Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zwiedzamy Bolonię - miasto 200 wież

Bolonia była przez wieki bardzo ważnym miastem. Ofiarowała światu najstarszy w Europie uniwersytet (działający od XI wieku), słynnych filozofów i naukowców oraz sos boloński, bez którego nie może się obejść włoska kuchnia. To dlatego Włosi żartują, że Bolonia uczy i... tuczy. W obu przypadkach robi to genialnie! By zakochać się w tym mieście wystarczy jeden dzień, by poznać jego sekrety warto zostać tu dłużej.

Lokalna mądrość głosi, że ludzie jedzą, by żyć, a Bolończycy – żyją, by jeść. To dlatego wszędzie na ulicach zobaczymy kawiarniane stoliki, tłumnie oblegane nie tylko przez turystów, ale przede wszystkim miejscowych. Nieoficjalna nazwa miasta La Grossa (tłusta) odnosi się do wysokokalorycznej miejscowej kuchni.

Reklama

To stąd pochodzą słynne włoskie malutkie pierożki tortellini, lazania i najsłynniejszy sos mięsny, czyli sos boloński (ragù alla bolognese).

Drugie z określeń miasta, La Rossa (czerwona), doskonale pasuje do koloru tutejszych domów. Stare miasto jest niczym średniowieczny labirynt, który odkrywamy wędrując pod arkadami wielowiekowych domów. Budowano je dla ochrony przed słońcem i deszczem, tak, aby mógł pod nimi swobodnie przejechać jeździec na koniu.

Dzięki temu powstały prawdziwe ulice podcieniowe, a spacer nimi to prawdziwa przyjemność. Zwłaszcza, że bardzo wiele z nich jest pięknie dekorowanych.

Wcześniej czy później doprowadzą nas do wież mieszkalnych, które są wizytówką miasta. W czasach świetności (czyli pod koniec XII wieku) było ich blisko 200! Jedne przysadziste i potężne (jak nasza wieża w Siedlęcinie), inne wąskie i wysokie, przypominające filar nieukończonej świątyni gigantów. Powstawały jako wizytówka, bo każdy możny ród chciał pokazać światu swą chwałę, budując wieżę przewyższającą dzieło sąsiada.

Do dziś przetrwało tylko kilka, w tym krzywa Torre Garisenda (wspomniana przez Dantego w poemacie „Boska komedia”), która razem z sąsiednią wieżą Asinelli jest znana jako Duo Torre.

Wejście na Asinelli to obowiązkowy punkt zwiedzania, bo po zdobyciu 97 metrów zostaniemy nagrodzeni wspaniałą panoramą starego miasta. Pod nami rozciąga się morze czerwonych dachów, a gdy minie pierwszy zachwyt, zaczniemy dostrzegać wplecione w dawne mury elementy codzienności: ogródki na tarasach, leżaki wokół stolików, tyci basenik dla dzieci na balkonie...

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje