Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Diagnoza: Samotność

- Zaryzykowałabym stwierdzenie, że ludzie, którzy są samotni, nie umieją stworzyć żadnego dobrego związku, ponieważ w dzieciństwie mieli deficyt więzi. Najczęściej w relacji z matką. Nie zaznali tak zwanego bezpiecznego przywiązania. Mają taką matrycę, niosą ją przez życie, wchodzą w dorosłość i przenoszą ją na partnerów - mówi dr Monika Wasilewska, psycholog z Zakładu Psychologii Rozwoju i Zdrowia Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Artykuł powstał w ramach akcji portalu Styl.pl "Diagnoza: Samotność", podczas której będziemy przyglądać się zjawisku samotności i poszukiwać sposobów na jej ograniczanie. Rozpoczynamy w walentynki - dla jednych to święto miłości, dla innych najsmutniejszy dzień w roku. Jeśli chcesz opowiedzieć nam o swoich doświadczeniach, skontaktuj się z nami za pośrednictwem formularza, który znajdziesz na końcu tekstu.

Reklama

Agnieszka Łopatowska, Interia.pl: Mówi się, że samotność zaczyna być epidemią XXI wieku. Zgadza się pani z tym?

Dr Monika Wasilewska: - Nie wiem, czy nazwałabym to aż epidemią. Na pewno jest nią depresja, a ona wiąże się z samotnością. Trudno tylko jednoznacznie powiedzieć, czy większym problemem jest to, że ludzie są depresyjni i wtedy izolują się od innych, czy też ludzie samotni wpadają w depresję. Zapewne zdarza się i tak, i tak. Nie bez znaczenia jest też fakt, że społeczeństwo się starzeje. Rośnie liczba starszych ludzi, którzy są najbardziej samotną grupą w społeczeństwie. Ale także inne czynniki wpływają na to, że ludzie się izolują, chociażby media społecznościowe. Z jednej strony możemy mieć wrażenie, że nie jesteśmy samotni, bo cały czas jesteśmy on-line i wszyscy nas widzą na Facebooku, Instagramie czy Snapchacie, cały czas jesteśmy "z kimś". Ale to tylko pozory.

W tych relacjach nie ma prawdy, szczerości.

- Kreujemy wizerunek w stylu: "Podziwiajcie mnie", "Zobaczcie, jakie mam superwakacje", "Jaką pyszną zjadłem kolację", "Jak bardzo kocham mojego wspaniałego męża i moje cudowne dzieci". Oglądając te zdjęcia, można odnieść wrażenie, że wszyscy wokół są młodzi, piękni, szczęśliwi, tylko nie ja.

- Ktoś może być sam i nie czuć się samotny. Ale są też ludzie, którzy żyjąc w związkach, czują się bardzo samotni. Samotność nie jest związana z fizycznością, byciem z kimś bądź nie, lecz ze stanem ducha czy umysłu, który powoduje, że nie czujemy się intymnie z drugą osobą. Intymność w tym ujęciu oznacza bliskość psychiczną, porozumienie dusz. To, że ktoś cię doskonale rozumie, troszczy się o ciebie, myśli o tobie, choćby przez chwilę jest w stanie się tobą zaciekawić, nie używać cię jak przedmiotu potrzebnego do realizacji własnych potrzeb.

Zbudowanie takiej relacji nie jest łatwe.

- Pokusiłabym się o taką kontrowersyjną tezę, że świat "psychopacieje". Że coraz wyraźniej promuje się jednostki, które bez względu na wszystko dążą do obranego celu, są zdeterminowane, nie baczą na innych, nie budują z ludźmi relacji. Badania wykazują, że w grupie zawodowej menedżerów jest bardzo dużo osobowości psychopatycznych. A to nie wiąże się z budowaniem dobrych relacji, tylko z traktowaniem innych w sposób instrumentalny. To również może prowokować poczucie samotności - w pracy, na uczelni, w dowolnym miejscu, w którym funkcjonujemy. Nagle każdy myśli tylko o sobie, dba tylko o swój interes. Skoro inni tak postępują, to dlaczego ja mam być frajerem? Taką postawą można się zarazić, a w efekcie zaczynamy funkcjonować w systemie, w którym każdy czuje się wyizolowany.

Definicja samotności mówi właśnie nie o życiu samemu, ale dostrzeżeniu, że nie uczestniczymy w relacjach z innymi, albo nie jesteśmy przez nich odpowiednio rozumiani.

- W ciągu dnia najwięcej czasu spędzamy w pracy, powstające tam relacje nie muszą być przyjacielskie i bardzo bliskie, ale powinny być życzliwe i koleżeńskie. Powinny dawać uczucie wspólnoty, przynależności, która również może łagodzić poczucie samotności. Zwłaszcza w przypadku osób, które nie mają rodziny. Wracają po pracy do pustego domu, ale jeżeli mają grupę przyjaciół, jakieś hobby, które realizują ze znajomymi w wolnym czasie, to może znacząco łagodzić uczucie samotności.

- Człowiek samotny, patrząc na otaczający świat przez pryzmat social mediów, widzi, że każdy jest zajęty sobą i pochłonięty obowiązkami, szczęśliwy i zrealizowany. Wyciąga więc wniosek, że widocznie z nim jest coś nie tak, skoro on tak nie potrafi, odczuwa pustkę i nie umie tego zmienić. Jego przekonanie pogłębiają obserwowane na Facebooku czy Instagramie posty zamieszczane przez innych ludzi. A co tam widzimy? Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, satysfakcja w relacjach z rodziną, partnerami, dziećmi. Może pojawić się wtedy uczucie osamotnienia, przeświadczenie, że "tylko ja mam inaczej niż wszyscy".

- Inną kwestią odciągającą nas od wchodzenia w relacje, zachęcającą do izolacji może być duża ilość dostępnych w każdej chwili "zakłócaczy" relacji: na przykład zamiast na żywo porozmawiać z koleżanką, obejrzę sobie kolejny odcinek serialu na Netfliksie, albo przejrzę Facebooka.

Widać to w restauracjach.

- Tam również. Ale także na przerwach w szkole i na uczelni, w poczekalniach do lekarza, w autobusach i tramwajach. Ludzie siedzą z komórkami w dłoniach i wpatrują się w ekrany. W ogóle ze sobą nie rozmawiają. Ta izolacja może być też spowodowana przebodźcowaniem. Widzę to po sobie. Kiedy cały dzień rozmawiam z ludźmi, a po pracy wsiadam do tramwaju i ktoś mnie tam zagaduje, wcale nie mam ochoty na pogawędkę. Ludzie, którzy mają dużo bodźców, mogą nie chcieć wchodzić w interakcje z innymi, ich mózg jest przeładowany. Potrzebują ciszy. Zresztą rozwój technologii, np. sztucznej inteligencji, może wkrótce pozbawić nas możliwości rozmawiania z żywym człowiekiem, wszystko załatwią inteligentne aplikacje czy androidy.

Nawet ze sprzedawcą w sklepie.

- Mamy już kasy samoobsługowe. Na parkingu płaci się maszynie. Nawet na infoliniach rozmawia się z automatami. Świat będzie szedł w tym kierunku, gdyż tak jest taniej.

To sposoby komunikacji. A moim zdaniem największą ofiarą zaniku relacji międzyludzkich jest czułość, o której wspominała w swoim noblowskim przemówieniu Olga Tokarczuk. Widuje się jej przejawy tak rzadko, jak wróble w miastach.

- Mówimy o komunikacji, bo ona jest podstawą tego, co wydarzy się dalej. Jeśli dobrze się z kimś skomunikujemy, przyjdzie czas na następny poziom znajomości, czyli przepływ emocjonalny. Żeby nie czuć się samotnym, nie wystarczy tylko z kimś pogadać - musisz czuć z tamtej strony coś pozytywnego. Zdarzyło mi się usłyszeć podczas terapii, że pacjent zrezygnował z poprzedniej, bo terapeuta wydał mu się mało empatyczny, niezainteresowany jego problemem. Ludzie samotni w terapeutach szukają bliskości emocjonalnej, zrozumienia. Czułość, o której mówiła Olga Tokarczuk, to nie ta, która każe ci jak matce zajmować się swoim przyjacielem, ale taka, w której musisz wykazać autentyczne emocjonalne zaangażowanie. Choćby przez moment, kiedy ten ktoś z tobą rozmawia.

Albo przebywa.

- Wystarczy, że ktoś koło nas posiedzi. Popatrzy ze zrozumieniem. Mówi się potocznie, że ma się z kimś dobry "przelot", porozumienie, nadaje się na tych samych falach. Nazwałabym to zaciekawieniem drugim człowiekiem, ale nie wynikającym z chęci uprzedmiotowienia go, tylko z troski o niego. Za tą troską kryje się właśnie czułość.

Jakie mamy "plastry" na samotność - czytaj na kolejnej stronie >>>

Styl.pl

Reklama