Reklama

Reklama

​Podróże odwetowe. Szykuje się boom w turystyce?

W miarę jak szczepienia nabierają tempa, powracają też nadzieje na rychły powrót do dawnego stylu życia. Dla wielu osób ważną jego częścią były podróże. Jak będzie po pandemii?

W czasie pierwszej fali pandemii, mimo powszechnego przerażenia, wiele osób zwróciło uwagę na zadziwiające zjawiska, jakie zaszły w świecie, który się zatrzymał. Przejrzysta woda w weneckich kanałach, łanie spacerujące w centrach miast, puste brazylijskie plaże, na których bez przeszkód mogły wykluć się zagrożone gatunki żółwi.

Reklama

Pojawiło się sporo refleksji na temat wpływu masowej turystyki na środowisko i liczne pytania o to, czy podróże jako modny styl życia to rzeczywiście model na miarę naszych czasów. Jednak po roku zamknięcia, ci którzy jeszcze mogą sobie na to pozwolić, dosłownie przebierają nogami, by znowu wyruszyć w świat. Mimo że sytuacja daleka jest od opanowania, a koronawirus i jego mutacje mogą nas jeszcze zaskoczyć, eksperci nie mają złudzeń - gdy tylko pojawią się możliwości, ludzie natychmiast spakują walizki i ruszą w świat. Aby odbić sobie stracony czas będą podróżować w dwójnasób. Ma to być swego rodzaju "zemsta" na covidzie, a trend może utrzymać się nawet przez kilka lat.

Nadchodzi kumulacja

W związku z obostrzeniami, a także trudnym do przewidzenia rozwojem sytuacji, w 2020 roku wiele osób w ogóle zrezygnowało z wyjazdów, zarówno tych wakacyjnych, jak i krótkich weekendowych wypadów. Oznaczało to brak odpoczynku i regeneracji sił w okresie szczególnych napięć i obaw. Poluzowanie obostrzeń sprawiło, że nie chcemy dłużej zwlekać.

Do tego dochodzi dodatkowy aspekt. Przed pandemią poczucie, że granice zawsze będą otwarte, a bilet na samolot można kupić w każdej chwili, było powszechne. Wakacyjne plany bez problemu można było odłożyć na później, wierząc w to, że możliwość podróżowania "nie ucieknie".

Część osób, zwłaszcza z młodszych pokoleń, po raz pierwszy spotkała się poważniejszymi ograniczeniami w przemieszczaniu się, takimi jak zamknięte granice. Nawet po zdjęciu wszystkich obostrzeń nikt nie będzie mógł już zagwarantować, że ograniczenia nie powrócą. Zamiast myślenia: "Pojadę teraz lub w przyszłym roku", pojawia się raczej: "Pojadę teraz, bo jest to możliwe, za rok nie wiadomo co będzie".

Przewiduje się też, że osoby, które po pandemii stać będzie na wyjazdy, będą skłonne wydać na ten cel znacznie więcej właśnie w ramach "zemsty".

Gdzie weźmiemy "odwet" na covidzie?

W Polsce szał rezerwacji na sezon wakacyjny rozpoczął się już w lutym. Bardziej powściągliwi bukowali miejsca pod koniec kwietnia, kiedy to rząd przedstawił plany dotyczące zdejmowania restrykcji. Najchętniej wybierane są miejscowości na Bałtykiem. Wypoczynek na plaży, otwartej przewiewnej przestrzeni, postrzegany jest jako mniej sprzyjający zakażeniom. Wakacje w Polsce są uważane za bezpieczniejsze ekonomicznie w wypadku ponownego wprowadzenia obostrzeń, nie wiążą się też z dodatkowymi kosztami (testów, kwarantanny).   

Najatrakcyjniejsze są te miejscowości, które dają duże możliwości spędzania czasu na świeżym powietrzu. Parki rozrywki, lokale, instytucje kulturalne stoją znacznie dalej na liście zalet, gdyż w razie ewentualnych obostrzeń korzystanie z nich mogłoby być utrudnione. Na popularności zyskały spokojniejsze miejscowości takie jak Sarbinowo.

Chętnie wybierane są pokoje gościnne, ale w hotelach także zaczyna już brakować miejsc. Mniejszą popularnością cieszą się jedynie hotele miejskie. Te obiekty, które obsługują nie tyle wczasowiczów, co gości konferencji i innych eventów planowanych z dużym wyprzedzeniem są w nieco gorszej sytuacji.

Najpopularniejsze terminy to druga połowa lipca i pierwsza połowa sierpnia. Kto zwleka z rezerwacjami, może mieć problem ze znalezieniem wolnego miejsca.

Więcej planowania

Chociaż pandemia wprowadziła niepewność, okazuje się, że w sposób zaskakujący wpłynęła na zachowania konsumentów. O połowę mniej osób chce zostawić decyzję o wyjeździe na ostatnią chwilę. Ze znacznym wyprzedzeniem planuje wyjazdy aż 70 proc. klientów jednego z biur podróży. W poprzednich latach było to niecałe 30 proc.

Dzieje się tak dlatego, że konsumenci doskonale wyczuwają nadchodzący trend. Sami chcą "zemścić się" na covidzie i wykorzystać szanse na wyjazd.

Choć w 2021 szykuje się prawdziwy renesans krajowych wakacji, biura podróży oferujące wycieczki zagraniczne również odnotowują spore zainteresowanie ofertą, choć tu na "powrót do normalności" przyjdzie poczekać znacznie dłużej. Ruch jest szacowany na 30 proc. tego, co osiągnięto w 2019 roku. Polacy chętnie wybierają te kierunki, co w latach poprzednich: Grecję, Turcję, Chorwację czy Egipt.

Część turystów rezygnuje z wakacji zagranicznych w związku z obawami dotyczącymi pandemii - trzeba się liczyć z obostrzeniami w kraju wyjazdu i w kraju docelowym, często wymagane są aktualne wyniki testów, a także ze względu na koszty.

Testy wykonywane komercyjnie to jeden z wielu dodatkowych wydatków. Zagraniczne wakacje, które w latach wcześniejszych były popularną opcją dla rodzin z dziećmi, obecnie częściej wybierane są przez klientów bez dzieci. Luksusowe zagraniczne kierunki: Malediwy, Dominikana, Emiraty, cieszą się popularnością wśród osób zamożnych, które nie muszą liczyć się z kosztami.

Przedstawiciele branży turystycznej nie liczą na to, że zagraniczne wyjazdy osiągną w tym roku poziom sprzed pandemii. Wierzą jednak w to, że turystyka zagraniczna napędzana również chęcią odwetu na covidzie, nabierze rozpędu w ciągu najbliższych sezonów.

Będzie to z całą pewnością powiązane z tempem odbudowy gospodarki po pandemii. Rodziny, które ekonomicznie ucierpiały w tym okresie, będą zmuszone do rezygnacji z wypoczynku lub wybrania tańszych opcji. To również przyczyni się do rozciągnięcia "głodu podróży" na kilka sezonów i dokonywania wyborów w ramach turystyki odwetowej.

***

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje