Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Południowy Tyrol: Będziesz tu wracać

Alpe di Siusi to ulubiona destynacja rodzin z dziećmi i początkujących narciarzy /IDM Südtirol-Alto Adige/Helmuth Rier /materiały prasowe

Od amatora do zawodowca

Reklama

Następnego dnia czas spalić te kalorie. Wybór jest ogromny. Z karnetem Dolomiti Superski mamy do dyspozycji 12 ośrodków narciarskich i 1200 km stoków o zróżnicowanym poziomie trudności. Świetne snowparki, czarne wymagające trasy i łagodne zbocza dla początkujących - tutaj każdy znajdzie coś dla siebie.

Startujemy ze spokojnego Alpe di Siusi. Płaskowyż jest idealnym terenem dla rodzin z dziećmi i osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze sportami zimowymi. Szerokie stoki o niewielkim nachyleniu są łaskawe dla niewprawionych, którzy jeszcze nie opanowali zjazdu pługiem. Ale nie tylko. To także istny raj dla fanów narciarstwa biegowego. Jego atuty doceniała też Justyna Kowalczyk, która trenowała tutaj przed najważniejszymi startami.

Reklama

Z Alpe di Siusi tylko kilka wyciągów dzieli nas od słynnej trasy Saslong w Val Gardenie/Gröden. To tu każdego roku najlepsi narciarze próbują swoich sił w zawodach Pucharu Świata. Kluczowy jest start, stroma ściana może zweryfikować nasze umiejętności, a mocna mgła, która w regionie jest prawdziwą rzadkością, nie ułatwia zadania. Już kilkadziesiąt metrów niżej ponownie witamy słońce i każdy w swoim tempie, podziwiając po drodze piękny masyw Sassolungo, pokonuje ponad 3,5-kilometrową FIS-owską trasę. 

Po drodze zatrzymujemy się w gospodzie na degustację... piw! Właściciel chaty Baita Saslonch, Jan Piazza, z zapałem opowiada o tym, jak kilka lat temu wraz z przyjaciółmi marzył o własnym browarze. Dziś ich piwo rzemieślnicze, Monpiër de Gherdëina, jest dumą regionu, a Jan w swojej restauracji z przyjemnością dobiera menu pod konkretne gatunki swojego trunku. Udaje mu się przekonać nawet piwosceptyków. Najbardziej w pamięci zapada nam ciężkie piwo podane z tradycyjną potrawą - grosti. To chrupiący placek zrobiony z ziemniaków, jaj i mąki, smażony na głębokim oleju. Podawany z ciepłą kapustą doskonale uderza w polskie podniebienia i krzepi po wysiłku. Smakuje jak połączenie chrustu i placków ziemniaczanych. O tym, ile ma kalorii, zapominamy przy kolejnym kieliszku piwa Jana.

Doskonałe warunki i słońce kuszą, więc ponownie wpinamy narty. Na południowotyrolskich stokach stosuje się naśnieżanie śniegiem technicznym. Dzięki temu, niezależnie od temperatury na stoku, możemy w pełni cieszyć się jazdą od późnej jesieni aż do kwietnia.

Kiedy nogi zaczynają nam odmawiać posłuszeństwa, zatrzymujemy się na kolacji w najmniejszej restauracji w całych Alpach. Jej niepozorny wygląd mógłby zmylić niejednego turystę. Maleńka drewniana chata niemal ginie w śnieżnym krajobrazie. Zajmujemy miejsca na zewnątrz, a w naszych rękach błyskawicznie pojawiają się kieliszki pełne regionalnego wina. Mamy szczęście. Trafiamy na dni wina. Jest czego próbować. Co 12. nagradzane włoskie wino pochodzi właśnie z Południowego Tyrolu.

Ale okazuje się, że to nie wino będzie gwiazdą naszej kolacji. Po tradycyjnym antipasti nadchodzi czas na primo piatto. Kiedy kelner opowiada o daniu, mamy wrażenie, że źle się zrozumieliśmy. W wydrążonych chlebach podaje nam... zupę z siana. Delikatny wywar obsypany suszonymi kwiatami to duma chaty Gostner Schwaige. Przyrządza się ją z mieszanki 25 alpejskich ziół, które latem zbiera sam właściciel restauracji. Choć trudno w to uwierzyć, delikatność wywaru podbija nasze serca. Za tym smakiem będziemy długo tęsknić, a takiej zupy nie podają w żadnym innym miejscu na świecie.

Czas płynie dla nas tak wolno, że nie zauważamy kiedy minęła kolejna godzina. Musimy szybko ruszać, by zdążyć dotrzeć w miejsce noclegu, zanim wyciągi zostaną zamknięte. Gdy widzi to właściciel chaty, szybko wybiega z torebką ciastek domowej roboty. Życzy nam udanego pobytu i żegna się z nami jak z przyjaciółmi. Dawno nie czuliśmy się tak zaopiekowani.

Mimo to muszę przyznać, że pobyt tutaj nie wszystkim przypadnie do gustu. Południowy Tyrol zamieszkują ludzie, którzy kochają ludzi i celebrują życie. Stworzyli tu prawdziwy raj dla hedonistów. Jeśli zdarza ci się na urlopie nerwowo zerkać w telefon i kompulsywnie sprawdzać służbową pocztę, w towarzystwie zrelaksowanych turystów mruczących z zadowolenia, możesz się nie odnaleźć.

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje