Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Prowansja. Wino, lawenda i słoneczniki

Prowansja? Pola intensywnie pachnącej lawendy i jaskrawożółtych słoneczników. Takie jest pierwsze, najbardziej oczywiste skojarzenie. Ale ten południowy region Francji ma do zaoferowania znacznie więcej. Warto tam jechać również po wakacyjnym sezonie, kiedy co prawda lawenda już nie kwitnie, za to turystów jest mniej i można poczuć autentyczny klimat tego miejsca.

Prowansja to jednak ogromny region, a ja mam niewiele czasu, więc muszę wybrać jakiś klucz. Po chwili już wiem: sztuka i malarstwo. W końcu uroda tutejszego krajobrazu przywiodła do Arles van Gogha i Gauguina, a w Aix-en-Provence urodził się i spędził część życia Cézanne. Ale zanim udam się do tych malowniczych miast, zaczynam zwiedzanie od stolicy Prowansji. 

Marsylia, drugie co do wielkości miasto Francji, długo cieszyła się kiepską sławą. Wiele razy słyszałam o rządzących nią gangach, rozbojach na ulicach i handlarzach narkotyków. 

Reklama

Dlatego gdy po późnym przylocie z Polski, tuż przed północą, szukamy hotelu, rozglądam się z lekkim niepokojem. Nie możemy znaleźć adresu, ale na ulicy zaczepiają nas uśmiechnięci przechodnie, wskazują drogę. Nigdzie nie zauważam nic podejrzanego. 

Czyżby wizerunek Marsylii był krzywdzący? Szybko przekonuję się, że tak, wystarczy nie zapuszczać się na przedmieścia. Centrum miasta zachwyca swoją multikulturowością, portowym klimatem i architekturą. Na wzgórzu góruje bazylika Notre Dame de la Garde, z której rozciąga się bajkowy widok na miasto, Morze Śródziemne i nadbrzeżne klify. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje