Reklama

Tuż nad polską granicą leży "Mały Rzym". Są tu miejsca nieskalane butem turysty

Jest w Czechach piwo, którego można spróbować jedynie przez pięć dni w roku. Tych pięć dni właśnie trwa, a na degustację nie trzeba jechać do Pragi, bo owo piwo wytwarzane jest na Morawach, tuż za polską granicą.

Z tego miejsca Jan Paweł II patrzył na Ołomuniec

Do Ołomuńca dotarliśmy późnym popołudniem, gdy słońce swoimi pomarańczowo-czerwonymi promieniami oświetlało okoliczne budynki. Pierwszy punkt wypełnionego atrakcjami weekendu to odwiedziny w położonej na wzgórzu - Svatý Kopeček - bazyliki Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. Kiedyś do klasztoru norbertanów ciągnęły pielgrzymki wiernych, ofiarując trud wspinaczki w ofierze Matce Boskiej.

Dziś wzgórze pokrywają eleganckie domki najbogatszych mieszkańców miasta, a do bazyliki można dostać się autobusem z dworca kolejowego. Warto to zrobić z trzech powodów. Po pierwsze ze wzgórza roztacza się wspaniały widok. Mieszkańcy najwyraźniej uważają go za bardzo romantyczny, bo na trawniku przed bazyliką spotykamy kilka par siedzących na kocykach (październik tego roku jest wyjątkowo ciepły) i podziwiających panoramę miasta.

Reklama

Ostatnie promienie zachodzącego słońca oświetlają bazylikę i figury na jej fasadzie. Stoimy u podnóża kościoła w miejscu, gdzie odprawiał mszę Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Ołomuńcu: z jednej strony rozpościera się magiczny widok na miasto, z drugiej wznosi się perła barokowej architektury. Aby ująć ją na zdjęciu, trzeba stanąć w dużej odległości od bazyliki. Podziwianie tej budowli to kolejny powód, by wdrapać się bądź dojechać na wzgórze.

Kościół od wejścia przywitał nas nie mniejszą okazałością. Barokowe zdobienia, przepych i złote elementy, których w świetle żyrandoli oko pominąć nie zdoła - wnętrze bazyliki to trzeci argument za odwiedzeniem tego miejsca.

Po zwiedzaniu budowli, która nasyciła nasze oczy, czas zająć się nasyceniem żołądka. W odległości kilku kilometrów od bazyliki w miejscowości Velká Bystřice mieści się wytwórnia typowego dla tego regionu sera i niewielki rzemieślniczy browar.

Zobacz również: Mało znane uzdrowisko tuż przy granicy z Polską zachwyca. Jest jedyne w Karkonoszach

Romantyczna historia z piwem w tle

Historia tego miejsca, jest w gruncie rzeczy historią romantyczną. Razu pewnego córka rodu znanego z produkcji tradycyjnego sera spotkała chłopaka, którego rodzina zajmowała się wytwarzaniem piwa. Młodych połączyła miłość. Jednak nie samym uczuciem człowiek żyje, trzeba mieć też, co do garnka włożyć. Wpadli na pomysł kontynuowania rodzinnych tradycji, ale w nieco innej formie. 

Na terenie szesnastowiecznego kompleksu browarniczego, w podziemiach zabytkowego budynku, otworzyli piwiarnię. Jednak, zamiast podawać do piwa przekąski, proponują jako zagryzkę twarożek ołomuniecki w mniej śmierdzącej wersji, który nazwali Tvarglem (od czeskiego “tvaroh", czyli twaróg). 

Początki ich biznesu nie były łatwe, bo po remoncie pomieszczeń, zakupie niezbędnego sprzętu, uwarzeniu piwa i wyprodukowaniu pierwszych twarożków zaplanowano otwarcie lokalu na 18 grudnia 2020 roku, dokładnie tego dnia czeski rząd ogłosił zamknięcie pubów i innych tego typu miejsc ze względu na pandemię koronowirusa.

Piwnica czy piwiarnia?

Wchodzimy do piwiarni, czy jak mówią Czesi - piwnicy (choć w tym przypadku również polskie znaczenie słowa dobrze opisuje miejsce, do którego trafiliśmy). Lokal urządzono gustownie i minimalistycznie.  Jest tu dużo przestrzeni i przyjemny klimat. Przed budynkiem znajduje się obszerny parking i mnóstwo miejsc na rowery - bo jak informuje nas właścicielka - jej lokal szczególnie ulubili sobie cykliści.

Zobacz również: Wybierasz się do Czech? Warto znać te kilka słówek, żeby nie zginąć jak... ciotka w Czechach

Mityczny śmierdzący ser

Degustacja sera ołomunieckiego była jedynym punktem naszej wycieczki po Morawach budzącym mój niepokój. Znajomy czechofil i jednocześnie miłośnik serów dojrzewających, który ostre zapachy tego typu specjałów wciąga nosem z lubością niczym paryskie perfumy, przestrzegał mnie, że jedynie surströmming (szwedzka potrawa ze sfermentowanych śledzi) śmierdzi bardziej od ołomunieckiego twarożku. Z taką rekomendacją trudno się dziwić, że podchodziłam do Tvarglów jak pies do jeża. Mówiąc oględnie, byłam lekko przerażona kolacją, której głównym składnikiem był ten ser.

Nadeszła chwila prawdy - wniesiono na stół przystawkę. Kanapki z masłem, Tvarglami, kiszonymi ogórkami i czerwoną cebulą, a wszystko posypane papryką. Przyznam, że zapach nie należał do najprzyjemniejszych, ale nie drażnił mojego powonienia, tak jak mi to zapowiadano, a po pierwszym kęsie wiedziałam, że nie zgadzam się zupełnie ze zdaniem mojego znajomego. Tego wieczoru jadłam Tvargle w sałatce, przerobione na pastę oraz w postaci smażonego sera - wszystkie były doskonałe.

Piwo warzone na 11 listopada

Właściciele są przekonani, że Tvargle to najlepsza zakąska do piwa, które warzone jest za ścianą restauracyjnej sali. Jak na dziennikarkę przystało - musiałam zweryfikować, czy mówią prawdę...Nie pozostaje mi nic innego, jak potwierdzić ich tezę. 

W lokalu można zamówić pojedyncze piwa lub deskę degustacyjną z niewielkimi szklankami wypełnionymi trunkiem. Dla mnie bezkonkurencyjne jest piwo jesienne, warzone tylko o tej porze roku - pumpkin ale. To dyniowe piwo z posmakiem korzennych przypraw po prostu mnie zachwyciło.

Dociekliwi oprócz picia piwa i jedzenia sera, mogą też zajrzeć na zaplecze i zobaczyć jak produkuje się Tvargle czy wytwarza piwo. Byłam w kraju ołomunieckim na początku października, więc nie miałam możliwości spróbować warzonego specjalnie na 11 listopada piwa świętomarcińskiego. 

Jak będzie smakować? Dowiedzą się ci, którzy w dniach od 8 do 12 listopada postanowią się wybrać w okolice Ołomuńca. Podróż samochodem z Katowic trwa niespełna dwie godziny, a dostępne są także inne opcje, bo zarówno z Krakowa, jak i Katowic do Ołomuńca jeżdżą bezpośrednie autobusy.

Miejsce nieskalane turystycznym butem

Nocą miasta wyglądają inaczej niż za dnia. Małe zakamarki ulic kuszą skrywanymi tajemnicami, a reflektory i lampy na placach, rynkach czy przy katedrach sprawiają, że widzimy je w zupełnie innym świetle (dosłownie i w przenośni). Pominięcie nocnej wersji Ołomuńca to moim zdaniem duży błąd. 

Po pierwsze oświetlenie rynku sprawia, że po zmroku prezentuje się on wyjątkowo elegancko. Po drugie jest wówczas mniej ludzi i można z łatwością podziwiać najważniejsze obiekty - władze miasta zadbały, by światło zapewniało odpowiednią ich ekspozycję. Po trzecie można wtedy trafić do miejsc, gdzie autochtoni spotykają się ze znajomymi - miejsc nieskalanych turystycznym butem.

Jedno z takich miejsc można znaleźć, w paśmie kamienic po lewej stronie, idąc w górę od fontanny z żółwiem. Początkowo nic nie zapowiada tego, co zobaczymy w środku. Z pozoru zwykłe, dwuskrzydłowe, drewniane wrota, jednak podchodząc bliżej, można zauważyć we wnętrzu ludzi przycupniętych nad kuflami piwa w pasażu, którego końca nie dostrzeżesz, stojąc jedynie w drzwiach. Nocą jest to  gwarne i klimatyczne miejsce, odnalazłam je za dnia -  w niczym nie przypominało wieczornej krainy śmiechu i spotkań towarzyskich, było puste, samotne i smutne.

Morowa kolumna

Zarówno nocą, jak i za dnia zachwyca natomiast ratusz z zegarem astronomicznym oraz kamienice otaczające rynki Górny i Dolny. Największe wrażenie robi jednak Kolumna Trójcy Świętej. Wznoszono ją przez niemal 40 lat i jest najwyższą kolumna morową w Czechach.

Zwyczaj wznoszenia kolumn morowych rozpowszechnił się w Europie po soborze trydenckim w XVI wieku. Były one darami dziękczynnymi dla Boga od ocalałych z epidemii. Morowa kolumna w Ołomuńcu to przykład barokowego przepychu, który robi niesamowite wrażenie - według mnie nocne oświetlenie poszczególnych rzeźb i elementów wzmaga efekt niesamowitości. Kolumna mierzy 35 metrów wysokości i znajduje się na liście zabytków UNESCO.

"Świątynia książki" nabiera tu nowego znaczenia

Co jeszcze warto zobaczyć w Ołomuńcu? Na mnie duże wrażenie wywarł Czerwony Kościół. Neogotycka budowla gromadziła niegdyś wiernych wyznania ewangelickiego, ale od 1960 roku jest własnością Biblioteki Uniwersyteckiej. Dziś w prezbiterium zamiast ołtarza stoją półki z książkami. Główna nawa kościoła została zaadaptowana na salę konferencyjną.

Było to doprawdy ciekawe doświadczenie: z jednej strony jesteśmy w świątyni, więc zachowanie powagi i szacunku dla tego miejsca wydaje się naturalne. Z drugiej strony nie jest to już przestrzeń sakralna, a przed ołtarzem woluminów nie musimy padać na kolana. Stwierdzenie "świątynia książki" w tym miejscu nabiera nowego znaczenia. Kościół połączony jest przeszklonym przejściem z biblioteką, gdzie znajduje się większość zbirów, kawiarnia i szatnia.

Od Czerwonego Kościoła niedaleko jest już do dzielnicy willowej, której piękne i historyczne budynki też wywierają niemałe wrażenie na turystach.

Gotyk na koniec

Zwiedzanie Ołomuńca zaczęliśmy od kościoła i kościołem zakończyliśmy. Nie sposób w tym mieście pominąć katedry Świętego Wacława. Strzeliste wieże, detale architektoniczne niczym koronki zdobiące budynek, rozety i witraże - to wszystko jednoznacznie wskazuje na gotycki kościół. Jednak znaleźć tu można też neogotyckie elementy. W XIX wieku romańskie wieże obudowano i przekształcono w neogotycką, strzelistą formę, aby ujednolicić styl kościoła. Tego budynku w Ołomuńcu pominąć nie można.

To oczywiście jedynie kilka z bogatej gamy miejsc i budynków, które warto w Ołomuńcu zobaczyć. Miasto leży nieopodal polskiej granicy, dlatego będzie świetną opcją na city break, a dla mieszkańców Śląska czy Małopolski nawet na jednodniowy wypad.

Ołomuniec ma wiele "przydomków". Jedni nazywają go “Małą Pragą", bo jest równie piękny, ale mniejszy i bardziej przytulny, nie ma tu też takich tłumów turystów, jak w stolicy Czech. Inni mówią o nim “Mały Rzym" ze względu na dużą liczbę fontann. Stefan, nasz przewodnik po Ołomuńcu, zarzeka się, że na własne uszy słyszał, jak włoscy turyści mówili: “tu jest jak w domu". Ołomuniec bywa też nazywany “Małym Wiedniem", co odnosi się szczególnie do planu ulic i rozwiązań architektonicznych. Moim zdaniem Ołomuniec jest Ołomuńcem, wyjątkowym miastem, które nie da się i nie powinno się porównywać do innych. Warto natomiast dodać je do swojej listy “miejsc do zobaczenia".

Zobacz również: Piekielni pasażerowie. Dzieci w samolocie to nie najgorsze, co może cię spotkać

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: Czechy | czechy atrakcje turystyczne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy