Reklama

Reklama

Prawdziwa historia najsłynniejszej kolędy

Jej dźwięki sprawiały, że żołnierze wrogich armii wychodzili z okopów, by podzielić się opłatkiem i złożyć sobie świąteczne życzenia. Jest znana w całym chrześcijańskim świecie i poza jego granicami, choć nikt jej nie promował i nie została napisana jako przebój. "Cicha noc". Aby zrozumieć źródła wewnętrznej mocy tej pieśni, trzeba poznać historię jej powstania.

Narodził się w ubóstwie

 Trudno wyobrazić sobie niewiarygodny fetor panujący w takich miejscach: charakterystyczny zapach siarki buchający z farbiarni łączy się ze smrodem wyprawianych skór i gnijących odpadków z warsztatów garbarskich oraz płynących rynsztokiem pomyj. Salzburska Steingasse nie różniła się pod tym względem od innych XVIII-wiecznych dzielnic związanych z tymi rodzajami rzemiosła, zawsze usytuowanych nad wodą i, jak śmierdzące jajo, wypchniętych poza bramy miejskie.

Reklama

Może była bardziej ruchliwa. Wciśniętą między strome zbocza Góry Kapucynów a rzekę Salzach, wąską uliczką wjeżdżały do Salzburga kupieckie wozy jadące z Wenecji, a wypełnione sprowadzanymi ze Wschodu luksusowymi towarami: kadzidłem, przyprawami, szlachetnymi gatunkami drewna. Woźnice pokrzykiwali na konie, koła uderzały w ściany domów (aż mieszkańcy zaczęli wmurowywać w nie kamienne odboje), a przechodnie kulili się w bramach.

Czasami jakiś dzieciak skrył się za fartuchem matki. Częściej dzieci biegające po Steingasse musiały radzić sobie same. Ich mamy ciężko pracowały jako pończoszarki, praczki, służące. Dzieciństwo na Steingasse było krótkie, ubogie i wkrótce zastępowała je praca w szkodliwych warunkach. Od blichtru biskupich pałaców i kupieckich kamienic, od marmurowych fasad i wypełnionych dźwiękami klawikordów salonów, nędzną Steingasse oddzielały brama miejska i rzeka.

Joseph Mohr był dzieciakiem ze Staingasse.

Urodził się w grudniową noc, jako jedno z czworga nieślubnych dzieci ubogiej szwaczki. Do Bożego Narodzenia zostały dwa tygodnie, ale żaden cud się nie wydarzył. Ojciec, żołnierz pełniący wartę przy bramie miejskiej, wkrótce uciekł - i z wojska i od rodziny. Matka została sama, a za urodzenie dziecka poza związkiem małżeńskim musiała, w mieście rządzonym przez biskupów, zapłacić karę. Chrzestnego w tej sytuacji też nie było łatwo znaleźć. Najlitościwszy okazał się kat, a że nie miał wstępu do kościoła, na ceremonię wysłał swojego "przedstawiciela". Z chrztem nie zwlekano nawet dnia, śmierć była w tych czasach zbyt łasa na noworodki.

A na Staingasse wciąż rozlegał się stukot kół. Kadzidło z Wenecji jechało do salzburskiej Katedry.

Nędza i trudne warunki wywarły na wrażliwości Josepha piętno. Wiele lat później już jako ksiądz w regionie Lungau będzie brnął przez śniegi, by udzielić ostatniego namaszczenia niedawno narodzonemu maleństwu. Wychowany w biedzie, będzie rozumiał biedę innych.

To właśnie w Lungau napisał wiersz, który kolejne dwa lata przeleżał w szufladzie, a zaczynał się od słów "Cicha noc".

Joseph Mohr zyskał wykształcenie dzięki salzburskiemu chórmistrzowi Johannowi Hiernle, który dostrzegł jego talent: muzykalność i piękny głos. To otworzyło ubogiemu dziecku drzwi, ale tylko jednego fakultetu: teologicznego.

Joseph wykorzystał swoją szansę i został księdzem (do czego jako dziecko nieślubne potrzebował dyspensy), ale księdzem niepokornym, zbuntowanym, którego nieustannie przenoszono z parafii do parafii i na którego wciąż wpływały skargi. Bo czy wypadało porządnemu wikariuszowi zachodzić do karczmy, grać na gitarze i żartować z dziewczętami?

Wychowany na Steingasse Mohr nie bał się, że  prestiż jego księżej profesji upadnie w kontakcie ze społecznymi nizinami. Sam z nich pochodził. Nie inaczej postępował kiedy trafił do, położonego o 17 km na północ od Salzburga, Oberndorfu. Ale tu oprócz kłopotów spotkał człowieka, z którym połączyła go prawdziwa przyjaźń, nauczyciela i organistę z pobliskiego Arnsdorfu, Franza Grubera.

Przeciwieństwa się przyciągnęły

Gruber, nieco starszy od Mohra, był przede wszystkim człowiekiem praktycznym. Przyjmował życie takim, jakie jest i kiedy okoliczności mu nie sprzyjały, umiejętnie obracał je na swoją korzyść. Kiedy starał się o posadę nauczyciela w szkole w Arnsdorfie, okazało się, że jedyne mieszkanie zajęte jest przez wdowę po poprzednim nauczycielu. Gruber po prostu ożenił się ze starszą od siebie o 13 lat kobietą. Gdy ta zmarła, pojął za żonę swoją byłą uczennicę  (dla równowagi znacznie od siebie młodszą). Druga żona Grubera zmarła mając zaledwie 34 lata. W ciągu 13 lat małżeństwa urodziła dziesięcioro dzieci (z pierwszą żoną Gruber miał jeszcze dwoje), i aby zapewnić im opiekę ożenił się po raz trzeci (tym razem z przyjaciółką drugiej żony). Tylko czworo z nich dożyło wieku dorosłego. Śmiertelność wśród dzieci i śmiertelność okołoporodowa były w tych czasach ogromne.

Gruber i Mohr reprezentowali dwa różne żywioły. Jeden pochodził ze wsi, a drugi z miasta. Gruber twardo stąpał po ziemi i był człowiekiem statecznym, niepokornym. Mohr zaliczał się do duchów niespokojnych. Czy to połączenie stanowiło o sile dzieła, które mieli wspólnie stworzyć?

24 grudnia 1818 roku Joseph Mohr zapukał do drzwi swojego przyjaciela i poprosił o skomponowanie muzyki do wiersza. Jeszcze tej samej nocy w kościele w Oberndorfie po raz pierwszy zabrzmiała "Cicha noc", a wykonanie to miało posmak skandalu. Gruber śpiewał, Mohr śpiewał i akompaniował na gitarze - instrumencie odpowiednim dla ulicy, karczmy i przygrywania swawolnym hulankom lecz zupełnie nieodpowiednim w kościele.

Dlaczego gitara? Legendę głoszącą, że myszy uszkodziły miechy i organy nie mogły grać, a Mohr chciał zadbać o oprawę muzyczną mszy, można włożyć między bajki. Nie jest nawet pewne, czy kościół w Obernndorfie miał już w tym czasie organy, wiadomo natomiast, że "Cichej nocy" nie wykonano podczas mszy, a po niej. Akompaniament gitary był nowatorskim pomysłem niepokornego księdza, który urodził się jako wyrzutek i nie bał się nietypowych środków, by dotrzeć ze swoim przesłaniem do ludzi.

Efekt motyla

Ile osób mogło być wtedy kościele? Czy melodia wywołała łzy wzruszenia? Czy obecni zapamiętali tę chwilę?

To było jak poruszenie skrzydeł motyla, które wywołuje huragan na drugim końcu świata. Niemal niedostrzegalne, ciche i skromne. Narodziny pieśni, która zostanie przetłumaczona na 300 języków i dialektów, obiegnie cały świat i stanie się symbolem Bożego Narodzenia. Ale tamtej nocy nikt jeszcze o tym nie wiedział. Ludzie rozeszli się do domów.

Wkrótce Joseph Mohr znowu zmienił parafię. A zapis kolędy wraz z organami z Arnsdorf trafił w końcu do rąk organmistrza Karla Maurachera. Jego rodzina zaczęła wykonywać utwór, który wkrótce zyskał rozgłos jako "kolęda tyrolska". Jej popularność rosła lawinowo, choć przez wiele lat nikt nie wiedział, kim są autorzy. Joseph Mohr zmarł nieświadom sukcesu swojego dzieła.

Dziś w Oberndorfie nie ma już kościoła, w którym  po raz pierwszy zaśpiewano kolędę. Na jego miejscu stoi mała kapliczka upamiętniająca to wydarzenie. Kolorowe witraże przedstawiają wizerunki Mohra i Grubera. Na placu przy kapliczce podczas adwentowych jarmarków można napić się grzanego wina i kupić pamiątki. Co roku tłum zbiera się tu, by wspólnie zaśpiewać najsłynniejszą kolędę świata.

W Arnsdorf nadal działa szkoła, w której pracował Gruber. W przytulnych klasach uczy się ok. 30 uczniów, a na piętrze znajduje się muzeum poświęcone "Cichej nocy".

Salzburska Steingasse nie jest już cuchnącym przedmieściem. To jedna z najbardziej urokliwych uliczek prawobrzeżnego starego miasta. Turyści zazwyczaj tu nie docierają, bo położona jest nieco na uboczu. Znajduje się tu niezależne kino, antykwariaty, kilka kawiarni i... dom publiczny, otwarty ponoć jeszcze w XVIII wieku.

Przesłanie pokoju

Od 2011 roku "Cicha noc" znajduje się na liście niematerialnego dziedzictwa kultury UNESCO. Pełen tekst kolędy liczy sześć zwrotek i zawiera nie tylko treści religijne, ale i pokojowe przesłanie - nadzieję na pojednanie się narodów świata. Mohr napisał swój wiersz w szczególnym okresie tuż po wojnach napoleońskich, Kongresie Wiedeńskim i oddzieleniu Salzburga od Bawarii na mocy Traktatu Monachijskiego, co w Oberndorfie odczuto wyjątkowo boleśnie. Do tego momentu miejscowość była przedmieściem Laufen. Nagle została od niego oddzielona granicą. Przebiega ona na rzece, zaledwie kilkadziesiąt metrów od kościoła, w którym Gruber i Mohr zaśpiewali "Cichą noc".

  Tekst: Izabela Grelowska

  Konsultacja: Izabela Gartner

Dowiedz się więcej na temat: Izabela Grelowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje