam, żeby mieć dzieci, ale też wiedziałam, że muszę na ten moment poczekać, aż będę całkowicie na to gotowa. No i w końcu nadszedł. W lutym pojechałam z mamą do Izraela i do Ściany Płaczu włożyłam karteczkę, na której napisałam, że marzę, by mieć małą dziewczynkę. No i się spełniło. Wróciłam, a tydzień później się dowiedziałam, że jestem w ciąży. To było coś niesamowitego! 

Płeć dziecka miała dla ciebie znaczenie? 

- Gdy dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka, nie liczyło się dla mnie, czy to będzie chłopiec czy dziewczynka. Miałam jedną myśl - żeby tylko było zdrowe. Ale... przyznaję, że gdzieś tam z tyłu głowy pojawiło się pragnienie, żeby pierwsza była jednak dziewczynka. Pamiętam, że gdy sama byłam dzieckiem, powtarzałam, że w przyszłości chciałabym najpierw mieć synka, który się będzie opiekował młodszą siostrzyczką. Ale w dorosłym życiu coraz mocniej zaczęłam pragnąć córeczki. Kiedy więc okazało się, że noszę pod sercem właśnie dziewczynkę, byłam niesamowicie szczęśliwa. A mój mąż się popłakał! Też marzył o dziewczynce, ale mi o tym wcześniej nie mówił. Powtarzał tylko, że nie płeć, a zdrowie dziecka jest najważniejsze. 

Masz obawy dotyczące porodu? Czegoś się boisz? 

- No pewnie! Masakrycznie się boję porodu! Mogłabym być w ciąży non stop, ale poród mnie okropnie stresuje. Nigdy w życiu nie byłam w szpitalu w roli pacjenta! Oczywiście wiem, że będę pod dobrą opieką. Moim lekarzem jest jeden z najlepszych specjalistów w całym Los Angeles. Muszę mu zaufać. I wiem, że na pewno wszystko będzie dobrze. Ale nie kłamię - bardzo się boję. 

Chcesz, żeby mąż był obecny przy porodzie? 

- Oczywiście! Oboje nie wyobrażamy sobie innej sytuacji. Douglas musi być przy mnie, dbać o mnie i sprawiać, że będę się mniej bała i stresowała. On bardzo chce być przy tym cudzie narodzin i widzieć, jak jego dziecko przychodzi na świat. 

>>> Czytaj dalej na kolejnej stronie <<<