Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zobaczyć Neapol, nim umrze


Czy można zobaczyć oddech śpiącego wulkanu?

Reklama

Być może właśnie teraz zapowiada się nowy wybuch. – Grunt wznosi się około trzy centymetry na miesiąc – wyjaśnia Thomas Wiersberg. Jednak to, co gdzie indziej wywołuje panikę, na Polach Flegrejskich jest rzeczą normalną: w latach 1969–1972, a potem jeszcze raz w 1982–1984 okolica podnosiła się nawet do 14 cm miesięcznie.

Naukowcy bili na alarm, ale potężna erupcja nie nastąpiła. W zamian za to cały teren obniżył się ponownie o metr. Tutejszy grunt rzeczywiście wznosi się i opada jak pierś śpiącego giganta – specjaliści nazywają to zjawisko bradysejs­mizmem.

Dowodem na jego istnienie są ruiny antycznej świątyni Serapisa w Pozzuoli. Mimo że została zbudowana na lądzie, to w pozostałościach kolumn na wysokości 4 metrów można odnaleźć ślady muszelek – świadczące o co najmniej jednym dłuższym zanurzeniu w morzu. Co jednak jest siłą napędową tego tajemniczego zjawiska?

– Czy komora magmowa rozdyma się, ponieważ się napełnia? Czy może dzieje się tak dlatego, że skały stygną, krystalizują się i uwalniają gazy oraz płyny? – zastanawia się Ulrich Harms z Centrum Badań Geologicznych w Poczdamie. – Chcemy przyjrzeć się bliżej tym zjawiskom. Jego międzynarodowy zespół specjalistów wybrał w tym celu metodę, która na pierwszy rzut oka wydaje się szaleństwem: naukowcy chcą dowiercić się do komory magmowej.

Jakie ryzyko jest z tym związane, pokazuje przykład wulkanu błotnego Sidoarjo na indonezyjskiej wyspie Jawa: w 2006 roku w trakcie odwiertów gazu ziemnego doszło tam do wypadku. Od tego czasu na powierzchnię stale wydobywa się gorące błoto – w pierwszej fazie erupcji było to nawet 200 tysięcy metrów sześciennych na dobę.

Około 30 tysięcy osób straciło przez katastrofę dach nad głową. Mimo tej tragedii naukowcy upierają się, że odwiert jest jedyną metodą na poznanie tajemnic Pól Flegrejskich.

Choć bowiem okolica Neapolu uchodzi za najlepiej nadzorowany obszar wulkaniczny na świecie i satelity są w stanie mierzyć kilkumilimetrowe zmiany, Wiersberg musi przyznać: – Ryzyka wybuchu nie da się, niestety, przewidzieć. Wiemy natomiast jedno: dysponując tylko danymi z powierzchni, daleko nie zajdziemy.

Czy można ewakuować 4 miliony osób?

Pierwszy odwiert naukowcy wydrążyli na głębokość 502 metrów. Drugi ma sięgać nawet dwa kilometry w głąb ziemi. Umieszczone w nim urządzenia pomiarowe będą monitorować wahania temperatury, ciśnienia, strumienie gazów i ruchy skał.

Wprawdzie naukowców sporo jeszcze dzieli od komory magmowej, ale mieszkańcy gwałtownie protestują przeciwko projektowi – ze strachu, że badacze mogliby obudzić śpiący wulkan. Harms uważa jednak taki scenariusz za nieprawdopodobny:

– Odwiert jest jak ukłucie igłą. To tak, jakby się chciało osuszyć wielkie jezioro przez słomkę. We Włoszech prognozy sejsmiczne mogą być niebezpieczne: sąd skazał na karę sześciu lat pozbawienia wolności siedmiu członków komisji eksperckiej, ponieważ nie przewidzieli trzęsienia ziemi w 2009 roku, w wyniku którego zginęło 309 osób.

Sądu nie interesowało, że dokładne przewidywanie takich zjawisk nie jest jeszcze możliwe. W razie nieszczęścia naukowców prowadzących odwierty we Włoszech czeka więc prawdopodobnie proces. Ale jeśli nawet wulkan ujawni swoje tajemnice, to ile osób uda się uratować?

Wystarczyłby wybuch samego Wezuwiusza, aby maksymalnie obciążyć istniejące plany operacyjno-ratownicze. A w tym przynajmniej wypadku wiadomo, że zagrożenie wyszłoby z jego szczytu.

Jeżeli natomiast wybuchną Pola Flegrejskie – a podczas ostatniej, względnie słabej erupcji w 1538 roku powstało tam 133-metrowe wzniesienie – to władze nie będą znały z wyprzedzeniem miejsca eksplozji.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje