Przejdź na stronę główną Interia.pl

Plaża Umarłych i hotel widmo

Playa de los Muertos /123RF/PICSEL

Plaża Umarłych swoją nazwę zawdzięcza regularności, z jaką w ciągu wieków zbiegające się w tym miejscu prądy morskie wyrzucały na brzeg ciała rozbitków i marynarzy. Hotel Algarrobico nigdy nie przyjął gości. O najdziwniejszych atrakcjach turystycznych hiszpańskiej prowincji Almeria pisze autor książki "Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko" Maciej Bernatowicz.

Reklama

Przeczytaj fragment książki "Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko" Macieja Bernatowicza:

Za najwspanialszą, zupełnie niepowtarzalną uchodzi dzika i niedostępna, a także owiana mrożącymi krew w żyłach legendami Playa de los Muertos, Plaża Umarłych, w południowo-wschodniej prowincji Almeria, trochę ponad pięć kilometrów na południe od miejscowości Carboneras.

Swoją nazwę zawdzięcza regularności, z jaką w ciągu wieków zbiegające się w tym miejscu prądy morskie wyrzucały na brzeg ciała rozbitków i marynarzy. Kiedyś słynęła też z wyjątkowo częstych wizyt piratów, do czego idealnie się nadawała ze względu na swoje położenie. Otoczona ze wszystkich stron górami, odcięta od świata, z bardzo ograniczonym dostępem od strony lądu. Pieszo, od interioru, to prawie kilometr po skalnych urwiskach.

Reklama

Najcudowniejsza plaża Hiszpanii - takie określenie jest często wybierane w zestawieniu z innymi plażami - długa na ponad kilometr i szeroka na trzydzieści metrów, jest miejscem podlegającym szczególnej ochronie. Leży w północnej części jednego z najściślej chronionych obszarów: Parku Narodowego Cabo de Gata-Níjar, uznanego za rezerwat biosfery ze względu na swoje bogactwo geologiczne, ekologiczne, historyczne, antropologiczne i krajobrazowe. Dlatego takie poruszenie i olbrzymi skandal wywołało fatalne usytuowanie cementowni, zbudowanej przez szwajcarską spółkę Holcim na Playa de Corral, sąsiadującej od północy z Playa de los Muertos. Cementownia, dobrze stąd widoczna, oszpeciła przepiękny krajobraz i prawdopodobnie przyczyniła się do spadku atrakcyjności Plaży Umarłych w rankingach, ale ja łączę się z opinią tych, dla których pozostaje ona bezkonkurencyjna.

Lawrence z Arabii

Samo Carboneras stało się znane dzięki temu, że to na jego plażach, dosłownie cztery kilometry na północ od miasta, w ujściu rzeki Alías, kręcono w 1962 roku obszerne fragmenty legendarnego brytyjskiego dramatu przygodowego Lawrence z Arabii w reżyserii Davida Leana. Na potrzeby filmu zbudowano gigantyczną replikę całego kompleksu mieszkalnego fortu w Akabie (miasto i jedyny port Jordanii), którą później doszczętnie rozebrano. Dziś w Carboneras stoi sporych rozmiarów pomnik przedstawiający Petera O’Toole’a, odtwórcę głównej roli w nagrodzonym siedmioma Oscarami filmie (sam O’Toole nie dostał Oscara za tę rolę, co w sumie przydarzyło mu się aż ośmiokrotnie - i nadal pozostaje rekordowym hollywoodzkim pechowcem).

W miejscu, gdzie sześćdziesiąt pięć lat temu stała replika Akaby, na terenie parku narodowego, rozpoczęto w 2003 roku budowę Algarrobico, gigantycznego hotelu, uważanego dziś za symbol największej samowoli budowlanej w najnowszej historii Hiszpanii. Dwudziestodwupiętrowy, położony wzdłuż skalistego i stromego wybrzeża biały budynek z czterystu jedenastoma pokojami jest tak duży, że widać go na mapach satelitarnych Google. To chyba najbardziej znany hotel w Hiszpanii, choć nigdy nie przyjął hotelowych gości. A może właśnie z tego powodu...

Najsłynniejszy hotel Hiszpanii

Jego jedyną wadą jest to, że został wybudowany nielegalnie, ponieważ na terenie, na którym stoi, zgodnie z Ley de Costas, Ustawą o Wybrzeżach, nie wolno wznosić żadnych konstrukcji budowlanych. Ustawa mówi jasno, że stumetrowy pas wybrzeża podlega ochronie. Tymczasem część hotelu Algarrobico zbudowano w odległości dwudziestu metrów od linii brzegowej.

Ministerstwo Środowiska w 2005 roku rozpoczęło postępowanie zmierzające do wywłaszczenia tego terenu i już wtedy pojawiły się głosy, że hotel trzeba wyburzyć. Problem w tym, że budująca go firma Azata del Sol (domagająca się siedemdziesięciu milionów euro odszkodowania) otrzymała wcześniej wszystkie potrzebne pozwolenia budowlane, także od władz regionalnych. Dotychczas wytoczono dwadzieścia sześć spraw sądowych, w których zapadły dwadzieścia cztery korzystne dla zwolenników wyburzenia wyroki. Koszt wyburzenia szacuje się, bagatela, na siedem milionów euro!

Mimo to w grudniu 2015 roku, po czterech tysiącach sześciuset dniach od rozpoczęcia budowy, Trybunał Konstytucyjny, gdzie ostatecznie wylądowała sprawa, orzekł dość niespodziewanie, że "nieistnienie" pogwałcenia fundamentalnego prawa jest "oczywiste", odrzucając przy tym możliwość ponownego rozpatrzenia wszelkich odwołań.

Gdy kreślę tę zawiłą opowieść, przyszłość najsłynniejszego w Hiszpanii hotelu wciąż nie jest znana. Z orzeczenia Trybunału cieszą się mieszkańcy Carboneras, gdzie bezrobocie sięga trzydziestu pięciu procent. Chcą jak najszybszego otwarcia obiektu, któremu do normalnego funkcjonowania brakuje tylko parkingu na czterysta aut i podłączenia mediów. Greenpeace i inni ekolodzy przekonują, że przy wyburzaniu sześćdziesięciu pięciu tysięcy metrów sześciennych betonu zatrudnienie znajdzie ponad pięćset osób. Licytacja trwa w najlepsze, a skrawek ziemi, po której stąpał filmowy Lawrence z Arabii, jeszcze długo może nie schodzić z czołówek hiszpańskich gazet.

Fragment książki "Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko" Macieja Bernatowicza. Wydawnictwo Muza. Premiera: 21 czerwca 2017 r.

"Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko" to błyskotliwy wgląd w to, co współcześni Hiszpanie myślą o swojej historii i tożsamości, co wywołuje w nich radość, a co obawy. Przybliża ich tradycje, postawy życiowe, bieżące wyzwania, z którymi przyszło im się zmagać, ale także niewątpliwe sukcesy, które już odnieśli. Autorska relacja pozwala dostrzec różnorodność, niekiedy graniczącą z wewnętrzną sprzecznością, która wypełnia ten iberyjski kraj. Maciej Bernatowicz ze swadą przedstawia z jednej strony kwestię muzułmańskiej historii półwyspu, autonomicznych koncepcji Basków oraz Katalończyków, czy pozycji państwa we współczesnych realiach globalizacji, z drugiej zaś - zjawiska potęgi piłki nożnej i fenomenu fiest. Dzięki niepowtarzalnej mozaice tematów powstał reportaż wszechstronny.

Maciej Bernatowicz (ur. w 1978 r.) - dyplomata i ekonomista. W Hiszpanii spędził niemal 9 lat, zarówno w przedkryzysowych latach 2002-2005, jak i w "oku kryzysu" oraz "postkryzysowej rzeczywistości" lat 2011-2016. Absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, student Akademii Dyplomatycznej w Madrycie.

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje