Reklama

Reklama

Wieś pędzlem malowana: Zalipie

Zalipie - urocza miejscowość położona około półtorej godziny jazdy od Krakowa (województwo małopolskie, powiat dąbrowski). W Polsce i na świecie słynie z tradycji ręcznego zdobienia kwiatowymi motywami ścian domów, stodół, studni, psich bud, ogrodzeń i tak naprawdę wszystkiego co się tylko da. Warto poznać historię tego niesamowitego zakątka.

Początki zdobienia chat sięgają końca XIX i początku XX wieku. Chaty nie miały wtedy kominów, a jedynie niewielki otwór w dachu, z którego ulatywał dym z paleniska, a w okopconych izbach w wraz z ludźmi często mieszkały zwierzęta hodowlane. Gospodynie miały tam za zadanie utrzymać czystość, co z pewnością nie było łatwe. Pomysłowe panie w ramach upiększania wnętrza na pobielanych wapnem ścianach robiły tzw. "packi", czyli nieregularne plamki. Jako barwnika używały sadzy rozmieszanej z mlekiem. Z czasem zaczęły tym właśnie barwnikiem malować podmurówkę, która ciągle była brudna, a na niej robiły "packi" z wapna. Pędzle do zdobienia wnętrz były robione najczęściej z prosa lub z żyta, a z czasem z końskiego włosia. Po upowszechnieniu się pieców z kominem "packi" zaczęto malować na piecach.

Reklama

W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku dziewczęta zaczęły poza plamkami stosować także inne odręcznie malowane wzory, wśród których dominowały kwiaty. Wzory nie były już tylko białe, ale dzięki sproszkowanym farbom rozpuszczonym w mleku, stały się niezwykle kolorowe.

Zdobienie wnętrza "packami" trwało jeszcze długo, aż do czasów po II wojnie, kiedy z domów zaczęły stopniowo znikać wielkie piece do gotowania, a architektura drewniana zaczęła być stopniowo zastępowana murowaną.

Jak o fenomenie Zalipa dowiedział się świat? Dzięki makatce. Młody chłopak wyjechał z rodzinnych stron za chlebem, by nie tęsknić tak bardzo za domem wziął ze sobą malowaną makatkę, którą zobaczył Władysław Hickel. Dzięki temu pod koniec 1905 roku powstał pierwszy opis Zalipia i pojawił się w czasopiśmie "Lud".

Tradycja z czasem zaczęła zajmować coraz to nowe elementy w gospodarstwie. Kwiaty pojawiały się już nie tylko na ścianach i piecach wewnątrz domu, ale także na zewnętrznych ścianach, na stodołach, studniach, psich budach, ogrodzeniach, sprzętach domowych, naczyniach a nawet ubraniach. A wszystko to dalej ręcznie malowane.

Po II wojnie światowej nastąpił szczególny rozkwit tej pięknej sztuki ludowej. Już dwa lata po jej zakończeniu rozpoczęły się konkursy na malowany chaty, co jeszcze spotęgowało rozwój tego fachu. Artystek było coraz więcej, a część z nich szczególnie zaczęła wyróżniać się smakiem twórczym i pomysłowością. Jedną z nich była Felicja Curyłowa, która w sposób szczególny troszczyła się o ciągłość tradycji, ale także o swoją wieś. Z jej inicjatywy do Zalipia, jako pierwszej miejscowości w okolicy, dotarła elektryczność oraz powstał Dom Malarek. Pomysłodawczyni niestety już nie doczekała jego otwarcia. Dziś zagroda Felicji Curyłowej pełni rolę muzeum.

Poza historią malowania chat, niesamowita jest też historia kościoła w Zalipiu. Kościół pod wezwaniem św. Józefa został wybudowany wkrótce po wojnie. W 1966 roku malarki ozdobiły jego wnętrze kwiecistymi wzorami, według projektu Józefa Szuszkiewicza - tarnowskiego malarza. Oczywiście dowodziła nimi pani Felicja. W 2008 roku rozpoczęto ponowne malowanie kościoła, kwiatowe wzory zapełniły wiele pustych dotąd przestrzeni. Zalipiańskie wzory można w kościele znaleźć nie tylko na ścianach, ale także m.in. na szatach liturgicznych czy obrusach.

Nadzwyczajna tradycja, dzięki której Zalipie jest najbardziej kolorową wsią w Polsce, kontynuowana jest do dziś. Co roku odbywa się tam konkurs "Malowana Chata" na najpiękniejsze malowane domy i na najpiękniejsze wnętrza. Ponadto w Domu Malarek od poniedziałku do piątku są prowadzone warsztaty plastyczne dla dzieci i dorosłych. Niesamowity zwyczaj malowanej wsi jest wciąż żywy i cały czas pielęgnowany. Zalipie opisuje i podziwia nie tylko cała Polska, ale także cały świat.

Maria Cieszkowska

Zobacz także: 

Reklama

Reklama

Reklama