Reklama

Reklama

Magdalena Kumorek: Wszyscy jesteśmy święci

Legenda o Św. Kumernis, obecnie nieuznawana przez kościół katolicki, to punkt wyjścia spektaklu Agaty Dudy-Gracz, "Kumernis czyli o tym, jak świętej panience broda rosła". Zgodnie z legendą Kumernis chciała całkowicie poświęcić się Bogu, tymczasem jej ojciec pragnął wydać ją za mąż. By uniknąć ślubu dziewczyna modliła się o oszpecenie, aż pewnego dnia wyrosła jej broda. W spektaklu ta historia zostaje przeniesiona w realia polskiej wsi sprzed lat, gdzie gwałty i przemoc domowa są na porządku dziennym. Główną bohaterkę ocalić może tylko miłość. W tytułową postać wciela się Magdalena Kumorek.

Katarzyna Wilk: "Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła" to spektakl o religii, patriarchacie, o miłości?

Reklama

Magdalena Kumorek: - O religii, o patriarchacie i o miłości. A o miłości przede wszystkim. O miłości dobrze i źle pojętej. Każdy z nas spotyka się z uczuciem miłości, albo z uczuciem pokrewnym, które leży blisko miłości - z nienawiścią. Tu mamy przykłady wielu tak silnych rzeczy związanych z miłością i tego, co ta miłość może zrobić człowiekowi. Nie tylko miłość do drugiego człowieka, także miłość do boga.

- A o patriarchacie? Też, jak najbardziej. Mamy przemoc na scenie. I myślę, że Agata Duda-Gracz bardzo świadomie użyła tego zabiegu. Jak to Agata, nie pokazuje tego wprost, nie obrywamy faktycznie, natomiast widz dostaje bardzo konkretnego kopa.

Jeśli mowa o miłości, to jest to uczucie, któremu tytułowa bohaterka całkowicie się poświęca. Miłość niespełniona. Taka, która prowadzi ją do szaleństwa. I to sama Kumernis o tym zadecydowała.

- Kumernis, to postać, która w dzieciństwie miała konstrukcję gąbki. Wszystko co jej się przytrafiało, stawało się dla niej faktem, konstruowało jej świat i rzeczywistość. Ta miłość jako jedyny odnośnik, jako powietrze dla tej postaci, pojawia się u niej bardzo szybko.

- W dzieciństwie tej miłości nie doświadczyła. Nie obserwowała jej między rodzicami i od nich jej nie dostała. Ojciec ją bił, a matka mówi jej, że to, że wydała ją na świat było przypadkiem i przekleństwem dla niej samej. Ta dziewczyna do końca swojego życia szuka tej miłości. I Cyryl, którego spotyka na swojej drodze jest uosobieniem ideału ze wszystkimi problemami, które niesie. Z jego postrzeganiem religijności, z jego postrzeganiem tego, jak człowiek powinien funkcjonować na ziemi.

Legenda o świętej Kumernis to punkt wyjścia spektaklu. Jego akcja jest przeniesiona w realia polskiej wsi, podobno dawnej wsi. Ma się jednak wrażenie, że te czasy patriarchatu, przemocy wcale nie minęły. Stały się tylko trochę bardziej ucywilizowane, przypudrowane...

- Oczywiście, jest bardzo wielu panów, pięknie ubranych z aktówką, którzy jak tylko zamkną się za nimi drzwi domu, katują swoje rodziny. I to samo się dzieje z kobietami, bo to nie jest tylko domena mężczyzn. Dlatego myślę, że ta historia Św. Kumernis jest aktualna i będzie aktualna.

Niektóre sceny spektaklu są tak mocne, że widzowie odwracają wzrok. Zupełnie jak w życiu. Wolimy nie widzieć przemocy, która dzieje się wokół nas. Myśli pani, że "Kumernis" ma taką moc sprawczą, żeby poruszyć publiczność, by zaczęła reagować w takich sytuacjach?

- Myślę, że Agata mając tak ogromne doświadczenie teatralne bardzo dobrze steruje uwagą widza. Widzowie, którzy z nami rozmawiają po spektaklu, mówią, że długo nie mogą znaleźć konwencji "Kumernis". Bo na początku jest trochę śmiesznie, trochę bajkowo, widz siedzi i myśli: "Kurczę, mówili, że to będzie takie dramatyczne, a ja się dobrze bawię". I ten sam widz, który jest otwarty i myśli, że przed nim szykuje się przyjemny wieczór nagle w ten mięciutki brzuszek dostaje pierwszy cios.

- Czy "Kumernis" może zmienić nasze reakcje? Rozmawiałam z kilkoma mężczyznami w bardzo nieprzyjemnym stanie fizycznym po spektaklu, z taką myślą, że ich obecność na widowni nie była przypadkowa... Może chodzi o to, by po raz wtóry zdać sobie sprawę z problemu i zareagować?

- Kiedyś sama widziałam, że jacyś mężczyźni biją kogoś, i nikt nie reagował. Niektórzy wręcz stali i się gapili. Przez to, ze mamy tyle przemocy w telewizorze, za szybą, to się jej uczymy. Wydaje nam się, że to bezpieczne, oswajamy się z tym. Tutaj jest tak, że jeżeli widz będzie chciał się otworzyć na tę historię, ona ludzi poruszy i nie zostawi ich obojętnymi.


To spektakl wyjątkowy bo nie ma w nim muzyki, która byłaby dodana. Nie towarzyszy mu ani orkiestra, ani przygotowane wcześniej nagrania.. To aktorzy są instrumentami i tworzą każdą melodię, która pojawia się w sztuce. To musi być wzywanie... Nawet gdy aktor nie uczestniczy w scenie, to nie ma chwili na złapanie oddechu, bo wydaje z siebie dźwięki tworząc oprawę muzyczną. I tak przez 2,5 godziny.

- Tak, jak każde przedstawienie Agaty Dudy-Gracz jest mocno eksploatujące, ale myślę, że tylko taki teatr ma sens. Godząc się na współpracę z Agatą, każdy miał świadomość tego, że nie  będzie lekko łatwo i przyjemnie. Jesteśmy w pełni zaangażowani i to daje nadzieję, że my, ofiarując siebie, swoje ciało, swoje umiejętności, swój głos dla widza, jesteśmy w stanie coś w nim wzbudzić.

W tym przypadku bardzo ważny jest zespół, bo w momencie, gdy jeden element układanki zawiedzie, to ona rozsypie się cała.

- Tak, to prawda. Jesteśmy jak jeden organizm, każdy z nas jest innym organem i musimy być przez cały czas wyczuleni na siebie. Ale to jest też przewspaniałe, gramy ze sobą nawzajem, a nie z imaginacją kogoś.

Praca całego zespołu przed premierą "Kumernis" była dość nietypowa. Podobno Agata Duda-Gracz poprosiła aktorów, żeby każdy z Was wybrał sobie patrona. Po co?

- Och, tak! Tych zadań mieliśmy bardzo dużo! Oprócz nauki tekstu, improwizacji, piosenek, takich zadań było wiele. To, co pani, widzi, (Magdalena Kumorek wskazuje na fragment scenografii spektaklu - przyp. red.), takie małe, wiszące obrazki, to są właśnie nasi patroni. Przy czym tylko  część z nich jest faktycznie patronami, postaciami, które kiedyś żyły i dziś są świętymi. Dorota Kowalewska grająca Świętą Praksedę swoją patronkę wymyśliła sama i stworzyła ją od podstaw.

- Wszystkie zadania domowe, które dostaliśmy od Agaty, wszystkie listy, które musieliśmy napisać  były wspaniałe. Bo gdy budowaliśmy te postaci, mieliśmy olbrzymią perspektywę i wiedzieliśmy dużo o swoich bohaterach. Ale też nadal nam to pomaga. "Kumernis" gramy co dwa miesiące. Bardzo trudno byłoby nam, aktorom, przeskoczyć z lekkich komedii, które gramy na co dzień, do takich ról. Zawsze możemy otworzyć swoje listy, które pisaliśmy, popatrzeć na wybranych przez nas patronów, i przypomnieć sobie kim jest postać którą gramy, jaka ona jest i dlaczego wybraliśmy takiego patrona.

A jakiego pani wybrała patrona?

- Długo szukałam swojego patrona. Kumernis jest tak skonstruowaną postacią, która chłonie jak gąbka, a później potrzebuje wszystko przeżyć. Nie przyjmie żadnej prawdy, dopóki sama jej nie sprawdzi. Dlatego wzięłam Św. Teresę, która również musiała wszystko sama przeżyć i zweryfikować.

Wszyscy bohaterowie "Kumernis" mają przydomek "święty". Święty jest nawet wołek, czy kogucik. Święci są ojcowie, którzy biją córki i święci są mężczyźni gwałcący kobiety. Jest tu pewien dysonans pomiędzy nazwą postaci, a tym co ona sobą reprezentuje.

- Myślę, że każdy z nas jest święty. Albo za takiego chciałby się uważać. Nawet to, że czasami dajemy sobie racje osądzania innych, bo wiemy lepiej, bo zrobiliśmy lepiej i już nakładamy sobie aureolkę. My również, jako zespół, zadawaliśmy sobie to pytanie, dlaczego wszyscy jesteśmy święci.

- Z drugiej strony myślę sobie, że w tym jest zawarty potencjał, który mamy. Bo my możemy być święci, jeśli tylko będziemy tego chcieć. To wszystko zależy tylko od nas. 


***
Spektakl "Kumernis czyli o tym, jak świętej panience broda rosła" walczy o główną nagrodę Festiwalu Boska Komedia.

Styl.pl

Reklama