Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pekin. Tajemnica i egzotyka

W stolicy Chińskiej Republiki Ludowej mieszka 21,5 miliona ludzi. To dwie trzecie populacji Polski. Pekin jest tradycyjny i nowoczesny. Tajemniczy i egzotyczny.

Od dawna marzyliśmy o wycieczce do Chin. A kiedy w końcu marzenie się spełniło - przeżyłam szok. A potem następny i następny... Każdy kolejny dzień sprawiał, że wszelkie wyobrażenia o Chinach nie pokrywały się z rzeczywistością. 

Reklama

Chiny to kraj kontrastów - tutaj bogactwo przeplata się z biedą, a nowoczesność z tradycją. Nasza przygoda rozpoczęła się od Pekinu. To co uderza na pierwszy rzut oka to czystość. Na każdym kroku czekają ekipy sprzątające, piesze i zmotoryzowane. Nawet liście, które spadają z drzewa długo pod nim nie leżą. Druga rzecz to morze skuterów, przed którymi ostrzegano nas już na lotnisku. Są bez wyjątku elektryczne, poruszają się ulicami bezgłośnie, a kierowcy... nie zważają na pieszych. Dlatego łatwo o wypadek. 

Główne atrakcje usytuowane są w centrum Pekinu i w zasadzie w prostej linii następująco po sobie. Jednak dobrze jest tak zaplanować zwiedzanie, aby rozłożyć je na dwa dni. Odległości są tak wielkie, że nogi szybko przypominają o swoim istnieniu. Pałac Letni, Zakazane Miasto, Droga do Nieba, Świątynia Nieba, plac Tian’anmen i Narodowe Muzeum Chin są w bezpośrednim sąsiedztwie. Jednak na zobaczenie każdego z tych miejsc potrzeba kilka godzin. Szkoda, że doba ma tylko 24. Jest takie powiedzenie, że Chiny zwiedzają przede wszystkim Chińczycy. Wiele w tym prawdy. 

Wszędzie są tłumy turystów, przy wejściach na teren zabytków ustawiają się kolejki. Przy tym Chińczycy chętnie używają łokci do przepychania się w tłumie. Trzeba więc uważać. Są też ciekawi. Wystarczy zachęcające kiwnięcie głową, a już stoi kolejka, by zrobić sobie zdjęcie z obcym "białym diabłem", jak nas nazywają. Sami też chętnie uśmiechają się do mnie, kiedy kieruję w ich stronę obiektyw aparatu. 

Warto znaleźć czas, by zjeść coś lokalnego. Bo jedzenie w Chinach jest przepyszne, jeśli wiesz, gdzie i co zjeść, a ceny nie są wysokie. Poza tym to świetna okazja, by doskonalić warsztat posługiwania się pałeczkami. Każde danie kusi wyglądem i zapachem, pachnące owoce można kupić na każdym kroku. No, może z wyjątkiem cuchnącego duriana. Ma tak przykry zapach, że zakazano wnoszenia go do hoteli czy transportu miejskiego. Długo szukałam jackfruita, ale warto było. Polecam. Żaden kandyzowany czy z puszki nie smakuje tak pysznie, jak ten świeży. 

Zobacz także:





Dowiedz się więcej na temat: Pekin | Podróże | Chiny

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje