Reklama

Reklama

Oto prawdziwy "Przystanek Alaska". Niezwykłe miasteczko pod jednym dachem

W latach 90. prawdziwą furorę zrobił serial "Przystanek Alaska" opowiadający o małej społeczności, w której wszyscy się znają i która żyje dość niezwykłym życiem. Serialowe Cicely było fikcyjną miejscowością, miasteczko Whittier na Alasce jest jak najbardziej prawdziwe, a życie w nim różni się od tego, co dzieje się w innych miejscowościach. Mieszkańcy nie bez przyczyny nazywają się "rodziną".

Nie dzieje się tak dlatego, że są spokrewnieni. Bliskie i bardzo specyficzne relacje między ludźmi zostały spowodowane wyjątkowym charakterem tej miejscowości.

Whittier. Miasto pod jednym dachem

Reklama

Co takiego wyróżnia Whittier? Niemal wszyscy mieszkańcy, czyli ok. 200 osób, żyją w jednym bloku! 14-piętrowy budynek jest sam w sobie dość niezwykły, został zbudowany tak, by przetrwać nawet ataki bombowe. Chodzą legendy, że niektóre osoby latami nie opuszczają tego bloku gdyż... jest on niemal całkowicie samowystarczalny. W środku znajdują się najbardziej kluczowe usługi i dla wielu mieszkańców także miejsca pracy: sklepy, przedszkole, przychodnia, urząd miasta i posterunek policji. Korki, które tworzą się w Whitter w godzinach szczytu nie powstają na ulicach miasteczka, a w windach i na klatkach schodowych! Nauczyciel jest jednocześnie sąsiadem, a szkoła i dom zlewają się w jedno, gdyż budynek szkolny połączony jest z mieszkalnym tunelem.

Jak powstało Whittier?

W czasie drugiej wojny światowej z tym miejscem wiązano ogromne plany. Miała tu powstać duża baza wojskowa z portem wojennym (głębokie, ale niezamarzające wody i nieustanne zachmurzenie chroniące przed nalotami sprawiły, że lokalizacja wydawała się fantastyczna) i rozległymi koszarami. Te zamierzenia zrealizowano tylko w części. Ostatecznie powstały tylko dwa budynki (na 10 planowanych): Begich Towers, w którym mieszka obecnie niemal cała społeczność miasteczka, i połączony z nim zakrytym przejściem Buckner Building.

Buckner Building - upadek kolosa

Buckner Building był kiedyś największym budynkiem na Alasce i przedstawiał się naprawdę imponująco. Budowany od 1949 roku, mieścił w sobie szpital, więzienie, kino na 320 osób, kościół, bibliotekę, kręgielnię, piekarnię, zakład fryzjerski, strzelnicę, radiostację... Obiekt, również o funkcjach mieszkalnych, miał być odporny na ataki bombowe i niezależny od lokalnej elektrowni. Sześciopiętrowy Buckner został ostatecznie ukończony w 1953 roku.

Zaledwie 10 lat później ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i wywołanego nim tsunami, a w 1966 roku wojsko zrezygnowało z jego użytkowania. Budynek przechodził z rąk do rąk. W pewnym momencie były nawet plany stworzenia w nim prywatnego więzienia, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło i to imponujące niegdyś miejsce zaczęło popadać w ruinę, stając się jednym z tych porzuconych budynków tak chętnie odwiedzanych przez fotografów i amatorów niezwykłości. Obecnie Buckner należy do mieszkańców miasta, którzy ogrodzili go i zabezpieczyli, nie zgadzając się z decyzją Departamentu Środowiska zalecającą rozbiórkę.

Dziś "miasto pod jednym dachem" mieści się niemal w całości w drugim z budynków, jakie powstały w ramach ambitnych planów wojskowych, czyli w Begich Towers. 14-piętrowe, składające się z trzech modułów, Begich Towers wybudowano w 1953 roku jako siedzibę Korpusu Inżynierów Armii Stanów Zjednoczonych. W zdemilitaryzowanym budynku toczy się normalne, choć specyficzne życie. Przyjazne relacje między mieszkańcami i dostępność podstawowych usług, które są dosłownie "pod ręką" może wydawać się atrakcyjna, ale Whittier ma też swoje ciemne strony.

Trudności życia w Whittier

Jedną z przyczyn wybrania tej lokalizacji na bazę wojskową były warunki klimatyczno-pogodowe. Wiecznie zachmurzone niebo miało utrudniać ataki z powietrza. Dziś utrudnia mieszkańcom życie. Silne wiatry, intensywne opady deszczu (jest to najbardziej mokre miasto na Alasce i w Stanach Zjednoczonych) i śniegu, niskie temperatury - wszystko to sprawia, że przez większość roku Whittier nie jest przyjemnym do życia miasteczkiem i wielu mieszkańców, korzystając z jego specyfiki, po prostu nie wychodzi poza obręb budynku.

Dodatkowa trudność to izolacja samego miasteczka. Aby dostać się do oddalonego o 93 km Anchorache, trzeba przejechać przez tunel, który jest zamykany na noc. Kto zatem wybierze się na kolację do restauracji, ale nie zdąży wrócić przez 22:30, będzie nocować w samochodzie w okolicach tunelu. Takie sytuacje wcale nie należą do rzadkości. 

Atrakcja turystyczna

Mimo że wielu z około 200 mieszkańców miasta nie ma nawet ochoty wystawiać nosa na zewnątrz, w sezonie letnim Whittier przyciąga turystów jak magnes. Port nie ma już charakteru wojskowego, teraz to atrakcyjna marina i port obsługujący statki wycieczkowe.

Whittier jest popularny wśród miłośników natury i tropicieli niezwykłości, a także wśród fotografów, entuzjastów pleneru, wioślarzy, wędrowców, wędkarzy sportowych i myśliwych ze względu na bogactwo dzikiej przyrody i naturalne piękno. Whittier otacza Chugach, jeden z największych obszarów leśnych w USA.

Czytaj też:

Poundbury. Eksperymentalne osiedle księcia Karola!

Jak brytyjscy miliarderzy demokratyzowali feudalne państewko

Państwa-miasta na wodzie. Nieodległa przyszłość ludzkości?


***

Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ>>>


Dowiedz się więcej na temat: whittier | Alaska | Przystanek Alaska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje