Reklama

Reklama

Tajemnice białego złota w fabryce porcelany

Niewielkie, obronne miasteczko niedaleko granic Polski zdobyło wielką sławę i ogromne pieniądze na początku XVIII wieku, kiedy wymyślono w nim, po raz pierwszy w Europie, jak robić porcelanę. Do tej pory przez 11 wieków potrafili to robić tylko Chińczycy. Miśnieńska porcelana, zwana białym złotem, stała się źródłem bogactwa władców Saksonii i wpłynęła na rozwój miasta, które do dziś zachowało swój piękny i kameralny charakter.

Chiński monopol na produkcję porcelany trwał przez kilkanaście wieków. Delikatne, ale twarde, trwałe, choć kruche naczynia miały ogromną wartość, a kolejni władcy Państwa Środka czerpali z ich sprzedaży gigantyczne zyski. W końcu handlarze chińscy pokazali też białą porcelanę wędrownym arabskim kupcom i kaznodziejom, którzy Jedwabnym Szlakiem przemierzali pustkowia Azji. I tak porcelanowe talerze, filiżanki i spodeczki trafiły do Europy, choć dopiero w XV w.

Reklama

Wcześniej Europejczycy jadali na drewnianych albo cynowych misach, a pili z dzbanów glinianych. Chińska nowinka trafiła nie tylko w zainteresowanie Europejczyków egzotycznym pięknem, ale i w podsycane przez odkrycia geograficzne zainteresowanie nowymi zamorskimi smakołykami. Trudno było rozkoszować się smakiem sprowadzanych na dwory herbaty, kawy czy kakao pitych w kubkach struganych z drewna!

W poszukiwania sposobu na odtworzenie receptury produkcji porcelany w Europie zaangażowali się i szpiedzy i alchemicy, próbujący zaglądać do chińskich manufaktur. Sukces odnieśli ci drudzy - w Miśni. Po raz pierwszy europejska porcelana ujrzała światło dzienne za sprawą talentu i dociekliwości Ehrenfrieda Walthera von Tschirnhausa, alchemika pochodzącego z dzisiejszych Sławnikowic koło Zgorzelca.

W 1708 roku połączył on lokalne saksońskie minerały: kaolin, skaleń i kwarc i odpowiednio je wypalając uzyskał idealną białą porcelanę - dokładnie taką, jaką sprowadzano z Chin. Mocodawca alchemika - elektor saski i zarazem król Rzeczypospolitej August II Mocny, był wniebowzięty. Już rok później nakazał otwarcie w Miśni manufaktury, w której produkowano białe złoto, jak wówczas porcelanę nazywano z uwagi na jej wartość i fakt, że zastępowano nią tradycyjne złote podarki królewskie.

Żeby jednak tajemnica receptury produkcji porcelany nie rozniosła się, możnowładca na pierwszą siedzibę zakładu przeznaczył własny zamek warowny - strzelisty, czteropiętrowy, przepięknie położony na wysokim wzgórzu nad Łabą. Komnaty władcy, jego żony i dworzan opróżniono, by urządzić w nich pomieszczenia do mieszania składników, wyrabiania i formowania porcelany, malowania, zdobienia i na koniec dwukrotnego wypalania. W podziemiach zamkowej wieży konie zaprzężone do kieratu napędzały młyn do rozdrabniania potrzebnych do produkcji minerałów.

Miśnieńska porcelana podbiła rynek i przyniosła władcom Saksonii fortunę. Miasto i okolica rozkwitły niczym pustynny kwiat po nagłym deszczu. W obrębie murów wyrosły bogate domy mieszczan, ozdobiono katedrę i pałace. Wokół Placu Katedralnego powstały liczne karczmy i gospody - dzisiaj zamienione na przytulne bary, restauracje i hotele. Samą manufakturę wkrótce przeniesiono do osobnego budynku, przywracając saskiej rezydencji na wzgórzu splendor należny monarchom, a z czasem i udostępniając turystom.

Dzisiejsza Miśnia, choć pozostaje w cieniu Drezna, wciąż jest wielką atrakcją. Już samo zajrzenie za kulisy produkcji białego złota w udostępnionej turystom części fabryki może przyprawić o zawrót głowy. Podobnie jak... ceny gotowych cacek. W sklepie przy manufakturze mikroskopijne czarki do espresso kosztują 100 euro, eleganckie herbaciane filiżanki zdobione malunkami barwnych polnych kwiatów - 400, a robione na specjalne zamówienia porcelanowe rzeźby i stojące wykwintne zegary sprzedawane są za dziesiątki tysięcy euro.

Oczywiście znaczną część tych kwot stanowi wielowiekowa legenda, jaka wciąż stoi za charakterystycznym znakiem miśnieńskiej fabryki - dwóch skrzyżowanych szpad. Bez względu na zasobność portfela warto te tworzone przez rzemieślników cuda obejrzeć i podziwiać. A potem zatopić się w gąszczu uliczek na zamkowym wzgórzu i usiąść mając przed oczami fantastyczny widok na wolno płynącą Łabę, by rozkoszować się kawą i szarlotką. Oczywiście podanymi na miśnieńskiej porcelanie!

M. Hmielewicz i M. Jamkowski

Świat i Ludzie 11/2013

Dowiedz się więcej na temat: Niemcy | turystyka | podróże | zamek | zabytki | dzieła sztuki | porcelana

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje