Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zell am See-Kaprun: Zima na wysokości

To miejsce jest jednym najbardziej legendarnych centrów sportów zimowych w Alpach. Austriacki Zell am See-Kaprun ma rozległy lodowiec, trasy schodzące od trzytysięcznych szczytów do skutego lodem jeziora. Idealne dla tych, co pierwszy raz na nartach i dla szalonych freestylerów. Tak mówią - trzeba to sprawdzić.

Chcę wjechać wysoko, najwyżej, jak tylko się da. Tyle się naczytałam o spektakularnej, panoramicznej platformie ulokowanej tuż pod ośnieżonym szczytem Kitzsteinhornu. Dość powiedzieć, że "Top of Salzburg" (3029 m n.p.m.) jest najwyższym punktem widokowym w całym regionie Salzburg. A ja chcę sięgnąć gwiazd.

Reklama

Pierwszego wejścia na Kitzsteinhorn i jego 3203 m n.p.m. dokonał Johann Entacher w 1828 r., od tego czasu dziewicza okolica została zmieniona w tętniący życiem ośrodek sportów zimowych (pierwszy w Austrii, otwarty już w 1965 roku). A ja nie potrzebowałam umiejętności wspinaczkowych, bo z Kaprun, gdzie mieszkam, do dolnej stacji kolejki przyjechałam bezpłatnym skibusem, a dalej ku szczytowi poniosły mnie nowoczesne gondole. Odrobina wysiłku czeka na samiutki koniec, bo żeby dotrzeć do wymarzonego celu, muszę jeszcze przejść na własnych nogach wykutym w skale tunelem.

Spacer w skale

Zostawiam narty w stojaku i zanurzam w mroku ciągnącej się przez 360 metrów sztolni. Spacer jest czystą przyjemnością, na trasie mijam kolejne artefakty ulokowanej tu galerii parku narodowego Wysokich Taurów, w jakim się znajduję. Poznaję rośliny, zwierzęta, skały, kryształy, oglądam klimatyczne archiwalne zdjęcia z budowy tunelu i wreszcie wychodzę na zewnątrz. Oślepia mnie przedpołudniowe słońce, sekundę później oszałamia widok. Przed oczami mam - lśniącą czystą bielą na tle błękitu nieba - postrzępioną koronkę trzytysięczników.

Z ciekawością spoglądam przez lunetę, jakich parę ustawiono na tarasie, w jej soczewce odczytuję nazwy kolejnych szczytów: Großglockner (3798 m n.p.m.), Großvenediger (3662 m n.p.m.), Hocheiser (3206 m n.p.m.).

Wkoło mnie jest ponad trzydzieści trzytysięczników, są majestatyczne i budzą respekt. "Top of Salzburg" zdecydowanie nie rozczarowuje, robię kilka kroków po metalowym pomoście. Ażurowy, zawieszony nad przepaścią, zamkniętym na końcu szklanymi taflami. Biorę głęboki oddech, ładując endorfinami wewnętrzne baterie i mogę ruszać na stoki.

Legendarna Czarna Mamba

Zaczynam od idealnie przygotowanych łagodnych tras na lodowcu, by w końcu przeciąć mistrzowsko przygotowany snowpark z jego rampami, wysokimi skoczniami i trafić na Czarną Mambę. Ta trasa była moim kolejnym marzeniem, krążą o niej legendy, doczekała się pamiątkowych koszulek, jakie z dumą noszą tutejsi riderzy. Czarna Mamba ma tylko kilometr długości, jest za to diabelnie stroma, nachylenie sięga tu 63 stopni. Zmuszam narty do ostrzejszej jazdy i daję się porwać jej urokowi.

Góra, dół, góra, dół, mijają w pędzie i tak robię pięć zjazdów. Jest pięknie, oddech łapię na wyciągu spoglądając przy tym łakomym okiem na tereny poza trasą. Idealne do freeridu, a po śladach widać, że cieszą się wzięciem. Przypominam sobie, że zmieniając kolejki mijałam wielką tablicę z napisem Freeride Info Base, na której wyświetlane były najważniejsze informacje dla tych, których kręci off-piste, warunki na pięciu wyznaczonych w tym rejonie trasach, stopień zagrożenia lawinowego. Kuszące, notuję w pamięci, żeby tu jeszcze wrócić.

Ale teraz pora na przerwę. Na dole trasy widziałam restaurację. Po drodze do niej mijam okrągły bar, z którego dochodzą salwy śmiechu, zaglądam więc ciekawie i już po chwili, z kubkiem gorącej czekolady, dołączam do grupki graczy zebranych wokół pokaźnych rozmiarów pieńka. Każdy trzyma w dłoni młotek i kiedy przyjdzie jego kolej, węższym końcem obucha próbuje dobić po samą główkę wbity w drewno gwóźdź. Tak też nazywa się ta gra - nagel - ogromnie popularna w całej Austrii. Czuję, że mogłabym tu zabawić na dłużej, ale czas goni, umówiłam się, że popołudnie spędzę ze znajomymi, którzy z dziećmi jeżdżą na innej z gór.

W parku zielonego smoka

Region Zell am See-Kaprun tworzą w sumie trzy stacje narciarskie, mój Kitzsteinhorn, idealny dla rodzin z dziećmi Maiskogel i Schmittenhöhe, gdzie na górę wjeżdża się dizajnerską gondolą, zaprojektowaną przez słynne Porsche Design-Studio. Okna ma od podłogi do samego sufitu, od podziwiania widoków odrywa mnie SMS od przyjaciół: "Jesteśmy w Parku Smoka przy kolejce linowej Glocknerbahn". Z tym smokiem, to czysta prawda.

Dzieci mają tu raj, mogą wybierać zajęcia z oferty śnieżnych przedszkoli, klubów i szkółek narciarskich z instruktorami, których wspomaga... zielony smok. Schmidolin jest tutejszą maskotką. Mogę sobie tylko wyobrazić, jakim przeżyciem może być dla dzieciaków nauka jazdy na nartach w jego towarzystwie.

Zabawa na tysiąc procent

Na pewno o tym usłyszę, tymczasem mamy w planach najdłuższy na świecie stok z atrakcjami. Są na nim wyprofilowane muldy i śnieżne tunele, ale co najważniejsze, są także kamery. Nagrywają wszystkie przejazdy, każdy zakręt, ewolucję, a potem aplikacja SpotOn App miksuje ujęcia tworząc dla każdego spersonalizowane filmy. Nigdy jeszcze nie nagrywałam swojego przejazdu. Mam tremę, może się wygłupię, słabo wypadnę, przewrócę. A co tam, łapię ego za uzdę i oddaję się zabawie na tysiąc procent.

Za mną pierwszy szalony dzień zimowych wakacji, przede mną 138 km zróżnicowanych tras zjazdowych. Z czego 32 km jest czarnych, 59 km czerwonych i 47 km najłatwiejszych - niebieskich.  Nieprzebrane możliwości wyboru, a przecież to miejsce wciąż zmienia się z myślą o narciarzach. Trwa budowa nowego połączenia 3K Kaprun-Kitzsteinhorn-K-onnection, będzie można wyruszyć z Kaprun i przez Maiskogel dostać się bezpośrednio na lodowiec Kitzsteinhorn. Będzie miało w sumie długość 12 km! Tym samym K-onnection stanie się najdłuższą kolejką linową o największej różnicy wysokości we wschodnich Alpach. Zostanie uruchomiona w grudniu 2019. Nie mam wątpliwości - wrócę tu, chcę to zobaczyć!

RB


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje