Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jedyne takie chwile w życiu lotniska – obsługa gwiazd, sław i celebrytów

O tym, że lotnisko to szczególne miejsce – wiadomo nie od dziś. I zdaje sobie chyba z tego sprawę każdy, kto przynajmniej raz w swoim życiu je odwiedził. Zdarzają się jednak chwile, które codzienną rutynę pracowników portu lotniczego wywracają do góry nogami, stawiając ich w stan najwyższej gotowości. Należą do nich dni, kiedy lotnisko przyjmuje wyjątkowych gości – gwiazdy znane ze światowych estrad czy z największych hollywoodzkich produkcji filmowych. Pas startowy zamienia się wówczas nieledwie w wybieg, po którym przechadzają się sławy, politycy i głowy państw.

Reklama dźwignią handlu

Żeby jednak takich gości w ogóle można było podjąć, trzeba dopilnować mnóstwa drobiazgowych procedur. Ale zanim to jednak nastąpi, trzeba najpierw takiego wyjątkowego - VIP-owskiego - klienta pozyskać. Pracownicy LS Airport Services rozsyłają więc wici do właścicieli samolotów, agentów gwiazd i placówek dyplomatycznych, bezpośrednie zapytania ofertowe kierując również do operatorów lotniczych, a nawet jednostek wojskowych.

Reklama

Nikogo nie można w takiej korespondencji pominąć i każdy, kto posiada własny statek powietrzy - niezależnie od tego, czy jest to instytucja państwowa, firma czy osoba prywatna - powinien wiedzieć o możliwości skorzystania ze spersonalizowanych usług firm zajmujących się obsługą naziemną statków powietrznych. Pracownicy LS Airport Services są więc niejako z konieczności zaznajomieni z arkanami handlu i wszelkimi sekretami współczesnego marketingu.

Bez procedur nie byłoby sukcesu

Gdy klienta uda się wreszcie pozyskać, nadchodzi kolej na wykonanie olbrzymiej pracy operacyjno-biurowej, która poprzedzi jego przylot. Bez niej o żadnym rejsie - nie tylko zresztą VIP-owskim, ale i odbywającym się zgodnie ze zwykłym harmonogramem - nie mogłoby zresztą być mowy. Na czym jednak ona dokładnie polega?

W pierwszym rzędzie ustalane są szczegóły dotyczące rejsu. Kompletuje się więc niezbędne dokumenty poświadczające możliwość odbycia danego lotu, jak np. ubezpieczenia i certyfikaty. Gdy uda się wreszcie skompletować wszystkie konieczne "papiery" i zezwolenia, czyni się następnie starania o wprowadzenie obsługiwanego lotu do "przegródek czasowych" lotniskowego terminarza (nazywanych często, zgodnie z branżową terminologią, slotami).

W ten sposób zyskuje się pewność, że jego lądowanie i start będą mogły się odbyć w zgłoszonych przez klienta terminach. O ile z nagłym wprowadzeniem niecodziennego rejsu do lotniskowego "rozkładu jazdy" nie ma na co dzień większego problemu, o tyle w szczycie sezonu - gdy częstotliwość przylotów i wylotów gwałtownie wzrasta - trzeba się czasem nieźle nagłowić, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik.

Lotniskowa krzątanina

Przygoda z VIP-owskimi rejsami nie kończy się jednak razem z wylądowaniem samolotu na płycie lotniska. Przeciwnie - to dopiero początek prawdziwej krzątaniny. Statek powietrzny, który dotoczył się na płytę postojową, trzeba odpowiednio zabezpieczyć, ustawiając pod jego kołami podstawki blokujące oraz zaznaczając jego obrys specjalnymi stożkami ochronnymi.

W bezpośrednie pobliże samolotu podstawia się następnie samochód, który pozwoli przybyłym pasażerom na bezpieczne opuszczenie pokładu. Gdy podróżni opuszczają kabinę, pracownicy obsługi naziemnej przeprowadzają szybki wywiad z załogą samolotu, dopytując o zapotrzebowanie na konkretne usługi i prace serwisowe. Bywa, że równolegle zajmują się jeszcze rozładunkiem luku bagażowego.

W tym samym czasie VIP-ów przewozi się do terminala, asystując im aż do opuszczenia portu lotniczego. Zdarza się niekiedy, że zanim wsiądą do taksówki lub busa, który przewiezie ich do hotelu, trzeba im jeszcze pomóc z formalnościami, towarzysząc im np. w czasie kontroli paszportowej czy ewentualnej odprawy celnej. Choć dyżury agentów obsługi naziemnej są rozpisane co do minuty, to również w ich trakcie zdarzają się nieoczekiwane, choć w gruncie rzeczy miłe, sytuacje.

- Pewien pasażer poprosił kiedyś załogę o dostarczenie mu na lotnisko bardzo okazałego bukietu kwiatów. I nie byłoby to może nadzwyczaj karkołomne zadanie, gdyby nie fakt, że jego samolot miał lądować za niespełna 20 minut - wspomina Michał Mandziuk, który z LS Airport Services jest związany od 2005 r.

Szybkie SPA dla samolotu

Gdy wszyscy podróżni rozjadą się do hoteli, trzeba jeszcze przeprowadzić błyskawiczny serwis samolotu. Po każdym locie należy skontrolować jego stan, sprawdzić poziom paliwa (jeśli będzie potrzeba, należy je uzupełnić) i wprowadzić na jego pokład pracowników serwisu sprzątającego, od których trzeba potem przejąć śmieci i odpadki.

Kiedy personel sprzątający uwija się we wnętrzu samolotu, na zewnątrz prowadzone są niezbędne prace asenizacyjne. Specjalny wóz odpompowuje najpierw z układu kanalizacyjnego statku powietrznego wszelkie nieczystości, a następnie wtłacza do niego świeżą, czystą wodę.

Przed odlotem

Na ok. 2,5 godziny przed planowanym odlotem VIP-owskiego samolotu jego załogę i pasażerów odbiera się z hotelu. Następnie, już w biurze firmy zajmującej się obsługą naziemną lotu, załatwia się niezbędne formalności (to właśnie w tym czasie załoga korzystająca z usług portu lotniczego reguluje wszystkie należności).

Potem - czyli tuż przed wylotem - wszystko odbywa się w niemal odwróconej kolejności: załoga i pasażerowie przechodzą odprawę, odbywają kontrolę paszportową i kontrolę bezpieczeństwa. Gdy wszystkim procedurom stanie się zadość, załogę i podróżnych wiezie się do samolotu. W tym czasie na jego pokład trafiają jeszcze zamówione wcześniej napoje i catering.

Ostatnim ogniwem w tym niezwykłym korowodzie jest przewiezienie kapitana na pokład samolotu oraz usunięcie sprzętu lotniskowego, który mógłby stwarzać zagrożenie dla statku powietrznego podczas uruchomienia jego silników.

Lotniskowe anegdoty

Dla pracowników LS Airport Services najciekawszym wyzwaniem jest zawsze obsługa wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych. To, z jednej strony, wielka odpowiedzialność - nic innego w "życiu" portu lotniczego nie może się z nią równać - a z drugiej: niepowtarzalna okazja do sprawdzenia własnych umiejętności.

Przyloty amerykańskich oficjeli planowane są zawsze z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i poprzedza je szereg prac i operacji logistycznych, mających na celu wyeliminowanie jakichkolwiek, choćby nawet najbardziej nieprawdopodobnych, sytuacji, które mogłyby potencjalnie zagrozić ich bezpieczeństwu.

- Każda wizyta Air Force One [samolotu, którym podróżują prezydenci USA - przyp. red.] to dla mnie wielkie przeżycie. Pracownicy przypisani wcześniej do obsługi rejsu dostają tzw. "Life Pin" - małą metalową przypinkę, którą winni umieścić na kołnierzyku swej koszuli. Znaczek musi być oczywiście dobrze widoczny. Informuje bowiem snajperów, że nosząca go osoba jest upoważniona do przebywania w pobliżu samolotu przewożącego prezydenta USA - mówi Piotr Mystowski, dostawca usług wsparcia dla operatorów lotnictwa ogólnego, który dla LS Airoport Services pracuje już od 12 lat. I dodaje: - Praca na lotnisku jest bardzo odpowiedzialna. Ale gdy wiesz, że wykonując swoją pracę jesteś cały czas na czyjejś muszce (a przecież amerykańscy snajperzy pudłują rzadko, jeśli w ogóle), zaczynasz siłą rzeczy podchodzić inaczej do swoich obowiązków. Kiedy jednak wywiążesz się wreszcie z powierzonych ci zadań, odczuwasz przeogromną satysfakcję. Trudno z nią porównać cokolwiek innego.

 

Tekst powstał we współpracy z firmą LS Airport Services.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje